Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

sobota, 17 listopada 2018

O "Niepodległości" Talkowskiego

listopada 17, 2018 Posted by Onufry Okowita , , , , No comments

Wczoraj przyszło mi do głowy, że ciekawość może być przereklamowana. Dokładniej ciekawość historii własnego narodu. Do niedawna interesowały mnie jedynie triumfy polskiego oręża. Ewentualnie polsko-litewsko-kozackiego... Większą przyjemność sprawiały mi jedynie konsumpcja ruskich pierogów przygotowanych przez moją dawną kobietę, zabawy w alkowie i męka na siłowni. Gdy czytałem o tym jak nasi przodkowie dziurawili kałduny Niemiaszków pod Cedynią, Płowcami czy Grunwaldem, albo gromili Turczynków pod Chocimiem lub Wiedniem, ewentualnie prali Szwedzinów pod Oliwą, Kircholmem, Warką, wtedy... Wtedy czułem najzwyklejszą dumę.
Od kilkunastu miesięcy bardziej frapujące wydają mi się wydarzenia z lat 1850 – 1950, czyli stosunkowo niedawne. Wydarzenia opowiedziane przez ich aktywnych uczestników w dziennikach lub wspomnieniach. Dlatego reaguję dosyć gwałtownie na wszelkie przekłamania lub niedopowiedzenia w tekstach albo filmach historycznych serwowanych nam obecnie.
Gdy ujrzałem w sieci film „Niepodległość” Krzysztofa Talkowskiego, miałem go ominąć szerokim łukiem. Po pierwsze kasę wyłożyły nań Polsat i Narodowy Instytut Audiowizualny. Po drugie twórcy filmu są związani z Gdańskiem. Obie instytucje oraz włodarze Gdańska darzę tak nikłą estymą jak wysokość na poziomem morza Żuław Wiślanych... Jednak na pejsowym profilu Lemingopedii wyczytałem, że osobnik kryjący się za tą nazwą głęboko wzruszył się przywołaną produkcją. Postanowiłem więc zaryzykować.
Pierwsze wrażenie – kupa roboty. Ogromna, niczym sterty buraków cukrowych na skupach w latach osiemdziesiątych minionego stulecia. Koloryzacja wszystkich klatek po kolei – po prostu czapki z głów! Człowiek mający nikłe pojęcie o tym, co się działo przed rozpoczęciem Wielkiej Wojny w Petersburgu, Berlinie, Wiedniu, w polskich większych miastach, na prowincji, czy wreszcie, a może przede wszystkim w Londynie, powinien rozdziawić otwór gębowy i wzdychać z zachwytu! Jednak niektórzy widzowie musieli przecierać oczy z niedowierzania. Z całkiem jednak innego powodu. Mając do dyspozycji całkiem pokaźną ilość wspomnień uczestników pokazanych w filmie wydarzeń, reżyser zdecydował się sięgnąć do słów naczelnika Piłsudskiego i nieznanej szerzej szarej obserwatorki rzeczywistości. W rezultacie można obejrzeć materiał okrąglutki. Naczelnik Piłsudski, premier Paderewski, prezes Endecji Dmowski, czy generał Haller to świetlane postacie. Ojcowie niepodległości. Giganci wręcz! Ręka w rękę, wespół w zespół zwrócili Polskę Polakom. No dzięki sytuacji międzynarodowej, ale sami. Po prostu brak słów.
Niby jest mowa o Korfantym, czy Witosie, ale to wszystko mało!!! Gdzie gen. Rozwadowski się pytam? Gdzie gen. Zagórski? Gdzie gen. Sikorski? Gdzie ten intrygant Daszyński? Co się stało z tym bardakiem sejmowym poprzedzającym Cud nad Wisłą? Dlaczego zabrakło choćby kilku słów o postawie podburzonych przez bolszewickich wysłanników robotników, czy o niechęci do walki włościan? Dlaczego nie ma słowa o tragedii ziemian z Kresów? Zabrakło wiedzy? Zdecydowała presja finansujących projekt? A może Polacy mają znać historię po łebkach?
Mógłbym się pastwić dalej, ale szkoda paluchów. Autorzy zdecydowali się pójść drogą wielkich zachodnich stacji, które koloryzują nie tylko filmy z I wojny światowej, ale także przekaz o tamtych wydarzeniach. Szkoda, wielka szkoda.

0 komentarze:

Prześlij komentarz