Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

piątek, 23 stycznia 2015

Bitwa pięciu nud

stycznia 23, 2015 Posted by Onufry Okowita , , , , No comments

Pierwszy raz od momentu pojawienia się pogłosek, że kręcą trylogię Tolkiena, nie wyczekiwałem na premierę kolejnej jej części ze zniecierpliwieniem. Mało powiedziane. Nie miałem zamiaru pójść do kina, aby kolejny raz na dużym ekranie zobaczyć czarodziejów, elfy, krasnoludy i orki. „Pustkowie Smauga” skutecznie mnie zniechęciło do tego, żeby kolejny raz sięgnąć do kieszeni i wysupłać kilka papierków o nominałach dziesięciozłotowych. Bo po co płacić za te co najmniej dwie godziny nudy?
I miałem rację. Smok był okazały, temu nie zaprzeczę. Efektownie i co ważniejsze spalił miasto niemal do gołej ziemi. Pięknie skonał ubity sławną strzałą... Potykające się armie wyglądały bardzo profesjonalnie całe zakute w stal, z wyjątkiem garstki obszarpanych ludzi. Morze złota jaśniało w płomieniach pochodni, tak że mogłoby przyprawić kaczora Sknerusa o ciężki atak zazdrości...
Ale cała reszta to najzwyklejszy gniot. Za całą górę dolarów, ale gniot. Nudny, przewidywalny i okropnie denerwujący. Szczególnie tych, którzy pamiętają klimat stworzony przez Tolkiena w niewielkiej objętościowo książczynie. Klimatu starczyło raptem na kilkadziesiąt minut pierwszej części Jacksonowego „Hobbita”. Cała reszta to rozmach i efekty specjalne wzbogacone o niewiarygodne wyczyny Legolasa. Przerysował Jackson uczucie, jakim darzyli się Kili i Tauriel, a także zło, które opętało Thorina Dębową Tarczę i elfiego króla Thranduila.
Ale w gruncie rzeczy, dla tych, którzy nie mieli książki Tolkiena w rękach, to co mi się nie podobało, mogło być zaletami obrazu Jacksona. Poza tym może już jestem za stary na tego rodzaju rozrywkę? Kto wie?

0 komentarze:

Prześlij komentarz