Niby wszyscy wiedzą, że Wikipedia nie jest miarodajnym źródłem informacji, ale siłą przyzwyczajenia często od niej internauci zaczynają poszukiwanie informacji. Trudno tego nie robić skoro gogle mają tak właśnie ustawiony silnik. Wpisując do gogli hasło „Władysław Malski” na samym szczycie wyników wyszukiwań, znajdziemy właśnie odnośnik do Wikipedii. Znajdziemy tam garść informacji o życiu posła i senatora Malskiego, które winny utwierdzić internautów w tym, że Malski wielkim Polakiem był. Niemal to samo (ale szerzej) internauci znajdą w Internetowym Polskim Słowniku Biograficznym i innych oficjalnych źródłach (np. witryna edukacyjna senatu). Tymczasem przeglądając archiwalne numery wileńskiego słowa natknąłem się na ciekawy tekst Józefa Mackiewicza z 1938 roku, który o senatorze Malskim pisze przynajmniej z uszczypliwością. Pozwólcie, że przytoczę fragment tego artykułu:
„Rozpoczęła więc się siejba od wydania w Polsce B panom Malskim (przepraszam za liczbę mnogą) wszystkich monopoli i synekur wiejskich, mleczarni, spółek, kółek, kooperatyw, stefczyków, pożyczkodajnych a komunalnych kas. Potem mniej już intratniej loppy, ligi, czerwone i białe krzyże, budowy szkół, pomoce zimowe i letnie, wszelkie zbiórki dobrowolne pod przymusem itp. plagi.
Nareszcie lejce i bicz w rękę: doły administracji, (żart na stronę) samorządy, wójtowstwa i - wio!, na rządowym siewniku!
Ażeby zaś nie było tu żadnych mnie rewolucji w kraju (z temi regjonalistami!), więc odsunięto autochtonów, szlachtę z prawa, chłopów z lewa, a utrafiono w osadników jako bazę przyszłości, centrum, kulą jak raz w płot ten pobielany oczywiście.
No i posypało się żeń wapno.
A posypało się dlatego, że ten tutejszy „naród” jęczący pod jarzmem naprawiacko – osadniczych regime‘ów gminnych, zniechęcony został do apelów do władz nadzorczych, wyższych, administracyjnych, państwowych, do samego Składkowskiego wiecznie piszący i piszący i piszący bez i skutku i bez odpowiedzi. Machnął tedy ręką w tamtą stronę a wyciągnął ją w stronę prokuratora. Państwo Malskiego i Pacholczyka zaczęło trzeszczeć, ich samorząd, ich wójtowie jeden po drugim...
Sfałszował protokuł
Jest w Raduniu z nominacji wyznaczony w r. 1936 wójt (osadnik oczywiście) Kulikowski. Po pół roku urzędowania sfałszował protokuł posiedzenia rady nadzorczej Mleczarni. Sąd Okręgowy Teraz, w kwietniu 1938 r. w Lidzie skazuje go na 6 m. więzienia. Wójt zakłada apelację wraca do domu, i wraca do ....urzędowania. Prokurator składa wniosek przynajmniej o zawieszenie go w czynnościach. Nie! Nawet mu sprawy dyscyplinarnej nie wytaczają.
Uprzedni wójt, osadnik naturalnie, Kotowicz, mianowany czy też „wybrany” jeszcze w roku 1933 w tym samym Raduniu, teraz z tym samym Kulikowskim, tego samego kwietnia r. b. skazany zostaje na - 8 m. więzienia.
To jeszcze nie wszystko. W zbliżającym się czerwcu Sąd Okręgowy w Lidzie będzie miał zaszczyt na publicznem posiedzeniu rozpatrywać jeszcze szereg spraw o charakterze nieco kryminalnym w pana wójta Kotowicza popełnionych wespół z osadnikiem Spóziakiem.
Okradł kasę mleczarni
Kto to jest Spóziak? A! to proszę państwa szara eminencja siejby w Polsce B. To postać do pewnego stopnia. klasyczna, siewca osadniczy istotnie godny swej sylwetki w literaturze gloryfikacyjnej. Wsławił się głównie defraudacją 14 tysięcy zł. w kasie Spółdzielczej w Raduniu, zaco odsiedział już 6 m. więzienia. Działacz społeczny, prezes, albo sekretarz bardzo wielu organizacyj, działacz sejmikowy, członek rady gminnej. Ma teraz sprawy o nadużycia popełnione przy budowie domu ludowego i kooperatywy w Raduniu.
Pod Skierejkami zwolnił kiedyś pewien osadnik swą osadę (niech mu Pan Bóg da zdrowie). Wtedy pan Spóziak, zawodowy, jak w państwie Malskiego bywa, działacz, zebrał przeszło 70 podań na tę działkę, żadnemu z petentów nie mówiąc, że jest prócz niego 69-ciu, a natomiast biorąc i po 15 zł. od podania. Dlaczego mu ludzie dawali pieniądze? — Taki jest u nas regime: spróbuj załatwić sam, bez protekcji, bez wpływów politycznych...no, spróbuj.
Nabrali chłopów
W czas nadchodzącej ustawy oddłużeniowej panowie, razem z wójtem zgromadzili niekulturalnych, niechlujnych, leniwych autochtonów chłopskich i powiedzieli im tak: może być dla was coś bardzo korzystnego. Ale tak darmo nie dają. Trzeba się o to postarać. Dobrzeby było pojechać z czołobitnością do ( skłonili głowy) samego premjera. Z delegacją znaczy się. Więc zbierzcie pieniądze na podróż. Chłopi poskrobali w się. głowę. Choć brudni i leniwi, mniej sprytni od osadników: ale zebrali, oddali. Pieniądze wójt i Spóziak włożyli do kieszeni, a ustawa istotnie weszła w życie. Jednem słowem siewcy dobroczynności.”
Z dalszego ciągu tekstu, wypełnionego opisami przekrętów, rysuje się obraz powiatu lidzkiego, którego szarą eminencją był przywołany wcześniej Władysław Malski, zgoła mało przyjemny. Jako, że dziś drugi dzień świąt powstrzymam się od komentarza. Jeśli fragment powyższy zaciekawił Was odrobinę, za kilka dni opublikuję jego ciąg dalszy.

0 komentarze:
Prześlij komentarz