Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Berezy Kartuskiej nie było...

lutego 15, 2016 Posted by Onufry Okowita , , , 2 comments

Nasi umiłowani przywódcy, którzy nad wyraz cenią sobie prawo i sprawiedliwość (co bardziej?), z wielką admiracją mówią o okresie międzywojennym. Książki, które wtedy zostały napisane były lepsze. Fabryki, które ówcześnie wybudowano, to były dopiero fabryki! A jaki wspaniały ustrój panował! Jakie rządy były świetne! Polska mocarstwem była i basta. A, że ludzie sami składali się, a to na ciężki karabin maszynowy, a to na tankietkę, to powód do dumy, a nie dowód na dziadowanie i totalny burdel w budżecie... Prawda?
I jak bardzo szanowano prawo! Sądy ni raz nie wydały wyroku, w którym niewinny został winnym uznany! No, chyba że mowa o gen. Rozwadowskim, gen. Zagórskim, Korfantym, Mackiewiczu i tysiącach innych. I nigdy, ale to nigdy ludzie nie siedzieli w aresztach wydobywczych! Całe to gadanie o Berezie Kartuskiej jest po prostu z wielkiego, brudnego palucha wyssane!
Zatem w Berezie Kartuskiej nie utworzono miejsca odosobnienia dla szczególnie niebezpiecznych. Samuel Podhajecki nigdy tam nie był i nie mógł napisać tego co poniżej:
(Cytat) - „W Miejscu Odosobnienia panuje bezwzględna cisza” - głosi regulamin.
„To znaczy - dodaje Pytel - że nie wolno Wam, skurwysyny, słowa wypowiedzieć. Jesteście niemi. Dosyć pyskowaliście na wolności. Odpowiadać wolno tylko na pytania panów komendantów. Każdy policjant musi być w Berezie tytułowany przez was: panie komendancie”.
„Każdy rozkaz musi być wykonywany przez aresztowanego szybko i ochoczo”.
„To znaczy - dodaje Pytel - że przez cały czas pobytu w obozie nie wolno aresztowanemu nawet trzech kroków zrobić zwykłym krokiem. Zawsze musicie biegać. Przy pracy musicie poruszać się szybko My wam pokażemy w Berezie amerykańskie tempo”. „Niewykonanie rozkazu zostanie przełamane siłą. a nawet użyciem broni”.
„Bici i tak będziecie - komentuje ochrypłym głosem Pytel - ale biada temu, kto się nam przeciwstawi”.
„Reszta regulaminu nie jest dla was ważna - wtrąca się policjant Wieczorek, jeden z tych, którzy w Berezie najwięcej się nad nami znęcali - bo i tak nie dostaniecie ani książek, ani gazet, ani paczek żywnościowych. Również widzenia są zakazane”.
Ani na minutę nie odstępowali nas policjanci, prowadząc lekcję „dobrego zachowania się” w Berezie przy akompaniamencie pałek gumowych, i karnych ćwiczeń.
„Padnij! Powstań!"
„Padnij! Powstań!"
„Siadaj! Powstań!"
„Klęknij! Powstań!"
„Padnij! Powstań!"
Z niesłychaną szybkością zwalaliśmy się na cementową posadzkę i w mig zrywaliśmy się, by znowu upaść. Rozbijaliśmy sobie głowy, kolana i w straszliwym tłoku jeden drugiemu wybijał zęby.
Trwało to tak długo, dopóki większość z nas mimo spadających razów na grzbiety nie mogła się już podnieść. Wtedy następowała krótka przerwa.
Zapada zmrok. Prowadzą nas grupami do lekarza. W przedpokoju rozbieramy się do naga. Długo czekamy na rozpoczęcie badań. Tymczasem sadyści policjanci poszturchują i uderzają nas pałkami gumowymi gdzie popadnie: po głowie, karku, po plecach, krzyżach, nogach. Pojedynczo wpędzają do lekarza, który nawet nie patrzy na wprowadzonego. „Zdrów! - krzyczy - odmaszerować!” Pod gradem piekących jak ogień uderzeń i brutalnych kopnięć ubieramy się. Nie uszanowali nawet siwych włosów. Staruszek, robotnik z Sanoka, Grzegorz Grosz, został tak brutalnie pobity, że żal było patrzeć.
Znowu jesteśmy w sali i znowu lekcje meldowania, karne ćwiczenia przy akompaniamencie gumy.
„Do depozytu!”
Biegniemy przez długi korytarz do tzw. depozytu w celu złożenia pieniędzy i wszystkich przedmiotów, jakie posiadamy. Co 5 kroków stoi policjant. Każdego policjanta prosimy „posłusznie” o pozwolenie przejścia. Każdy z nich hojnie częstuje nas pałą.
Zdyszany od biegu stanąłem przed stupajką Malinowskim i proszę zgodnie z regulaminem, by mi zezwolił dalej biec do depozytu. W odpowiedzi otrzymałem straszliwe uderzenie kolanem pod brzuch.
„Ty łotrze bolszewicki - darł się Malinowski, degenerat o odrażającej ospowatej twarzy - ja ciebie nauczę, z jakiej odległości należy się do mnie zwracać!”
Tak nas „ujeżdżano” do godziny 11 w nocy. Nareszcie dostajemy rozkaz „położyć się spać”.
Nie dają sienników ani koców. W samej bieliźnie, ponieważ ubranie musimy, podobnie jak w więzieniach, wynosić na korytarz, kładziemy się na zimną cementową posadzkę. Ciało każdego zbolałe, pełne sińców. Nie można zasnąć. Leżymy z otwartymi oczyma, z zaciśniętych kurczowo ust wyrywają się ciche, stłumione jęki(koniec cytatu).
Jako, że Bereza nie istniała, więc nie mogli do niej trafiać wszelkiego rodzaju przeciwnicy polityczni sanacji, czyli komuniści, nacjonaliści ukraińscy, czy narodowcy. Nie trafił tam również Stanisław Cat – Mackiewicz pod zarzutem „osłabiania ducha obronnego Polaków”. Nie mógł więc wspominać, że szczególnie dokuczliwa była sprawa wypróżniania się.
(Cytat) - wolno było tę czynność fizjologiczną załatwić tylko raz na dobę, rano - 20 ludzi stawało w pokoju z betonową podłogą i na komendę "raz, dwa, trzy, trzy i pół, cztery" każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić się i zapiąć się, co było oczywiście czasem niewystarczającym absolutnie, tym bardziej że...całość komendy nie mogła wynosić więcej czasu niż półtorej sekundy najwyżej. Wobec czego ludzie stale chodzili z niewypróżnionymi żołądkami, co zwłaszcza było dolegliwe przy owej „gimnastyce” polegającej na kilkugodzinnym „kaczym chodzie”.
Prawo i Sprawiedliwość może dalej z lubością wspominać wspaniałe lata międzywojnia, bo przecież przejrzystszej władzy niż ta za sanacji, nigdy wcześniej, ani nigdy później w naszym pięknym i jakże nieszczęśliwym kraju nie było!

2 komentarze:

  1. Nasuwa mi się nie odparte wrażenie, że krawcy tego świata, od lat znowu kroją nam Berezę Kartuską. Lepszą, nowocześniejsza, na współczesną modłę, w chmurze. Berezę Kartuską +

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wodzu sądzę, że już dawno ją i skroili, i zszyli. Taka trochę mniej boli niźli ta, którą widać, słychać i czuć.

      Usuń