Postanowiłem zadebiutować w świetle reflektorów. Zjadła mnie trema, więc występ chropawy okrutnie! Możecie go obejrzeć poniżej i jeśli komuś moja facjata, a jeszcze nie miał okazji jej zobaczyć, się nie spodoba to... jej/jego problem! Jak usłyszycie w poniższym filmiku, postanowiłem przenieść swojego bloga na inną platformę. O wiele przyjemniejszą w obsłudze. Chodzi mi oczywiście o wordpress. Zmiana czegokolwiek w bloggerze była wielce zajmująca i gdybym chciał posłużyć się językiem naszych ministrów, prezesów i innych oficjeli, musiałbym wrócić do czasu gdy próbowali mnie wyuczyć w wojsku na sapera. Mogę wam przysiąc, że nie zwracaliśmy się do siebie tak oto:
Złotko, bardzo Ciebie proszę, nie obsypuj więcej ziemią mojego obuwia. Uwierzycie w to?
W każdym razie w chwili, gdy dowiedziałem się, że Google zamierza otworzyć w naszym pięknym i nieszczęśliwym kraju w pierwszej połowie 2015 roku startupowego centrum Google Campus, przebiegł po mnie zimny dreszcz. Propozycję przywiózł ze sobą szef Google Inc. Eric Schmidt, który nawiedził stolicę 4 czerwca 2014 r. z okazji podniosłych obchodów ćwierćwiecza naszej „wolności”. Nasi umiłowani przywódcy pieją z radości, gdyż to wielkie wyróżnienie. Będzie to bowiem trzeci campus na świecie po Londynie i Tel Awiwie. W sumie niby fajnie. Powstanie kuźnia innowacyjności „promieniująca na cały kraj”. Pewnie też bym się cieszył, gdybym nie wiedział, że Google i Yahoo od 2010 roku mają podpisaną umowę z największą instytucją wywiadowczą na świecie, czyli amerykańską NSA, która to podsłuchuje wszystko i wszystkich.
Faktem jest, że moja pisanina dociera do niewielkiego grona czytelników, ale kiedyś trzeba powiedzieć dość i zacząć odrobinę się buntować. To jest zatem ostatni tekst opublikowany na bloggerze i pierwszy na darmowym hostingu cba. Mam nadzieję moi incydentalni czytelnicy, że czasem i tutaj zajrzycie.

0 komentarze:
Prześlij komentarz