Jeden z posłów z jedynej właściwej (bo opozycyjnej) partii Rafał Grupiński to mądrala jakich mało. Siada w swej poselskiej ławie i duma. Duma i duma, zaś gdy w końcu nawiedzi go jakaś mądrość to podnosi łapę w górę i mówi. Tak się dzieje poza główną salą sejmową, gdzie mają posły mównicę jak się patrzy. Mównica ładna i chciałoby się aby zabierający na niej głos mówili z sensem. A tu figa z makiem. Nie inaczej jest na posiedzeniach różnych komisji i podkomisji, gdzie posły dorabiają do swojej głodowej diety.
I tutaj pozwolę sobie wrócić do szanownego posła, który na posiedzeniu Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży podzielił się swoją mądrością: „Pierwsza to kwestia dziedziczenia braku kultury czytania w rodzinach. Niestety jak wynika z doświadczeń, szkoła tego nie nadrabia – podobnie biblioteka szkolna. Lektury traktowane są jako przymus. Zawsze byłem zwolennikiem koncepcji śp. dyrektora Biblioteki Raczyńskich, żeby biblioteki były na osiedlach – w miejscach zamieszkania dzieci, a nie w szkołach. W innym przypadku czytanie porzuca się wraz z ukończeniem szkoły, co boleśnie potwierdzają statystyki (...). To nie znaczy, że jestem za likwidacją bibliotek szkolnych. Mówię tylko o tym, że biblioteki powinny być przede wszystkim w miejscu zamieszkania, lektury szkolne były wypożyczane przez dzieci i ich rodziców w miejscu zamieszkania, biblioteka stała się miejscem, do którego wszyscy się przyzwyczajają – są stałym miejscem aktywności lokalnej społeczności. Dzisiaj biblioteka zamknięta jest za murami szkoły, a po zamknięciu szkoły jest nieczynna. Po opuszczeniu szkoły młodzi ludzie później nie wiedzą gdzie udać się po książkę. Jest to kwestia dłuższej dyskusji. Bez wątpienia ten problem jest istotny”.
Przeczytałem powyższą wypowiedź trzy razy. Więcej nie dam rady bo mnie ona ogłuszy niczym w dawnych czasach chłop cielaka wielkim, drewnianym młotem. Wypada mi się częściowo zgodzić z pierwszą częścią, o kulturze czytania. Tylko troszeczkę. Czy szanowny poseł czytał raport Biblioteki Narodowej o czytaniu Polaków? A może w RMF coś słyszał, albo innej równego lotu rozgłośni? Na mój chłopski rozum z Raportu wynika, że jeśli gdzieś przetrwała kultura czytania, to właśnie w rodzinach gdzie się czyta. W domach gdzie rodzice czytają co najwyżej przemądre mądrości na pejsie (sorki za ten niezręczny zwrot, ale nie wiem jak je inaczej nazwać) albo wiadomości przesyłane messengerem czy też w postaci staromodnych SMS-ów, dzieciak raczej nie ma po kim dziedziczyć kultury czytania, prawda przemądry pośle?
Sprawa druga, lektury. Lektury pożyczane w bibliotece szkolnej to przymus i be! Ale w wypożyczane w „bibliotece osiedlowej” już nie są przymusem i są w ogóle cacy, prawda?
Sam bym sobie zaklaskał jedną dłonią, ale... Właśnie! Z wypowiedzi szanownego posła wywnioskowałem (ale pewnie się mylę bom prosty chłop, którego żadna biblioteka nie chce!), że bibliotek na osiedlach nie ma!!! Bo biedne dzieciaki, które zakończyły edukację nie mają gdzie pożyczać lektur, gdyż okrutne szkoły zamykają podwoje swoich bibliotek i... cholera nie wiem co. Tak mnie szanowny poseł swą mądrością odurzył, żem zbaraniał i bez szklaneczki okowity się nie obędzie.
Ale pewnie cała ta wypowiedź została wyrwana z kontekstu i zmanipulowana. Howgh!

0 komentarze:
Prześlij komentarz