Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

niedziela, 5 marca 2017

Tymczasem w Dwudziestoleciu...

marca 05, 2017 Posted by Onufry Okowita , , , , No comments

Co usłyszę, że przed wojną to było dopiero dobrze, i PKP punktualnie odchodziła, i COP, i Gdynia, i życie kulturalne, i że gdyby tak jeszcze ze trzy lata to na pewno byśmy Niemców pobili, to mnie pusty śmiech łapie. Skądże człecze wiesz, że tak dobrze tam było? Ze Starego Kina?
Od kilku miesięcy pochłaniam prasę z okresu międzywojennego i obraz tamtych czasów rysuje mi się zgoła odmienny. W jednym tylko mogę z czystym sumieniem podziwiać w tamtym okresie. Poziom nauczania. Tego, które zaczynało się po szkole powszechnej.
Oczywiście nie wszyscy wychodzili z gimnazjum naukowcami. Znaczna część absolwentów dzięki protekcji, skąd my to znamy, trafiała na urzędy. Państwowe i całą masę samorządowych czy spółdzielczych. Ich liczba sięgała 450 tysięcy, a budżet musiał obrobić jeszcze takich choćby żołnierzy...
„Jest dziś taki stan, że jeżeli czterech mydlarzy założy związek, to muszą brać „dyrektora” z wyższym wykształceniem, żeby się rozmówił swoim inteligenckim żargonem z „dyrektorami” innych właściwego związków, z Izbą, Urzędem, Zarządem miejskim. To są współcześni pachciarze. Tylko nie handlują swoim sprytem, ale swoją „inteligenckością”. Wegetują z tego marnie, ale wegetują.(...) Życie gospodarcze ledwie dyszy i wszyscy rozumiemy, że z nieubłaganą konsekwencją zmierza do nowego ustroju. Jeśli nawet nic się nie zmieni, jeśli tylko rzeczy pójdą dotychczasowym biegiem, z fatalną konsekwencją wszystko znajdzie się w ręku państwa. A wówczas dopiero okaże się, że państwo, które już nie ma podatników, tylko pracowników, nie może utrzymywać takiej nieudolnej olbrzymiej biurokracji i administracyjnej i gospodarczej. Towarzystwo pójdzie won, nie towarzystwo zostanie liszeńcami.”
A cóż to takiego „liszeniec”? Stanisław Cat Mackiewicz bardzo sprawnie to wyjaśnił: „Liszeniec to prawie dokładnie to co średniowieczny „wywołaniec”, „banita”. Nie można go sprzedać ani zastawić jak niewolnika w Liberii, lecz natomiast państwo pozbawia go możności zarobku na każdym kroku, możności pobierania nauki, możności wprost życia.”
Niemiła perspektywa, prawda? Tak się dziwnie składa, że dziś urzędników jeszcze więcej. A państwo zadłużone okrutnie... Na dodatek produkcja posiadaczy licencjatów i magistrów kwitnie. Kto się pochyli i zatrudni absolwenta filozofii czy socjologii z głową nabitą marksistowskimi mądrościami? Firma wykańczająca mieszkania? Chyba, że ciocia na urzędzie... Z wpisów na pejsie wnioskuję, że z rozumkiem magistrów strasznie parszywieńko. Muzyka i książka przez nich wybierana została wypromowana jako jedyny godny spożycia kawałek kultury przez ludzi pretendujących do grona znawców...
Jerzy Andrzejewski jeszcze przed wojną napisał: „Że nasza tzw. inteligencja przypomina stado baranów, trudno się temu dziwić. To jest tylko bolesne. Nasza cywilizacja, nasz sposób organizacji życia robi wszystko, aby biedne mózgi obywateli do ostatka wysuszyć i wyjałowić. Ogromny procent naszej inteligencji przypomina zbłąkanych tumanów. Chodzą po świecie ogłupiali, rozdęci sieczką radiowo- kinową, niezdolni przeżuć tysiącznej części tego co widzą słyszą — cymbały, latające w pantoflach i szlafrokach z koncertu w Moskwie na mecz piłki nożnej, biedactwa dręczone trudnościami budżetowymi i oczadzone przepychem hollywoodzkich fabrykatów, pożeracze gazet i nowinek, obłąkani czy rżnący godzinami w bridża, mizeraczki niewiedzące czego się trzymać, komu ufać, w co wierzyć, topielcy mydlinowych haseł, ofiary Freuda, Jeansa, kwantów, stratosfery, rekordów, pół czarnej, brzydkich mieszkań, ubezpieczalni, witamin...”
Są wyjątki. Słuchalność Dwójki oscyluje w granicach błędu statystycznego...

0 komentarze:

Prześlij komentarz