Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Prawo do brudu

kwietnia 13, 2017 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Doniesienia medialne mówią, że reforma w dziedzinie wywożenia śmieci, która miała wyeliminować brud w lesie, poniosła fiasko. Niektórzy się wyzłośliwiają, że odniosła ona skutek odmienny od zakładanego. Wcale się temu nie dziwię, bowiem pomysły jednego, czy drugiego karierowicza-urzędniczyny właściwie zawsze można wyrzucić do kosza. Niemniej jest w naszym pięknym i nieszczęśliwym kraju o wiele czyściej niż choćby w Anglii... Jest również czyściej, niż w okresie międzywojennym. Powołam się tutaj na tekst jednego z literatów krakowskich pisujących przed wojną.
Ludwik Tomanek, były profesor gimnazjalny (zważmy, że ówczesne gimnazjum a dzisiejsze, to niebo a ziemia) odpowiedzialny w „Ilustrowanym Kuryerze Codziennym” za doniesienia francuskie pisywał również felietony pod pseudonimem Tommy. W jednym z nich pochodzącym z lutego 1936 roku znalazł się tekst, który musi wywołać uśmiech. Ale jak się nie śmiać, gdy uruchomimy wyobraźnię i przywołamy przed oczy następującą scenę:
„Jeden z moich znajomych znalazł się w pewnym podgórskim miasteczku. Miał interes do magistratu. Ale jak tu się do niego dostać? Cały rynek pokryty pokładem gnoju końskiego na jakie 30 cm zmieszanego z błotem. Gdy się tak zastanawiał nad przeprawą, spotkał tamtejszego radnego.
— Zwykle jest jedna stajnia Augiasza po miasteczkach, mianowicie magistrat, a widzę, że tu są dwie. Jedna w, druga dokoła. Czemuż nie sprzątniecie tego gnoju?
— A cóż to nas obchodzi, czy to nasz gnój?
— Rozumiem, że wy nie jesteście jego twórcami, ale przecież...
— My w ogóle nie mamy prawa do tego gnoju, proszę pana.
— To trzeba mieć prawo do gnoju na rynku?
— Tak, proszę pana, bo my ten gnój sprzedali zeszłej jesieni za 125 zł.
Pochwaliwszy kupieckie zdolności magistratu, zapytał mój znajomy, dlaczego jednak tego gnoju nie sprzątnięto?
— A bo widzi pan kupili ten gnój chłopi. I oni go wywiozą, dopiero na wiosnę na pola. Wywozić zaś dwa razy, raz na swoje gnojowiska, a potem na pola, nie chce im się. Nie możemy ich też zmusić. No więc gnój leży. Czeka wiosny, tak jak my wszyscy. Zresztą komisja zdrowotna miasta z przewodniczącym tutejszym lekarzem na czele (i burmistrzem równocześnie) stwierdziła, że gnój nie tylko nie jest szkodliwy, ale wprost zdrowotny.
— Niemożliwe!
— Tak, musi pan wiedzieć, źe stan sanitarny naszego miasta wbrew pozorom przedstawia się bardzo korzystnie.
— A wie pan co, może by tak założyć uzdrowisko? Inhalatorium oparów gnoju! Na pewno znajdzie się dwóch ekspertów, którzy potwierdzą opinię waszej komisji zdrowotnej. Ot, i od razu miasto się podźwignie...
— Ba, założylibyśmy, żeby tylko BGK dał pożyczkę!”

0 komentarze:

Prześlij komentarz