-Ciebie Marcel pogrzało - zagadnął mnie przed siłownią Józwa. - Ty nie wiesz, że każda wypowiedź polityka jest wyrwana z kontekstu?
Biję się zatem w klatę, aż dudni. Rzeczniczka PiS Witek miała co innego na myśli, niż to co powiedziała. I koniec dyskusji. Bydle sugerujące dzieciakom, żeby wpieprzały szczaw z nasypów kolejowych i mirabelki też nie to miało na myśli.
Już o wypowiedzi Joanny Muchy, że afera SKOK-ów jest największą aferą w ostatnich 25 latach, nie wspominam zbyt głośno. Chociaż w tym przypadku mam poważne wątpliwości, czy to wyrwane z kontekstu...
Zresztą mniejsza o to. Doszło do mnie okrężną drogą wyjaśnienie, dlaczego włodarze II Rzeczpospolitej robili to co robili. Dowiedziałem się, że regulowano wszystko co tylko się dało bo Polska poniosła wielkie straty podczaw Wielkie Wojny.
Genialne to. I banalnie proste. Żałuję, że mi to do głowy nie przyszło. Chcesz, żeby więcej kasy wpadło do skarbca to ustanów monopol, ustal odpowiednio wysoką cenę, a potem napisz w reklamie, że produkt jest najlepszy... A gdy firma wykazuje niezłą rentowność, to wprowadź tam komisarza rządowego, który wie lepiej!
Znajome to? Wypisz, wymaluj robota wiceministra Kapicy. Wprowadzili wyższą akcyzę na wódę i co? Ludzie szukają alternatywnych źródełek. Zamiast podnieść wpływy, kilka Polmosów zaczęło robić bokami. Mądre to?
Wszyscy oni tam na górze znają historię niewiarygodnie. Była w okresie międzywojennym firma Lubelska Wytwórnia Samolotów? Była! Projektowała i produkowała całkiem udane samoloty. Do czasu. W ramach ratowania zakładu przysłano do niego komisarza, który miał wgląd we wszystko i na wszystkim się znał. Dzięki niemu fabryka wypuściła bombowiec, który aby wzbić się w powietrze nie mógł zabrać na pokład uzbrojenia. Sukces, prawda?
Mniejsza z tym. Ważniejsze jest nastawienie, które tak przed wojną, jak i dziś karze ludziom patrzeć krzywo na tych bardziej przedsiębiorczych. W 1931 r. prof. Józef Heydel zauważył, że:
"w Polsce w bardzo oświeconych nawet kołach panuje przekonanie, że zysk jest czymś niezupełnie uczciwym, że ładniej bez zysku się obchodzi, bo on polega na krzywdzie drugich, że zysk jest komuś z kieszeni wyciągnięty."
Podobne zdanie miał publicysta konserwatywny Jan Bobrzyński: "Prywatny przedsiębiorca - to paskarz lub obszarnik, którego zniszczyć należy, bo daleko lepiej przysłużą się gospodarstwu krajowemu urzędnicy. Wszak zarabiać to rzecz zdrożna, niedemokratyczna." Prywatny interes trzeba więc za mordę trzymać! Prawda panie Kapica?
Doskonale to rozumiem. Gdzieś trzeba wcisnąć rodzinę i znajomków. Komu przeszkodzi tysiączek urzędników tu, czy tam?
Dlaczego obawiam się rządów PiS-u? Wcale nie dlatego, że o 6.00 obudzi mnie łomot do drzwi, a gdy w rozespany w opadających gaciach otworzę drzwi, zobaczę sztucznie uśmiechniętych garniturowców, z których otworów gębowych wydobędzie się: - A Wy obywatelu na mszę świętą się nie wybieracie?
Bardziej boję się, że makówki pisuarów są zaczadzone tym sanacyjnym smrodkiem (może raczej socjalistycznym), o którym pisał prof. Adam Krzyżanowski: "Rozpowszechnione jest przekonanie, że wystarczy upaństwowić to i owo, wydać jeszcze kilka ustaw, utworzyć szereg nowych urzędów nadzorujących gospodarkę prywatną i ustanawiających niskie ceny, zmienić obsadę kilku foteli ministerialnych, ażeby od razu podnieść płace i usunąć bezrobocie."
Po prostu "Historia magistra vitae est", nie? Szczerze polecam książkę Sławomira Suchodolskiego: "Jak sanacja budowała socjalizm". Włosy stają dęba!

0 komentarze:
Prześlij komentarz