Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 23 lutego 2017

Zieleń i urzędnicy

lutego 23, 2017 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Kiedy wybuchają takie dyskusje, przychodzą mi do głowy różne pomysły. Po pierwsze, jako, że mój długi nos wszędzie węszy spisków, chodzi o to, aby coś innego, wprost śmierdzącego kasą, przykryć do momentu aż zostanie sfinalizowane. Czy chodzi o sprawę totalizatora? Może o dużą spółkę giełdową? Obu kwestiom przyglądał się przed przedwczesną śmiercią poseł Kukiza, Rafał Wójcikowski. Cześć jego pamięci!!! Ale zostawmy to. Na tapecie jest bowiem wycinanie drzew.
Jedna z dwóch sensownych kwestii popchnięta przez PiS, czyli umożliwienie wycinanie drzew na terenie posesji, wywołało straszliwy jazgot u tej wrażliwej części społeczeństwa. Adam Wajrak, gość przez wiele lat związany z dziennikiem powstającym na Czerskiej, zapłakał rzewnie nad hekatombą drzew, która to odbywa się właściwie wszędzie. Ludzie wycinają koło swoich domostw na potęgę. Jak tak dalej pójdzie umrą, robaki, ptaki i my. Te pierwsze z głodu, a ludzie z braku tlenu.
Wzruszam ramionami. Taka jest kolej życia. Najpierw chodzisz na czterech, potem na dwóch, a jeszcze później na trzech. Dziwny stwór ten człowiek. Umrze, gdy wytnie spod swojego domu drzewo...
Powiedzmy, że przyjmuję to za dobrą monetę. Wy, którzy macie zielono w główkach powinniście się cieszyć! Człowiek wymrze, matka natura odrodzi się! Czy nie o to chodzi?
A teraz z innej beczki. Prosty ze mnie chłop. Wyobraźmy sobie, że mam portfel wypchany szmalem i postanowiłem zostać stuprocentowym mężczyzną. Mam zatem zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Więc, aby zrealizować plan kupuję działkę budowlaną. Zarośnięta ona, że ho, ho! Aby postawić dom, muszę wykonać następujące czynności: oczyścić działkę z zarośli, wyciąć te drzewa, które zagradzają drogę do miejsca gdzie ma stanąć dom. Pilarka w garść o do przodu! Jako, że mam na oku dom drewniany, który wypatrzyłem swego czasu w internetowej ofercie, dzwonię do firmy i dogaduję się z nimi, że za odpowiedni szmal, wszystkim się zajmą. Pięknie, prawda?
Ale, chwilunia! Niedługo po rozpoczęciu robót, podjeżdża auto. Ze środka wytacza się osóbka uzbrojona w papierowe teczki. Padają pytania: „pozwolenie na wycinkę drzew jest?”, „pozwolenie na budowę drogi jest?”, „Pozwolenie na budowę domu jest? I projekt?”, a to nie koniec!
Płacisz więc kupę szmalu za działkę. Jest twoja! A w rzeczywistości, nie! Żeby coś na niej sensownego zrobić, musisz człowieku zabrać kilkanaście kopert z zawartością, całe stado podań napisanych przez prawniczego ćwika, pojechać do prawdziwych władców RP i uzbroić się w cierpliwość. Kicha!
Tak na koniec warto przyjrzeć się jeszcze logice tych miłujących przyrodę. Jakiś czas temu podniosła się wrzawa, gdy w Zakopanem padło kilka koni pracujących w zaprzęgach jeżdżących do Morskiego Oka. Starłem się krótko na tłiterze z panią Dryjańską, która chciała zakazu takiej pracy koni. Wielce miłuję koniki, więc zadałem jej pytanie o to co będzie z tymi końmi, gdy nie będą pracować na swoje utrzymanie. Zabulgotała coś o fundacji... Przemknęły mi przez myśl kabanosy Krakus...
Ci ludkowie chcą decydować co zrobię z drzewem na swojej ziemi. Sami zaś chcą decydować o swoich brzuchach i znajdujących się tam nieukształtowanych jeszcze ludziach...
Mam postulat. Niech sobie urzędnicy decydują o wycince drzew, ale jeśli dany ludek chce przerwać ciążę, niech pisze podanie do urzędu. I czeka!

0 komentarze:

Prześlij komentarz