Przeglądając sieć, czytając prasę, a nawet słuchając radia, czy – o zgrozo – patrząc w plazmę zawieszoną na ścianie, człowiek siłą rzeczy musi się od pewnej kategorii mędrców dowiedzieć się, że bycie Polakiem jest ten tego no... A to wielki aktor ucisza żonę, gdy ta odezwie się do niego za granicą, a to znany dziennikarz biada, że nie lubi z Polakami podróżować, bo ich pożywienie stanowi pieczony kurczak o okropnej woni. A najgorsze są: ten kaczystowski rząd, który zabił demokrację a wolność słowa ukrył gdzieś po drugą nitką metra i łażący po demonstracjach faszyści z biało czerwonymi flagami w bluzach ozdobionych orłem. Na dodatek doszedł do tego wszystkiego serial, w którym aktorzy, odtwarzający elitę polską walczącą o koronę dla Łokietka, chodzą w czystym odzieniu! A według internetowych znawców powinni łazić w brudnych łachach, z przetłuszczonymi włosami i szczerbaci. Bo to serial o średniowieczu! No i zapomniałbym o Sylwestrze w Dwójce! Jest się za co wstydzić, prawda?
Zastanawia mnie to wszystko dlatego, że przecież z otworów gębowych elit europejskich spływają ciągle twierdzenia, że Polska to Ciemnogród, zaś Polacy to faszyści, ksenofobi i w ogóle jacyś naziole. Biorąc za dobrą monetę twierdzenia eurokratów i posłyszawszy jeden, czy drugi komunikat radiowy o „świętowaniu” Nowego Roku, powinienem dojść do wniosku, że to okropni Polacy zjechali do Paryża, Berlina czy Frankfurtu i podpalali samochody, katowali policjantów i policjantki, gwałcili, bili i niszczyli, niszczyli, niszczyli...
A jak było w rzeczywistości? A wpiszę w serwisie wideo frazę „sylwester we Francji 2017/18” i oto wynik:
Normalnie po polsku mówią, prawda? Aj, waj!
Zastanawiam się w jaki sposób taki Macron, czy taka Merkel wygrali wybory w swoich krajach. Czy ludzie zostali na Zachodzie już tak ogłupieni, że głosowali na tych, którzy sprowadzili do nich falę ludzkiej wścieklizny? Oglądając ten filmik i masę innych dostępnych na innych serwisach społecznościowych, śmiem twierdzić, że tak. Czy Zachód się przebudzi? Tak. Ile to potrwa? Nie wiem i nie wiem jaki będzie to miało przebieg. Skoro jednak światowej finansjerze udało się doprowadzić do wybuchu obu wojen światowych i niezliczonych innych konfliktów, to i teraz wymodzą.
Uda im się, bo co jak co, ale manipulacje mają w swoich małych wypielęgnowanych paluszkach. Skoro udało im się doprowadzić do tego, że niemal zapomnieliśmy o masowych mordach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, że większość ludzi sądzi, iż za wojnę w byłej Jugosławii odpowiadają same narody tego kraju, to kto zgadnie co nam szykują. Jedno wydaje mi się pewne. Sprowadzenie bisurmanów do Europy odrodzi szowinizm narodowy, gdy zaś to się stanie, dotychczasowe wojny wydadzą się bójkami o foremki w piaskownicy. Tymczasem przeczytajcie obszerne fragmenty tekstu autorstwa Waleriana Charkiewicza zamieszczonego w wileńskim „Słowie” w styczniu 1936 r.
Co to jest szowinizm? Skąd pochodzi ta nazwa? Chyba nie wszyscy wiedzą, iż twórcą tego określenia mimo woli stał się Eugeniusz Scribe, słynny niegdyś i niezwykle płodny komediopisarz francuski. W komedii „Le Soldat Laboureur” dał Scribe kapitalną postać Mikołaja Chauvina, weterana wojen napoleońskich, do śmieszności zaślepionego i głupio - gorliwego czciciela Cesarza. Chauvin stał się typem bezkrytycznego entuzjasty, który uczucie uwielbienia w stosunku do czegoś czy kogoś łączy z nienawiścią do prawdziwych i urojonych wrogów swego ideału. Typ Chauvina, który odżył później w komedii braci Hipolita i Teodora Cognard‘ów „La cocarde tricolore”, zrodził rzeczownik bezosobowy „szowinizm”, rozpowszechniony dziś we wszystkich językach świata, choć niewielu ludzi pamięta o postaci Chauvina!
Szowinizm narodowy jak na dwu filarach mocno stoi na głupocie i poczuciu niższości. Człowiek mądry i mający poczucie siły, zna tylko uczucie dumy narodowej.
Zagadnienie dumy narodowej kapitalnie ujmuje znana anegdotka o rozmowie Francuza z Anglikiem. Szarmancki Francuz mówi do Anglika: „Gdybym nie był Francuzem, chciałbym być Anglikiem”. Na to odpowiada Anglik: „Gdybym nie był Anglikiem, chciałbym nim być!”... Oto wyraz dumy narodowej.
Człowiek, mający poczucie godności narodowej, lecz słabszy intelektualnie, łatwo wpada w pychę narodową, która tym się różni od szowinizmu narodowego, że rodzi lekceważenie innych narodów, a nie wściekłą nienawiść, którą rodzi szowinizm, wypływający z głupoty i „kompleksu niższości”.
Ukraińcy, niestety są szowinistami. Nie wszyscy. Niektórzy (zdecydowana mniejszość) są ludźmi całkiem zdrowymi na ciele i umyśle (szowinizm jest swego rodzaju chorobą), niektórzy zaś są arcy-szowinistami. Myśląc o nich, użyłem niezawodnie dokładnego określenia „obłędny szowinizm”.
Gdy ojcowie bazylianie całkiem na serio piszą w swym kalendarzu, że Wilno od najdawniejszych czasów było miastem ukraińskim, — większość mieszkańców stanowili Ukraińcy, lub gdy na łamach „Analectów” jeden „uczony”, stwierdza, że Nieśwież i Mińsk były miastami ukraińskimi, inny zaś mędrzec uważa wszystkich parochów unickich, nie wyłączając Bogu ducha winnego ks. Axinklewicza, za potomków hajdamaków, — wówczas chce się zawołać lekarza – psychiatrę!...
To jest obłęd!.. Daj Boże, aby to było chwilowe tylko zamroczenie umysłu, — porada lekarska jest jednak konieczna!...
(...) Dla mnie Rusin — to Rusin Czerwony, Czarny, Biały — to szereg plemion ruskich, zamieszkujących wschodnie tereny Rzeczypospolitej i ziemie poza obecnymi granicami Polski. Dla Ukraińców każdy Rusin — to Ukrainiec! Dlatego też Ukraińców widzą oni w Pińsku, Chełmie, Grodnie, Wilnie, Mińsku, Smoleńsku, —- za Ukraińców uważają dońskich i kubańskich kozaków, a granice Ukrainy na swych mapach zakreślają w ten sposób, że się zbliżają one do Moskwy i Krakowa, a opasują całą Białoruś.
Owszem, można i w ten sposób tworzyć „wielką Ukrainę”. Ale dlaczego Ukraińcy domagają się od Polaków, aby oni na serio brali te majaczenia? I dlaczego nie liczą się z tym, że w tym swoim „obiektywizmie naukowym” są oni bardzo spóźnieni? Przecież od wielu, wielu lat podręczniki szkolne w Rosji i prace rosyjskie historyczne dowodziły, że nie ma narodu ukraińskiego, czy białoruskiego, — są tylko Rosjanie, różniący się dialektem: jedni posługują się dialektem wielkorosyjskim, mów drudzy — małoruskim, inni — białoruskim. Dlaczego więc mamy wierzyć właśnie Ukraińcom, a nie Rosjanom?
(...) Ukraińscy naśladowcy Mikołaja Chauvina dawno już prześcignęli swego mistrza: szowinizm ukraiński jest arcy-szowinizmem! Jest chorobą! Dość niebezpieczną, a wskutek tego wymagającą energicznej kuracji.
Jeden z przejawów tej choroby został zademonstrowany aż za pomocą Radia (Polskiego Radia!). W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia podług starego stylu, czyli podług nowego — 7 I 1938 było transmitowane nabożeństwo unickie z cerkwi Wołoskiej we Lwowie. Po mszy św. były aklamacje liturgiczne „Mnohaja lita” papieżowi, metropolicie Szeptyckiemu i „Wielkiemu Narodowi Ukraińskiemu”!... O państwie polskim — nic!...
Na to nie zdobyłby się nawet sam Chauvin!
W. Charkiewicz
Mam do tego tylko jeden drobny komentarz. Nie wiem czy pan Charkiewicz nie pomylił przypadkiem Eugeniusza Scribe, wybitnego librecisty z Teofilem M. Dumersanem, ale to jedynie drobny szczegół. Czyż nie miał bowiem racji?

0 komentarze:
Prześlij komentarz