Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

sobota, 28 stycznia 2017

Gdzie się podziały dobre czasy?

stycznia 28, 2017 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Komputer, tablet, smartfon, tv, radio i cała kupa innych urządzeń potrzebujących do swego działania choć odrobinę energii elektrycznej wrosły w codzienność „ludów cywilizowanych” do tego stopnia, że dzieciak słyszący o liście napisanym na papierze, otwiera z zadziwieniem usta. Gdy zaś słyszy, że to cudo trzeba włożyć w kopertę, nakleić na nią znaczek, zaadresować i zanieść na pocztę, i że jeszcze list będzie szedł ze dwa dni, to ho ho ho! A jeśli staruszkom zechce się powiedzieć, że prapradziadzio pisał do praprababci z Syberii i Ona na ten list czekała co najmniej kilka miesięcy, wtedy dopiero...
Zastanawialiście się kiedyś, jak mogło wyglądać życie ludzi zanim pojawiła się telewizja? Co oni mogli robić, gdy już wrócili z pracy i spożyli obiad? Rozmawiać? Chlać wódkę? Płodzić dzieci? Co robić, gdy nie można wcisnąć guzika na pilocie, bo tego pilota nie ma?
Dla tych, którzy czytują moją pisaninę, oczywistą oczywistością będzie to, że ludzie spędzali wolny czas czytając. Najpierw prasę, przecież trzeba wiedzieć, jak trzymają się Chiny, a następnie książki, aby przyjemności zaznać, wiedzę zdobyć...
Przeglądając międzywojenną prasę trafiłem na korespondencję z Paryża Alfreda Jesionowskiego, której fragment przytoczę poniżej. Słowa te wyszły spod jego pióra w sierpniu 1935 roku.
„Naprzeciw Duponta, największej kawiarni w Quartier Latin, znajduje się największa paryska księgarnia, Józefa Giberta, otwarta od 8 godz. rano do 12 godz. w nocy. Koło godz. 10-tej wieczorem roi się tam od Żółtych, Czarnych i Białych. Prócz wszystkich najnowszych wydawnictw francuskich po cenach normalnych, znajdzie tu amator tysiące tomów beletrystyki, dzieł naukowych i wydań luksusowych po cenach znacznie zniżonych. Książki są w stanie nieskazitelnym, nie rozcięte, nie podniszczone – można i najnowsze nowości dostać za pół ceny, są to egzemplarze trochę sfatygowane albo już czytane. Przeczytane książki, o ile się nie chce zatrzymać, można zaraz po przeczytaniu sprzedać u tego samego Giberta ze stratą od 25% do 40%. Obserwując kupujących, widzi się najwięcej amatorów na tanie wydania klasyków. Nic dziwnego, 6 tomów najbardziej znanych utworów Balzac'a kosztuje 14 fr. (4,50 zł.), 5 tomów Racine'a 12 fr. (4 zł.), poszczególne tomy różnych wybitnych pisarzy francuskich przeszłości i teraźniejszości, nabyć można w doskonałym stanie za cenę od 0,50 fr. począwszy. Cudzoziemcy kupują te książki furami.
Jednego wieczora koło godz. 9 ukazuje się nad wejściem do Giberta duży transparent z wiadomością: Właśnie nadeszło tanie ilustrowane wydanie słynnej książki Celline'a „Au bout de la Nuit”. Byłem świadkiem jedynego w swoim rodzaju widoku. U Duponta płacono pośpiesznie i niemal wszyscy konsumenci rzucili się na drugą stronę ulicy. Po dwudziestu minutach ukazał się nowy transparent z napisem: Prosimy o cierpliwość! Dalszy transport powieści Celline'a nadejdzie za pół godziny. Kawiarnia Duponta napełnia się znów, teraz jednak nie słychać rozmów, ale szelest rozcinanych kartek.”
Ten świat umarł. Coraz mniej ludzi, którzy nie mogą obyć się od lektury. Wprawdzie coraz więcej domów obywa się bez tv, lecz ich miejsce zajął komputer w różnej formie. Rozrywka przeniosła się na kolejny poziom, a ludzie durnieją na potęgę. Kto na tym zyskał? To bardzo ważne pytanie...

0 komentarze:

Prześlij komentarz