Przed jakimś rokiem opublikowałem na Gazecie Verbum (chwilowo witryna jest niedostępna) tekst o bestialstwie Ukraińców z UPA skierowanym przeciwko ich polskim sąsiadom. Pozwolę sobie go przypomnieć:
70 lat temu 9 grudnia 1943 roku rozpoczęły się rzezie Polaków na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce. Tego dnia do wołyńskiej wsi Parośli wkroczył oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii dowodzony przez Hryhorija Perehijaniaka ps. Dowbeszka-Korobka. Aby zmylić mieszkańców wioski, Ukraińcy przebrali się za sowieckich partyzantów. Upowcy po zabraniu żywności nakłonili Polaków, żeby dali się związać, co miało ich zabezpieczyć przed represjami żołnierzy niemieckich, którzy tępili współpracę z bolszewikami. Wtedy mieszkańcy Parośli zostali zabici. Zarąbani siekierami i wypatroszeni nożami. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Wszyscy. 150 osób. To był początek. Rzeź osiągnęła swoje apogeum w lipcu. Do mordowania Polaków, oprócz specjalnie wykuwanych noży i siekier, nacjonaliści ukraińscy używali toporów, orczyków, wideł, cepów, kos i pił, którymi przecinano ludzi niczym pnie drzew. Poza tym Polacy byli topieni w studniach, paleni i zakopywani żywcem. Noworodkom i niemowlakom rozbijano główki o twarde powierzchnie. Nabijano je także na płoty. Szczególną popularnością cieszyło się wycinanie płodów z łon ciężarnych i nabijanie ich na widły. Kobiety wielokrotnie gwałcono i obcinano im piersi. Na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce zamordowanych zostało około 130 tys. Polaków. Ich oprawcy w przeważającej większości pozostali bezkarni.
Mijające właśnie 70 lat dało sejmowi możliwość chociaż szczątkowego odkupienia swoich zaniedbań wobec pamięci o wymordowanych mieszkańcach Kresów. Marszałek Senior Józef Zych stwierdził, że Zbrodnia Wołyńska spełnia wszystkie kryteria, zawarte w definicji ludobójstwa w rezolucji ONZ z 1946 r. I to powinno zakończyć obrady. Niestety usta otworzył także Minister Spraw Zagranicznych Radek Sikorski. Jego mowa miała przekonać posłów do tego, aby się z Ukraińcami pojednać, aby ich czasem nie upokarzać i budować z nimi wspólną przyszłość. Dlatego przeforsowano eufemizm: czystka etniczna o znamionach ludobójstwa.
Nic nie można poradzić na to, że politykom z partii dzierżącej władzę brakuje elementarnej wiedzy, albo tę wiedzę tak głęboko wyparli, że nie ma po niej nawet najmniejszych znamion. Nie jest tajemnicą, że istniejące dzisiaj państwo Ukraińskie nie uznało się wcale za spadkobiercę nacjonalistów z OUN/UPA. Ukrainą nie rządzili i nie rządzą bowiem idioci. Wiedzieli i wiedzą jak wiele kosztowały rząd Niemiec odszkodowania wypłacane za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę. Politycy trzymający władzę w Polsce wyparli to ze swoich umysłów i uparcie nie chcą upokarzać Ukraińców. A sygnały płynące z Kijowa są takie czytelne!
Jan Engelgard wymienił trzy sygnały, że władze Ukrainy nie traktują polskiego rozliczenia ludobójstwa wołyńskiego jako dotyczącego stosunków między naszymi państwami.
Po pierwsze, deputowani rządzącej Partii Regionów na kilka dni przed polskimi obchodami rocznicy wystosowali apel, w którym jasno to sformułowali, zachęcając nawet polski Sejm do zajęcia ostrego stanowiska (apel ponoć „nie dotarł” do pani marszałek). Po drugie, prezydent Ukrainy, Wiktor Janukowycz, odmówił wspólnego z prezydentem Bronisławem Komorowskim obchodzenia tej rocznicy w Łucku. Wreszcie na uroczystości na Skwerze Wołyńskim w Warszawie nie przybył ambasador Ukrainy. Nie były to, jak chcieliby niektórzy, nieprzyjazne gesty. Tu chodziło o jasne zamanifestowanie jednego – zbrodnie UPA nie są obciążeniem dla państwa ukraińskiego, to nie jest jego tradycja, to obciąża wyłącznie przestępczą organizację OUN/UPA i ich spadkobierców.
Znamiona rozumowania decydentów w partii trzymającej władzę w Polsce wpisują się znakomicie w tradycję zajmujących się tylko własnymi interesami partyjnymi politykami z PPS, którym Józef Piłsudski miał zakomunikować: Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić.
Oczywiście realia od publikacji tego tekstu się zmieniły. Wydarzenia na kijowskim Majdanie trafiły na pierwsze strony gazet, portali i do wszelkiej maści telewizyjnych programów informacyjnych na całym chyba świecie. Na naszym merdialnym podwórku Ukraińcy z Majdanu stali się bojownikami o wolność i demokrację. Z kolei separatyści pragnący odłączyć się od Kijowa i trafić pod skrzydła batiuszki Putina muszą być, ani chybi, opłacanymi przez Moskwę terrorystami. Nie odpowiem na pytanie czy tak się rzeczywiście dzieje. Za wysokie progi. Warto jednak zadumać się choć chwilkę nad tym, o czym mówi w poniższym materiale Mariusz Max Kolonko:

0 komentarze:
Prześlij komentarz