W książce Stanisława Mackiewicza „Lata nadziei 1939 – 1945” znalazł się bardzo interesujący fragment: „W wizjach Wyspiańskiego, w „Warszawiance”, w „Nocy listopadowej” pojawia się Chłopicki, dumny, wyniosły generał, pogardliwy, nieczuły w stosunku do otaczających go haseł i krzyków, egoista, grający wciąż w karty. Postać Chłopickiego wywoływała w nas bunt, że ten karciarz małodusznie gasił patriotyzm młodzieży pragnącej wojny z Moskalami. Ale Chłopicki istotnie grał i przegrywał w karty, ale przegrywał pieniądze, nie życie narodu. Wiedział, że są wartości, których dla gestu, dla oklasku, dla pozy, dla błazenady na kartę w grze hazardowej stawiać nie można, że nikczemnikiem jest wódz, który, mając zaufanie całego narodu, życie narodu postawi na kartę i przegra dla błazeńskiego gestu. W 1830 roku sytuacja wojskowa Polski była o wiele lepsza niż w 1939. Zapowiadała się wojna z jedną, a nie z dwiema potęgami. Powstanie listopadowe trwało przez dziesięć miesięcy, a nie przez dwa tygodnie i powstańcy odnieśli nad wrogiem szereg wspaniałych zwycięstw. A jednak Chłopicki, jako naprawdę dobry i odpowiedzialny wojskowy, od razu oświadczył, że wojnę z Moskalami przegramy, i wziął dyktaturę, aby wojnie zapobiec. Gdy na skutek wygórowanych żądań cesarza Mikołaja I układy pomiędzy nim a Chłopickim musiały ulec zerwaniu, Chłopicki uznał, że nie może być wodzem wojny, którą przegra, bo byłoby to bałamuceniem nadziei narodu, niegodnym jego honoru wojskowego. Skoro jednak jego naród będzie się bić, więc i on będzie walczył jako obywatel, ale nie jako generał. Stąd znalazł się pod Olszynką Grochowską konno, w surducie cywilnym i bitwą wspaniale kierował. Pojmowanie honoru wojskowego przez Chłopickiego było więc diametralnie przeciwstawne wobec pojmowania tegoż honoru przez Rydza i jego kompanów. Marszałek Rydz uważał, że jego honor wojskowy każe mu wszystkich oszukiwać, że jesteśmy gotowi. Chłopicki - odwrotnie - uważał, że honor nie pozwala mu na podejmowanie się prowadzenia wojny, której wygrać nie jest w stanie...”
Dlaczego przywołałem go akurat dziś, w setną rocznicę odzyskania niepodległości? Wydarzenia ostatnich dni wymusiły wzmożoną pracę resztek szarych komórek. Chodzi oczywiście głównie o wydarzenia rocznicowe a przede wszystkim o Marsz Niepodległości. I prezydent, i rząd zapowiadali, że wydarzenia rocznicowe będą wyjątkowe. Ale jak do tego doprowadzić, skoro Marsz Niepodległości organizowali do tej pory narodowcy i jakoś nie szykowało się by mieli oddać dobrowolnie swoją imprezę w ręce PiS?
Mam swoją hipotezę, a na jej potwierdzenie nie posiadam nawet grama dowodów. I wcale nie zamierzam ich szukać. Ba! Gdyby hipoteza okazała się niewarta nawet funta kłaków, pewnie bym zarechotał i zaklaskał z radości!
Co mi chodzi po głowie? „My nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Wydawało się, że po hucznych zapowiedziach wyborczych ta niepisana zasada odejdzie do lamusa i pójdą czwórkami pierdzieć w stołek wszyscy przestępcy, którym udało się psim swędem wkręcić do PO, czy PSL. I rzeczywiście powołano kilka komisji, wywołano mnóstwo szumu w merdiach głównego ścieku i... tyle. Istny objazdowy teatrzyk kukiełkowy, gdzie mnóstwo wrzasku, ciosów drewnianymi mieczykami, walenia po pyskach, śmiechu gawiedzi i rzezania mieszków.
Roi mi się po głowie taka myśl, że albo Jarosław „chore kolanko” Kaczyński dogadał się z wierchuszką PO, albo ktoś starszy i mądrzejszy napisał scenariusz, w którym PiS i PO mają publiczne okładać się po plecach kijaszkami i szczuć swoich wyznawców na siebie nawzajem, zaś w rzeczywistości... sztama panie, sztama, bo jak nie, to!
I odbył się festiwal oskarżeń skierowanych przeciwko organizatorom i uczestnikom Marszu Niepodległości o faszyzm, ksenofobię, antysemityzm, a nawet nazizm. Żeby to jeszcze szczekali ze strony GW, TVN, feministek, Obywateli RP, czy kodziarzy albo innych przedstawicieli europejskości i nowoczesności. Ale nie. Warczeć zaczęły i amerykańskie prodemokratyczne media. Więc HGW nie miała wyjścia. Zakaz, sąd, decyzja wierchuszki PiS i „wspólny” marsz. Taki wspólny jak kilka lat temu paryski marsz przeciwko przemocy. Na czele VIP-y (tu jedyna słuszna partia; w Paryżu Merkel, Hollande i reszta oberważniaków), potem długo, długo nikt i w końcu zwyczajni ludzie rzeczywiście przejęci uroczystościami.
Dlaczego więc skojarzył mi się Chłopicki? Czy Kaczyński, Morawiecki albo prezydent Duda mieli podobne intencje jak dyktator powstania? Nie! Rządzącym resztkami po Rzeczpospolitej idzie jedynie o zachowanie tych cząstek władzy jaką łaskawie im pozostawiono. Jeśli tak jest to niestety jesteśmy w ciemnej dupie i zostały nam jedynie piosenki (hymn, rota), czy chorągiewki.

0 komentarze:
Prześlij komentarz