Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 6 listopada 2014

Współczesny wóz Drzymały

listopada 06, 2014 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Ciekawy jestem czy historia wozu Drzymały i jego właściciela jest jeszcze przekazywana na lekcjach historii w polskich szkołach. Zastanawia mnie to z jednego powodu. Urzędnicy zatrudnieni w Fabrykach Utrudniania Życia (FUŻ) zdaje się nie pamiętają tego epizodu. Nie mam pojęcia czy to z powodu swej ułomnej pamięci, czy to z racji odgórnych zarządzeń, niemniej warto przypomnieć im to zdarzenie powołując się na Wikipedię (wedle pewnej asystentki z bibliotekoznawstwa UMCS owa sieciowa encyklopedia zwie się Wikipedą, ale co tam było, to tam było!):
Na początku XX wieku Michał Drzymała stał się sławny w Polsce (a także w Europie) z powodu ciągnącego się sporu z władzami pruskimi dotyczącego możliwości zbudowania domu na zakupionej od niemieckiego kupca działce we wsi Kaisertreu (...) Pruskie prawo wymagało uzyskania zgody administracji państwowej na wzniesienie budynku. Realizujące politykę germanizacji władze wybiórczo wykorzystywały ten przepis na niekorzyść ludności polskiej. W tej sytuacji Drzymała kupił wóz cyrkowy, w którym zamieszkał. Władze pruskie chciały ten wóz usunąć, argumentując, iż stojący w jednym miejscu przez ponad 24 godziny wóz jest domem. W tej sytuacji Drzymała systematycznie, codziennie przesuwał ów wóz na niewielką odległość, co dało mu argument, iż jako pojazd ruchomy nie podlegał przepisom prawa budowlanego.
Minął raptem wiek od tamtych wydarzeń, gdy zatrudnieni za nasze pieniądze urzędnicy, a co gorsza sądy, postępują według wzorca pozostawionego im przez braci w fachu rodem z Prus. Serwis wgospodarce.pl opisał sprawę w taki oto sposób:
Sprawa dotyczyła zleconej przez burmistrza kontroli domku letniskowego. Przeprowadził ją powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, który orzekł, iż obiektem tym jest przyczepa. Postawiono ją jednak na betonowych blokach oraz otoczono drewnianą palisadą. Przyczepa nie posiadała żadnych instalacji ani nie była związana z trwale z gruntem. Uznano więc, że jest to obiekt tymczasowy, na budowę którego wymagane było zgłoszenie (którego nie dokonano).
Prowadząc sprawę stwierdzono, że obiekt został zlokalizowany na terenach, na których zgodnie z ustaleniami obowiązującego planu zagospodarowania przestrzennego zakazuje się między innymi nowej zabudowy letniskowej oraz przekształcania tej istniejącej w zabudowę mieszkaniową lub zagrodową. Co więcej, obiekt położony został za blisko granicy z sąsiednią działką. Z tych powodów nakazano jego rozbiórkę.

Czego się czepiam? Przecież wszystko odbyło się zgodnie z prawem. No tak. Co to jednak za prawo, które przewiduje to, że jedni lidzie mogą decydować o tym jak ma wyglądać okolica miasta, miasteczka, osady czy wioski, a drudzy muszą zabiegać o przychylność tych pierwszych? Rzecz jasna nie za pomocą pism i walenia czołem w dywanik... Kto dał urzędnikowi prawo decydowania co ludzie będą robić ze swoją ziemią? Głupie pytania? Jeśli tak uważacie to jesteście przesiąknięci totalniackim myśleniem którego najłagodniejsza forma funkcjonowała za Kaisera. Bo o Hitlerze czy Stalinie nie warto przypominać.
W gruncie rzeczy dochodzę do przekonania, że o czymś takim jak wolność jednostki można jedynie pomarzyć. Zakaz pogania regulację, a regulacja reglamentację. Nie tak?

0 komentarze:

Prześlij komentarz