Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

piątek, 5 sierpnia 2016

O Powstaniu słów kilka

sierpnia 05, 2016 Posted by Onufry Okowita , , , , 2 comments

Piękne, wzruszające uroczystości. Prezydent, który nie daje ciała. Mnóstwo ludzi aktywnie biorących udział w upamiętnianiu powstańców. Tak wielu poległych. Zarówno tych, którzy walczyli z wrogiem, tych, którzy pomagali jak mogli: poczęstunkiem, bandarzem, kątem do spania, jak również (a może przede wszystkim) zwykłych cywili wyglądających z obawą zza firanek. Ponad 200 tysięcy zabitych w walkach, albo w masowych egzekucjach. Gdy zbliża się pierwszy sierpnia rokrocznie truchleję! Tylu ludzi!!!
Dwa lata temu napisałem, że nie rozumiem decyzji dowódców, którzy wydali rozkaz. Przypominam tekst pod zdjęciem:

„Dumam i dumam i nie mogę rozpracować w jaki sposób dowódcy Powstania chcieli je wygrać. Amunicja na kilka dni, broni przeciwlotniczej, przeciwpancernej tyle co nic. Niepoinformowane co do terminu wybuchu służby pomocnicze, choćby sanitariuszki. Wreszcie wyraźny sprzeciw gen. Sosnkowskiego i niechęć gen. Komorowskiego ps. Bór – dowódcy AK.
Gdy przeczytałem list Stanisławy Kuszlewskiej – Rayskiej skierowany do jej byłego męża płk Ignacego Matuszewskiego napisany w rok po Powstaniu i zamieszczony przez Sławomira Cenckiewicza w „Do Rzeczy” 28/2013, przyszło mi do głowy, że moje wątpliwości mogą być jednak słuszne. Przeczytajcie go uważnie:
Kochany, z zachwytem przeczytałam Twój artykuł o powstaniu, jak zresztą zawsze to, co piszesz, czytam. Ale chcę Ci powiedzieć - i tylko Tobie -nie tylko to jest prawdą. Powstaniec warszawski - piszesz - poraził rodzimą nikczemność i obce kłamstwo. I tak, i nie. Byli cudowni młodzi żołnierze, ale byli i tacy, który za 10 złotych dolarów sprzedawali choremu garść czarnej kawy, którzy kradli na kwaterach, co w rękę wpadło, którzy zwłok »ukochanego« dowódcy (Andrzeja Romockiego, syna tego od Dowbora) nie zabrali spod kul o 15 kroków. Z rzeźni na Mokotowie do moich kwater dochodziły tylko kości. Kradzież i pijaństwo nie miało granic. A idiotyzm! W połowie sierpnia przyjechali na Mokotów Węgrzy - że niby się przyłączą. Musiałam wydać dla nich konserwy i wino. Bratano się, wiwatowano i pito. Pokazano wszystko. Pofotografowano, zaśpiewali »Jeszcze Polska...« i odjechali. A zaraz potem grad bomb poszedł na te fotografowane miejsca i nikt się nie przyłączył.
Dlaczego trwało aż 63 doby? Bo niemcy (pisownia oryginalna -przyp. red.] zawsze pod płaszczykiem walki z powstaniem robili antysowieckie przesunięcia wojsk, a nas nie zdobywali. Tylko ostrzeliwali z ciężkiej artylerii i moździerzy, żebyśmy wyzdychali powoli i żeby naszą winą było zniszczenie miasta. Jak tylko potrzebowali jakiejś dzielnicy - zdobywali ją w jeden dzień. Cóż nas broniło? Maleńkie rowy i kilkaset granatów i kilkadziesiąt karabinów. Wjeżdżali czołgami, jak chcieli, ale wtedy kiedy chcieli, nie wcześniej. Były małe sporadyczne bitwy, ale przede wszystkim po prostu trwanie i czekanie na pomoc lub śmierć. Rola zajęcy na miedzy, bo myśliwy zajął się czymś innym.
Człowiek w warunkach za ciężkich - brak wody, światła, jedzenia, ciągły obstrzał - staje się bydlęciem. Akurat jak w warunkach zbyt lekkich. Już we wrześniu powstańcy dzielili się na nielicznych świętych Jerzych - i na bydło. To też jest prawdą. Prawdą tylko dla Ciebie.
I sama godzina wybuchu? Piąta. Akurat robotnicy wracają z fabryk, akurat pół miasta siedzi w tramwaju (wisi na tramwaju). Czyj to był szatański pomysł? Kto ubzdurał sobie, że powstanie zacznie się od desantu na Okęciu? Tak przecie mówili oficjalnie spadochroniarze, których instruował »sam« Sikorski! I tego desantu czekano codziennie i mój mąż [gen. Ludomił Rayski] był trzy razy nad Warszawą ze zrzutami i mówi, że to było piekło, a desant dziecinną mrzonką. Stracili 30 załóg na 95 samolotów, które doleciały. [...]
W początkach lata wysyłano z Warszawy wszystkich cywilnych Niemców. Na 1 sierpnia opróżniono koszar które myśmy tryumfalnie »zajęli« po to tylko, żeby Niemcy wiedzieli, co bombardować. Jak genialnie (Niemcy i Sowieci] dali sobie buzi nad naszym trupem! I jak nieskończenie naiwni byliśmy - my.
»Z siłą ukrytego pożaru muszą się liczyć najpotężniejsi na świecie« -piszesz. Nieprawda. Chciałabym wierzyć, że krew ta nie została zmarnowana. Nie wierzę. Wobec Boga - tak Wobec ludzi - po prostu w błoto”

A jeśli komuś przyjdzie do głowy, że chcę zaprzeczyć bohaterstwu powstańców, niech się przez chwilę zastanowi.

2 komentarze:

  1. Ludzie są różni i nie sądzę, by powstańcy różnili się pod tym względem znacząco od "Żołnierzy Wyklętych" czy zwykłej armii. W każdej większej społeczności znajdziemy kandydatów na bohaterów i kanalie, a także zwykłych, przeciętnych ludzi. Jeśli chodzi o wybuch powstania, to obawiam się, że dowództwo AK było pod impasem: przez pięć lat przygotowywano do niego ludzi, radiostacja "Kościuszko" nawoływała do powstania wskazując palcem na AK jako tych, którzy przez okupację "stali z bronią przy nodze", w pobliżu Warszawy widziano ponoć radzieckie czołgi, a Niemcy zapowiedzieli użycie warszawiaków do kopania okopów. Groziło to spontanicznym wybuchem, a z drugiej strony, gdyby się udało... Pamiętajmy, że w tym samym czasie wybuchło powstanie w Paryżu zarządzone przez komunistów.Eisenhower natychmiast zmienił kierunek natarcia i poszedł wyzwalać Paryż. Rozumiem, że wojska radzieckie miały kłopoty ze sforsowaniem Wisły w Warszawie. Ale czy nie mogły przyjść z pomocą z przyczółka warecko-magnuszewskiego? Na to mogą chyba odpowiedzieć chyba tylko sztabowcy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się w części. W jednym z wydanych wspomnień, że przyszli powstańcy ćwiczyli na sucho np. obsługę niemieckiego działka przeciwlotniczego, którego mieli używać w razie jego pozyskania na Niemcach. Entuzjazm i oczekiwania były wielkie. Nienawiść pewnie jeszcze większa. Jednak jak miało udać się wyzwolenie miasta z cegłami zamiast granatów? Taka chyba nasza natura.

    OdpowiedzUsuń