W toruńskiej uczelni rydzykowej odbyła się konferencja poświęcona polskiej przedsiębiorczości. Jak przystało na jej nazwę i rangę, żaden przedsiębiorca nie wypowiedział się tamże. Nie znam jej kulisów, lecz sam fakt tego rodzaju, jest raczej znaczący. Tym bardziej, że zaproszono na nią pewnego najzwyklejszego szeregowego posła, który powiedział zgromadzonej publice, kilka słów, jakże celnie opisujących dzisiejszą i… międzywojenną rzeczywistość.
„Na pierwszym miejscu państwo, później własność, bez której nie może być wolności jednostki, no i rynek. Czy rynek może istnieć bez państwa? Nie może istnieć bez państwa, państwo musi zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu. Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz...
Państwo musi dysponować zasobami, czyli musi ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Czyli wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi być przejęta przez państwo i to jest konieczność obiektywna...
Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do niej nie nadaje. Jeżeli ktoś we współczesnej europie, współczesnej Polsce nie jest w stanie działać efektywnie, jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone to po prostu powinien zająć się czymś innym.”
Czego tu oczekiwać po takich słowach? Grzegorz Braun ekipę trzymająca władzę w Warszawie nazywa „żoliborską grupą rekonstrukcji historycznej sanacji”. Jako, że to mądry chłop, który nie uląkł się samego Kukuńka (posiadacza pokojowej nagrody Nobla), możliwe, że niebawem zacznie się wyłapywanie tych wszystkich, którzy nie przestraszyli się ubiegłorocznego wzmożenia ściągalności należności do budżetu. A potem niezawisłe sądy zaczną ich wsadzać do tiurmy.
Nie pójdą „nieuczciwi” przedsiębiorcy do pudła sami. Razem z nimi zapakowani zostaną ci wszyscy, którzy jeżdżą samochodami bez prawa jazdy (czy rowerzyści również?). Wprawdzie to nic pewnego, ale po miłośnikach sanacji można spodziewać się wszystkiego.
W zasadzie nie mam do nich o to pretensji. Żyli całe życie w socjalizmie, albo dbała o nich jedna lub druga partia, więc nie mają pojęcia, że taki gość (albo taka gościówa), który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą i osiąga średnio 2 tys. zysku musi wepchnąć w rządowy bandzioch jakieś półtora tysia. MUSI!!!
Najzwyklejszy, szeregowy poseł tego nie rozumie. I tu znowu mu się nie dziwię. Skoro wzoruje się chłop na poprzednim naczelniku Piłsudskim, który o gospodarce g...no wiedział, to i sam musi tkwić w swoistym stuporze. Nie będzie się mógł tłumaczyć, że nie wiedział jak kończy się omnipotencja państwa w gospodarce.
Przeżył swoje młode lata w PRL, ale widać nie zaczaił. Nie przyswoił tego, że urzędnicy znają się jedynie na przepisach, a nie, choćby na produkcji samochodów ciężarowych, czy przetwarzaniu kurczaków na parówki drobiowe, którymi się żywią drobni przedsiębiorcy...
Po piętnastu miesiącach rządów Prawych i Sprawiedliwych ichnie hasło „Dobra Zmiana” zmieniło się, na rzeczywistość rodem z okresu trzymania władzy przez PO, czyli: Chcemy Dobra... Waszego!”

0 komentarze:
Prześlij komentarz