Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

"Ale to ja wygrałem!"

sierpnia 17, 2015 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Jak to zwykle na podwórku bywa wśród dzieciarni często wybuchają swary i kłótnie. W takim wypadku dzieciaki dzielą się na grupy i w ruch idą jabłka, kasztany, kamienie... A gdy i to nie przynosi rozstrzygnięcia prowodyrzy wzywają się na ubitą ziemię.
Tym razem było inaczej. Bowiem i jeden, i drugi wódz nie czerpali przyjemności z własnoręcznego okładania pyska przeciwnika. Włodek wysłał więc do boju Michała, mocarza nad mocarze, który jednym ruchem kładł czterech. Tak przynajmniej wieść niosła. Józek podpuścił Tadka. Ten takiej mocy w łapach nie miał, ale był sprytny i walił tam gdzie przeciwnik się nie spodziewał.

Włodka bójka nie interesowała, bo miał ważniejsze sprawy. Ale Józek czuwał nad wszystkim osobiście. Podskakiwał przy każdym ciosie w górę i wrzeszczał: "Lewym go Tadzik, lewym!". Od początku widać było, że Michał nie dmuchał w kaszę. Jego sierpy zagarniały z furkotem powietrze. Kilka razy trącił Tadka, a ten po którymś ciosie klapnął na tyłek. Józka zalały poty: "Najpierw Tadzika obije, a potem i mi się dostanie! Nic tu po mnie!"
Rzeczywiście wszystkim się wydawało, że już po wszystkim, kiedy Władek złapał kasztana i ciepnął nim Michała w szeroki zad. Ten złapał się zań i ryknął przeciągle. Wtem sapnął zaskoczony. To Tadek zaczął okładać mu kałdun. A prał siarczyście. Po kilku hakach Michał się skulił i na to czekał Tadzik. Złapał Michała za włosy i przyładował mu kilka razy kolanem w czerwony pysk. Bitka skończona! Tadek się otrzepał i poszedł do domu. Wtedy w te pędy nadbieł Józek wrzeszcząc: "Wygrałem, wygrałem!!!".
A teraz moi incydentalni czytelnicy dodajcie do imion nazwiska. Lenin, Piłsudski, Budionny, Rozwarowski i Sikorski.
Tak się dziwacznie składa, że aż do momentu Bitwy Warszawskiej, zwycięzczami byli zwykle ci, którzy ową bitwą rzeczywiście dowodzili. Czy pod Warką wygrał Jan Kazimierz? Pod Kłuszynem Zygmunt III Waza? I odwrotnie. Czy winą za klęskę obarcza się rzeczywistego dowódcę, czy głównodowodzącego?
Więc niby jakim cudem, Bitwę Warszawską wygrał Piłsudski, który w jej decydujących momentach przebywał z wizytą u drogiej mu niewiasty? Dziwne to. Dopiero po tylu latach z mroków niepamięci trafia powolutku do świadomości ludzkiej nazwisko generała Tadeusza Jordana Rozwadowskiego. Cześć mu, bo gdyby nie on mielibyśmy w Polsce rzeź. Jaką? A obejrzyjcie sobie ten film. Warto!
Ps. Znam oczywiście imię Budionnego :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz