Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

piątek, 20 marca 2015

Nawet w trumnie...

marca 20, 2015 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Niektórzy nazywają tego faceta Goebbelsem stanu wojennego. Nie wiem czy jest to potrzebne, z tej prostej przyczyny, że coraz mniejsza liczba osobników i osobniczek narodowości Polskiej zdaje sobie sprawę kim ów Goebbels był. Celowo nie piszę Polak i Polka, bo nauka nie idzie w las. Jerzy Urban, choć bez wątpienia jest typem nadmiernie obleśnym, ma w głowie tyle, że mógłby obdzielić tym kilku lewych polityków i jeszcze coś by zostało. O skuteczności działalności jego samego i środowiska ideologicznie do niego zbliżonego mogą, choć wcale nie muszą, świadczyć wyniki pewnego sondażu. Według niego niewiele ponad 20 proc. krajan broniłoby Polski przed najeźdźcą. Reszta by się na wyprzódki poddała, albo spieprzyła, jak Palikot, za granicę.
Gdy usłyszałem, że Urban krytykuje kandydatkę na prezydenta byłego premiera Millera Leszka, Magdalenę Ogórek za jej słowa o uproszczeniu prawa, wyartykułowałem krótkie: „O cho! Laska poległa”. Komu bowiem w Polsce potrzebne jest proste prawo? Zwykłym ludziom? A kogo to oni mogą obchodzić. I tak zagłosują na jedynego słusznego kandydata. A jeśli nie, to usłużne ręce tu i ówdzie dopiszą krzyżyk, albo dwa i szast prast wygra Bul-Komorowski (który jest tak świetnej kondycji umysłowej, że aż macha do wyborców także wtedy, gdy go nie widzą)! A nawet jeśli nie, to niewiele złego się stanie, gdy prezydentem zostanie kandydat Duda. Ponoć szyja kręci głową, a skoro obie szyje tego samego wyznania... Duda, czy Bul – jeden ch...
No właśnie! Kogo obchodzą zwykli ludzie? Najpewniej niewiele oni obchodzą przede wszystkim umiłowanych przywódców, ale zawartość kieszeni i kont bankowych tychże zwykłych ludzi to już zupełnie inna historia. Doszło bowiem w naszym, jakże pięknym i co najmniej równie nieszczęśliwym kraju do rzeczy niemal nie do wyobrażenia. Otóż nasi umiłowani przywódcy udowodnili, że noblista Milton Friedman głęboko się mylił pisząc: „Kiedy system fiskalny państwa w końcu da nam spokój? Dopiero wtedy, kiedy umrzemy”. Okazuje się, że sterujący naszym życiem postanowili za wszelką cenę udowodnić maksymę Aleksego de Tocqueville: „Nie ma takiej zbrodni ani takiego okrucieństwa, do którego nie mógłby się posunąć łagodny i liberalny rząd, jeśli zabraknie mu pieniędzy”.
I widocznie zbliżamy się do tego punktu, bo szykuje się bardzo ciekawa ustawa, której pomysłodawcy rozgłaszają, że powstaje ona dla dobra spadkobierców, którzy do tej pory nie mogli dobrać się do pieniędzy zgromadzonych przez spadkodawców na rachunkach bankowych, ale jednocześnie zostawiają sobie tylną furtkę. Gdyby spadkobiercy nie zgłosili się po pieniądze zabezpieczone na specjalnych kontach w Banku Gospodarstwa Krajowego, wtedy mają one przejść na własność skarbu państwa. W ten sposób nawet pieniądze nieboszczyków nie będą bezpieczne przed chciwymi łapskami zadłużonego rządu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz