Gdy genialna grupa z byłego rządu wydumała i wprowadziła w życie tzw. loterię paragonową, byłem przez chwilę niemal pewny, że to kolejny pomysł, który nie ma szans na realizację. Bo niby komu, do stu tysięcy beczek zjełczałego tranu, chciałoby się zbierać paragony? No komu? Ale chwilkę potem ogarnąłem się. Skoro nasza piękna ale nieszczęśliwa kraina wydała z siebie tylu kapusiów, to jeszcze łatwiej znajdzie się banda frajerów, którzy będą owe paragony za przysłowiową bułkę i mleko skrzętnie składali do pudełek po butach.
I wygrał cynik. W loterii paragonowej wzięło udział 15 milionów świstków wydrukowanych przez kasy fiskalne.
Te 15 milionów paragonów daje nam o czymś znać. Po pierwsze ludzie wykorzystują każdą szansę na odmianę losu, po drugie nie zdają sobie sprawy jakimi frajerami się stali. Do tego wrednymi! Bo jak wrednym frajerem trzeba być, żeby brać paragon za kilko kartofli i dwie cebule? A potem ten paragonik jeszcze skrzętnie pakować do pudełka po butach i wysłać!!!
Pewnie się naoglądali tych wielce inteligentnych reklam, że branie paragonów oznacza iż są patriotami. Bo sprzedawca kartofli i cebuli będzie teraz musiał zapłacić podatek, a podatki są potrzebne do sprawnego funkcjonowania państwa!!! Prawda jaka ogłuszająca logika?
Składali ludkowie skrzętnie te paragony aby wygrać furę i coś tam jeszcze. I okazało się, że piękną niemiecką furę zgarnęła koleżanka byłej wiceministry z PO, biorącej udział w pracach nad ową loterią. To się nazywa przypadek, nie?
A teraz drodzy frajerzy może czekać was jeszcze wizyta urzędali z fiskusa, którzy wpadną do was zapytać skąd przy waszych zarobkach wzięliście kasę na takie zakupy? Odpukać w niemalowane!

0 komentarze:
Prześlij komentarz