Nie było mnie tutaj przez kilka miesięcy i zastanawiałem się poważnie nad całkowitym zaprzestaniem pisaniny. Jednak przez ten okres dotarło do mnie kilka rzeczy, więc muszę się nimi podzielić. Zanim to jednak zrobię podzielę się z moimi incydentalnymi czytelnikami tekstem powstałym z okazji dwudziestej rocznicy 11 listopada zamieszczonym w Warszawskiej Gazecie Narodowej. Przywołuję go tutaj z powodu bezmyślności pewnych odłamów narodowców (a może nieuctwa?) i corocznych wrzasków międzynarodówki socjalistycznej, która coraz dobitniej przyznaje się do swoich korzeni.
>>Zwycięstwa i klęski w życiu politycznym mogą mieć skutki trwałe lub przemijające. W dziejach naszych mieliśmy zwycięstwa wspaniałe lecz nie wyzyskane, a z drugiej strony spadały na nas nieraz klęski, z których podnosiliśmy się mocniejsi i pokrzepieni. Wszystko zależy od tego, na jakim podłożu moralnym i umysłowym rozgrywają się te wypadki, które kończą się zwycięstwem lub klęską.
Obóz nasz był w tym szczęśliwym położeniu, że miał wielkich wychowawców, którzy zdołali zaszczepić swoim zwolennikom nie tylko wysokie wartości moralne i umysłowe, ale zarazem wyrobić w nich długofalową wyobraźnię polityczną. Pod kierownictwem tych wielkich naszych wychowawców duże odłamy narodu polskiego zmieniły się tak, że zostało to zauważone przez naszych wrogów. W roku 1901 jeden z polityków niemieckich złożył rządowi pruskiemu w Berlinie memoriał, w którym wystawił narodowi polskiemu takie świadectwo: Ten naród kobiecy, nerwowy, zdolny do wygrania bitwy lub bezpłodnego męczeństwa, lecz niezdolny do pracy, nagle w krótkim okresie spoważniał, nabrał czegoś z anglosaskiej determinacji, spokoju i zaciętości.
Przed narodem polskim leżą rozległe pola niedokonanych prac. Państwo nasze musi się bronić przed doraźnymi niebezpieczeństwami chwili bieżącej, ale równocześnie musi wydajnie i wszechstronnie pracować nad zabezpieczeniem głównego toru rozwojowego, głównego łożyska postępu, głównej linii marszu w daleką przyszłość. Doraźne zapobieganie bieżącym trudnościom nie wymaga przewidującej wyobraźni, dlatego często się zdarza, że niektórzy politycy, goniąc za doraźnymi sukcesami, wyrządzają szkodę głównym i podstawowym interesom narodu, których nie umieją nawet dostrzec pod skłębioną gmatwaniną aktualności. Twórcza wyobraźnia polityczna, ogarniająca bystrym przewidywaniem wszystkie możliwości, wynikające z takiego lub innego działania, spotyka zawsze na swej drodze krótkowzrocznych „praktycznych” polityków,którzy działając według źle zrozumianej zasady: „carpe diem” — budują z aktualności dnia codziennego cokoły pod pomniki swoje lub swoich, twierdząc, że dzieje się to z pożytkiem dla Ojczyzny i...potomności. Bywało tak — niestety — często w dziejach naszej Rzeczypospolitej takiemu samouwielbieniu personalnemu sprzyjała zresztą próżność, tkwiąca jeszcze w charakterze polskim.
Obóz narodowy przeszedł —- dzięki swoim twórcom i wychowawcom inną szkołę pracy politycznej i nauczył się stosowania w tej pracy innych zasad moralnych. Droga nasza — wiadomo — nie była usłana różami. Przetrwaliśmy jednak wszystkie burze i nawałnice. Przetrwaliśmy w walce czynnej, nie ograniczając się do tylko biernej obrony. A siły do tego przetrwania właśnie czerpaliśmy ze skarbnicy tych głębokich i trwałych zasad moralnych, które od samego początku istnienia naszego obozu przyświecały wszystkim jego pracom i poczynaniom.
To, co R. Dmowski pisał o ciężkim dla nas okresie, poprzedzającym wojnę światową, odnosi się do wszystkich naszych walk i poczynań („Pisma”, tom V, str. 131):
„Jeżeliśmy ten okres przetrwali i nie byli zmuszeni do zlikwidowania naszej polityki, to tylko dlatego, żeśmy jasno widzieli cel, do któregośmy szli i wierzyli, że dojdziemy; dlatego również, że społeczeństwo polskie ma zdrowe instynkty i, wbrew temu, co się o nim mówi, nie jest tak zmienne w swym stosunku do kierowników politycznych.
Prawda, bardzo często człowiek u nas bywa podnoszony wysoko przez opinię publiczną i nagle spuszczany na dół, ale to zwykle własna jego wina: nie trzeba sobie sztucznie robić popularności i nie trzeba doznawać zawrotu głowy na wyżynach, to wtedy się nie spadnie”.
W kołach przeciwników mówi się o nas rozmaicie, ale bodaj żaden z nich nie odważy się powiedzieć, że obóz narodowy dąży w swej polityce do tego, co w dawnej Polsce nazywano „pożytkami”. Przeciwnie! Często spotykamy się z zarzutem, że wyobraźnią naszą przenosimy się w daleką przyszłość ponad spienionymi falami teraźniejszości, nie chcąc się w niej zanurzyć i uciekając od niej. Inni znowu zarzucają nam zbyt daleko posuniętą bezinteresowność i ideowość. Zarzuty takie towarzyszą nam stale we wszystkich okresach naszej pracy. Odpowiadał na nie R. Dmowski niejednokrotnie, ale bodaj najpełniejszą i najdosadniejszą odpowiedzią było to, co napisał w roku 1902 („Pisma” tom III, str., 57):
„Nasi politycy praktyczni, którzy zarzucają nam bądź idealizm, lub polityczną niedojrzałość... nie bardzo rozumieją, że można lata całe „robić politykę” i nie zbierać owoców swej pracy w postaci dla każdego dotykalnych, geszefciarza zrozumiałych rezultatów. Zapewniamy ich, że można. My się nazwy idealistów nie boimy. Wiemy, że tylko idealiści robili rzeczy wielkie, szerokiego znaczenia dziejowego. Realny polityk Bismarck nie byłby stworzył cesarstwa niemieckiego, gdyby legion idealistów nie był rozwijał od początku stulecia idei zjednoczenia Niemiec. Gdyby nie było idealistów włoskich, nie istniałby wielki Cavour i zjednoczone Włochy.... Ci właśnie „niepraktyczni” ludzie, co nie umieli ani posad korzystnych zdobywać, ani szukali zaszczytów, co wierzyli w „politykę ofiar”, ci zmieniali właśnie kartę Europy.
A zresztą, czyż Bismarck, a tym bardziej Cavour nie byli sami idealistami? Czyż każdy z nich nie poświęcał swego życia dla celów, nie mających nic wspólnego z interesami jego osobistymi, jego rodziny lub kasty? Do wielkich celów trzeba nie tylko wielkich sił w znaczeniu fizycznym, nie tylko wielkich umysłów, ale także i to przede wszystkim — wielkiej miary moralnej.
Kto się brzydzi idealizmem, kto się kieruje zbyt popularnie pojmowaną praktycznością, ma dostateczną miarę moralną do ożywiającej serca polityków... walki o budowę wodociągów miejskich, ale przyszłej Polski nie zbuduje”.
Przypomnienie tych zasad, wpojonych obozowi narodowemu przez R. Dmowskiego, uważamy za konieczny obowiązek zwłaszcza w dniu dzisiejszym, w którym kończy się 20-lecie prac narodu polskiego w odbudowanym państwie. Walka bowiem o Polskę jeszcze się nie zakończyła. Celu naszego jeszcze nie osiągnęliśmy. Pełna, wielka, narodowa Polska — nie stała się tworem realnym. Przeciwnicy nie złożyli broni, nie zaniechali ataków na nasze wspólne dobro narodowe i państwowe.
W odrodzonej Polsce widzieliśmy — jak dawniej — sojusze, zawierane przez niektórych Polaków z nacjonalizmem ruskim, niemieckim i żydowskim — przeciwko nacjonalizmowi polskiemu. Obok tych sojuszów z nacjonalizmami obcymi zawierane były sojusze z różnymi międzynarodówkami, a nawet z masonerią.
Bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy w nowe 20-lecie bytu odrodzonej Rzeczypospolitej wchodzili z wiarą i przekonaniem, że w najbliższym czasie znikną wszelkie ślady po tych różnorodnych sojuszach, które montowano pod hasłem walki z polskim ruchem narodowym.
Obóz nasz istnieje 50 lat. W toku swych prac stawał nieraz przed zagadnieniem zjednoczenia. Jest to zagadnienie ważne. Prawdziwe zjednoczenie narodu polskiego jest — ze stanowiska interesów narodu i państwa — koniecznością. Cała trudność polega jednak na tym, na jakich zasadach to zjednoczenie oprzeć.
Nie wdając się w szczegółowe rozpatrywanie tego tematu, pragniemy dziś tylko tyle zaznaczyć, że prawdziwe, trwale i żywotne zjednoczenie może się dokonać jedynie na podstawie wspólnie przyjętych i uznanych wielkich celów i dążeń narodu polskiego. Oczywiście — poza obrębem tego zjednoczenia — musi pozostać wszystko to, co jest w jakikolwiek sposób uzależnione od elementów obcych, a przede wszystkim od żydostwa i masonerii.
Czy nie jest to rzeczą dziwną, że w tych uwagach, poświęconych 20-leciu odzyskanej niepodległości, mówimy tak dużo o narodzie i o obozie narodowym? — Jest to rzecz zrozumiała. Naród jest siłą organizującą i podtrzymującą państwo, a nasz (obozu narodowego) stosunek do państwa, jest uwarunkowany stosunkiem do narodu. Państwo polskie będzie takie, jakim go uczyni naród polski.
Nie zatrzymujmy naszego wzroku na aktualnościach dnia bieżącego. Zastanowiliśmy się nad tym, czy my, jako obóz narodowy kroczymy dobrą drogą — i czy zasady, którymi się w naszej pracy narodowej kierujemy, mają moc obowiązującą także na przyszłość. Nie mamy wahań ani wątpliwości co do tego.
Walkę o narodową, wielką Polskę będziemy prowadzili z taką samą wytrwałością, jak przez owe 50 lat, które są za nami. Pewne cele już osiągnęliśmy. Wierzymy, że osiągniemy też dalsze cele — aż do pełnego zwycięstwa.<<

0 komentarze:
Prześlij komentarz