W ostatniej „Szkole Nawigatorów” Gabriel Maciejewski, szerzej znany jako Coryllus, opublikował tekst o mordzie i okolicznościach tegoż mordu dokonanego przez Rusina (dzisiaj powiedzielibyśmy Ukraińca) Mirosława Siczyńskiego na namiestniku Galicji Andrzeju Kazimierzu Potockim. Jeszcze tego tekstu nie czytałem, jednak Coryllus, w ramach Akademii WNET, opowiedział obszernie o całej sprawie a to wystąpienie można obejrzeć w sieci (odnośnik podaję pod całym wpisem), więc może mnie nie zjecie.
W trakcie wykładu Gabriel Maciejewski dotknął również kwestii szkolnictwa wyższego na terenie Galicji, skoro zaś jestem w trakcie lektury „Wspomnień politycznych” Stanisława Głąbińskiego, który był w tym okresie jedną z najważniejszych postaci na scenie politycznej w Austro-Węgrzech, pozwalam sobie poniżej przytoczyć odpowiedni ich fragment. Jednocześnie zachęcam do poznania całości „Wspomnień” Głąbińskiego. Dadzą one mocnego kopa tym wszystkim, którzy poznawali historię jedynie za pośrednictwem podręczników i wynurzeń nauczycieli czy wykładowców.
„W polsko-ruskich zmaganiach politycznych w Austrii i Galicji odgrywa wybitną rolę sprawa uniwersytetu lwowskiego, która stała się przed wojną światową jakby hasłem bojowym Rusinów. Wypłynęła ona z namowy biurokracji austriackiej w r. 1848, gdy miano przystąpić do spolszczenia lwowskiego uniwersytetu i szkół średnich w Galicji. Stworzona przez rząd »Hołowna Rada Ruska« zaprotestowała przeciwko temu, powołując się na to, że w Galicji jest także naród ruski, wierny cesarzowi i nie życzy sobie szkół polskich. Na tej podstawie rząd cofnął rozporządzenie z 29 września1848 r. o języku polskim w szkołach wyższych i średnich,a w zamian za to przyrzekł świętojurcom, że otrzymają szkoły i uniwersytet, gdy język ruski stanie się zdolnym do wykładania i nauczania. Uniwersytet został dla zadośćuczynienia protestom świętojurskim zgermanizowany. W r. 1862 otrzymali Rusini istotnie dwie katedry na wydziale prawnym uniwersytetu. Nie mieli jednak sił naukowych dla ich obsadzenia tak, że dopiero w r. 1877 jedną katedrę nadzwyczajną (prawa cywilnego) otrzymał Aleksander Ogonowski, w r. 1892 zaś drugą (prawa karnego) Stebelski.
Tymczasem nastąpił zwrot konstytucyjny w ustroju politycznym Austrii, Polacy zbliżyli się do cesarza, a dawne kombinacje z świętojurcami, którzy okazali się moskalofilami, zostały zarzucone. W r. 1871 otwarto uniwersytet dla wykładów polskich i ruskich bez żadnego ograniczenia, Rusini jednak nie mieli sił naukowych do ich zajęcia, wszystkie więc katedry zostały zajęte przez Polaków, Niemcy zaś dla braku słuchaczy opuścili Lwów. W r. 1879 wprowadzono na uniwersytecie polski język urzędowy, w roku 1882 zaś ministerstwo stwierdziło, że normalnym językiem wykładowym na uniwersytecie jest język polski, wykłady zaś dopuszczone w innych językach (niemieckim i ruskim) są wyjątkowe.
Dopiero z końcem XIX stulecia po upadku rządu Kazimierza Badeniego w czasie powszechnej nagonki na rządy polskie w Galicji sprawa uniwersytetu lwowskiego staje się centralnym punktem ataków ruskich. Nie mieli Rusini także wówczas potrzebnych sił naukowych, mimo to posypały się do Wiednia memoriały i rezolucje uchwalone na wiecach chłopskich, nie mających często wyobrażenia o tym, co znaczy słowo »uniwersytet«, o niezmiernej krzywdzie zadanej Rusinom przez spolszczenie uniwersytetu lwowskiego, z żądaniem odebrania go Polakom i oddania Rusinom. W akcji tej wziął udział także metropolita gr.-katol. lwowski, świeżo mianowany ks. Andrzej Szeptycki, który w sposób bardziej umiarkowany, niż inne czynniki ruskie, domagał się w memoriale, doręczonym osobiście cesarzowi, cofnięcia ustroju uniwersytetu do stanu z r. 1871 tj. do czasu, gdy były dopuszczone wykłady także w języku ruskim i niemieckim, bez żadnych ograniczeń. Memoriał ten doszedł do wiadomości uniwersytetu za pośrednictwem rektora, któremu cesarz polecił przesłać memoriał dla sprawozdania. Na ten memoriał napisałem odpowiedź w formie wyjaśnienia prawnego, które ogłosiłem osobno w »Słowie Polskim« pod tyt. »Zamach na uniwersytet polski we Lwowie«. Sympatia, jaką się do owej chwili w obozie polskim cieszył ks. metropolita Szeptycki, zaczęła odtąd gwałtownie gasnąć. Na inne memoriały ruskie w tej sprawie rząd wcale nie reagował. Natomiast bojowe reprezentacje ruskie postanowiły chwycić się innych środków dla zdobycia uniwersytetu polskiego. Rozpoczęły się napady młodzieży ruskiej na sale uniwersyteckie i na personel uniwersytetu, inscenizowane w porach, w których nie było młodzieży polskiej, mającej ogromną przewagę liczebną nad młodzieżą ruską. Uniwersytet stał się terenem rozbójniczych zaburzeń, których ofiarą padały nie tylko sprzęty, ale i cenne portrety dawnych rektorów uniwersyteckich, a nawet zdrowie i życie ludzi związanych z uniwersytetem. W tej zbrodniczej metodzie chodziło o wykazanie zagranicy i Wiedniowi, że sama młodzież domaga się uniwersytetu ruskiego, chociaż każdy mógł się ze statystyki dowiedzieć, że młodzież polska jest w tej instytucji tak samo, jak w innych wyższych zakładach naukowych i w szkołach średnich w olbrzymiej większości.
Równocześnie politycy ruscy ponowili swe starania w rządzie i w parlamencie wiedeńskim o uniwersytet ruski. Rząd zobowiązał się był wobec mnie, jako prezesa Koła Polskiego, że w sprawie ruskiej nie podejmie niczego bez porozumienia się ze mną i bez mojej wyraźnej zgody. Wszystkie żądania ruskie były mi więc przez rząd komunikowane do oświadczenia się. Na uniwersytet ruski we Lwowie nie mogłem się zgodzić, ponieważ politycy, a nawet profesorowie ruscy (np. Kolessa, profesor literatury ruskiej) głośno na wiecach oświadczali, że uniwersytet jest Rusinom potrzebny dla szybkiego zruszczenia Lwowa. Był to więc postulat polityczny, skierowany przeciw Polakom, a nie postulat naukowy. Gotowi byliśmy się zgodzić na stopniowe wprowadzenie wyższej uczelni ruskiej, ale o charakterze ściśle naukowym w odpowiedniej spokojnej miejscowości, nie dającej pola do walk politycznych. Z tych powodów odrzuciłem także propozycje o uniwersytet ruski w Przemyślu lub w Winnikach pod Lwowem. Po moim ustąpieniu z prezesury Koła zwracał się rząd dalej do mnie z propozycjami rozszerzenia wykładów ruskich we Lwowie jako zadatku przyszłego uniwersytetu w innej miejscowości kraju. Wszystkie takie propozycje zwracałem rządowi z szeregiem zmian, aby zabezpieczyć zupełną polskość i samodzielność uniwersytetu polskiego. Aż do wybuchu wojny światowej rokowania te nie zostały zakończone. W ostatniej propozycji, jaką otrzymałem od hr. Stürgkha, wnosił rząd, aby w drodze cesarskiego postanowienia zabezpieczyć uniwersytetowi lwowskiemu język polski jako »wykładowy, egzaminowy, urzędowy i manipulacyjny«, a niektóre postanowienia co do języka ruskiego utrzymać aż do »chwili zamierzonego usamodzielnienia wyższej nauki w języku ruskim najpóźniej do r. 1921/22«. Nie przewidywano wówczas, że w tym terminie Austria i cesarz nie będą już mieć kompetencji w tej sprawie. Zrządzeniem Opatrzności jednak właśnie w r. 1922 w ustawie ramowej polskiej z 26 września 1922 »o zasadach samorządu wojewódzkiego« Rusini otrzymali obietnicę założenia uniwersytetu ruskiego w odpowiedniej miejscowości. Uparli się jednak znowu przy Lwowie i nie dali rękojmi lojalności i wierności dla Rzeczypospolitej. Z tych powodów w r. 1925, gdy byłem ministrem wyznań i oświecenia publicznego, cała ta sprawa upadła, gdyż nie mogłem traktować Rusinów, obywateli polskich, jako stronę wojującą, stawiającą rządowi warunki, i to o charakterze politycznym, nie naukowym.
Zarzuty czynione ze strony ruskiej profesorom uniwersytetu lwowskiego, jakoby byli niechętni rozwojowi nauki ruskiej, były zupełnie bezzasadne. Przeciwnie profesorowie polscy starali się o pozyskanie uczonych ruskich do współpracy naukowej, wybierając niektórych z nich do akademii umiejętności (n. p. Izydora Szaraniewicza) i popierając na ruskie katedry uniwersyteckie ludzi naprawdę zasłużonych. Tak np. po śmierci ks. Emiliana Ogonowskiego wydział filozoficzny przedstawił na wolną katedrę literatury ruskiej Iwana Frankę, pomimo jego nieprzychylnego stosunku do Polaków, a nie docenta czerniowieckiego Kolessę, który profesorów zapewniał, że właściwie jest Polakiem. Nie było winą profesorów polskich, że wybór rządu padł na tego ostatniego.”
0 komentarze:
Prześlij komentarz