Pierwszy raz zobaczyłem Arka, gdy uczyniono mnie sekretarzem w komisji rekrutującej straceńców na ten jakże „prestiżowy” kierunek studiów (przynajmniej sam tak słyszałem od kadry, gdy sam siedziałem w studenckiej ławie). Pomyślałem, że musi być niezłym herbatnikiem. Jako, że przebrnął przez bezlitosną rozmowę rekrutacyjną, mogłem się niedługo później przekonać, że jest również diabelnie sympatycznym człowiekiem. Przeszedł studia, niczym orkan i kontakt byłby się urwał, gdyby nie pewien portal społecznościowym, na którym Marta, jego żona, wrzucała od czasu do czasu małe co nieco.
Kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że urodziła się im córeczka, Zoja. Bardzo chora. Zmartwiałem. Oni nie. Postanowili wspólnie, razem z Zoją, że nie odpuszczą. Będą walczyć. Zwrócili się o pomoc do dobrych ludzi i korzystając z pośrednictwa fundacji AVALON, napisali:
„Tego dnia nie zapomnimy do końca życia. Szczęśliwi i podekscytowani szliśmy na badanie usg. To co stało się w gabinecie na zawsze zmieniło nas i nasze życie. „Panie doktorze, czy coś jest nie tak?” Zapanowała cisza i nagle usłyszeliśmy „Niestety dziecko jest bardzo chore”. Strach, rozpacz i niedowierzanie, ta wiadomość nas dosłownie przygniotła, ale taka była prawda i musieliśmy ją zaakceptować. Kolejne badania i konsultacje potwierdzały, że nasza córeczka jest nieuleczalnie chora. Diagnoza to złożona i ciężka wada serca (HLHS, ASD,VSD) oraz ogromne wodogłowie. Wady serduszka w połączeniu z rozległymi zniszczeniami w główce nie pozwalały lekarzom na dawanie nam jakichkolwiek nadziei. Nie było tylko wiadomo czy nasza córeczka umrze zaraz po porodzie, czy też go nie doczeka.
Stało się jednak inaczej. Na przekór wszystkiemu ona żyje. Daliśmy jej na imię ZOJA, co znaczy „życie”. Ona o to życie walczyła już od swoich pierwszych chwil i nadal walczy. Jest radosna i ciekawa świata. Dla nas to cud, bo wszelkie prognozy nie dawały szans na jakikolwiek rozwój. ZOJA jednak codziennie pokazuje swoją siłę.
Jej serduszko nigdy nie będzie zdrowe, ale dzięki operacjom ma szansę funkcjonować jako serce jednokomorowe. Zmiany w główce również są nieodwracalne, ale poprzez leczenie można powstrzymać powstawanie kolejnych. ZOJA jest już po operacji założenia drenażu komorowo-otrzewnego i pierwszej operacji serduszka. Przed nami jednak jeszcze bardzo długa droga, a ostatnio dowiedzieliśmy się o kolejnej wadzie wrodzonej związanej z nieprawidłową budową kręgosłupa, co już doprowadziło do bardzo dużego skrzywienia.
Choć obecnie jej rozwój psycho-ruchowy jest opóźniony, wierzymy, że dzięki rehabilitacji i ciężkiej pracy będzie sprawna umysłowo i ruchowo. Pragniemy aby mogła w pełni cieszyć się życiem, które od pierwszego oddechu tak bardzo ukochała.
PROSIMY O WASZĄ POMOC
Przekazując 1% podatku lub darowiznę >>Fundacji Avalon z dopiskiem Piskor, 7224<< wspieracie nas Państwo w leczeniu naszej kochanej Zoi.”
Więcej informacji na temat możliwości pomocy walecznej dziewczynki, o pięknym imieniu Zoja znajdziecie tutaj: http://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/piskor_zoja.html?highlight=WyJ6b2phIl0%3D
Jeśli możecie, pomóżcie. Ja też dam coś od siebie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz