Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 20 grudnia 2018

Młodzi, starzy, Euroweek i komunizm

grudnia 20, 2018 Posted by Onufry Okowita , , , , , No comments

Euroweek miał zapisane w swoich założeniach próbę zniwelowania różnic kulturowych między ludźmi biorącymi udział w przedsięwzięciu. Zadanie karkołomne. Moim zdaniem skazane na niepowodzenie. Już tam pies drapał upodobania kulinarne (no weź zeżryj ślimaka lub żabę, albo tę, no surową rybę, czy nie daj Panie koper! Najstraszliwsza trucizna na świecie!).
Jak się okazało i czego nie przewidzieli pomysłodawcy i organizatorzy (tak przynajmniej wypada dumać) problemem nie do przeskoczenia były różnice między wolontariuszami czyli dorosłymi chłopami z północy Afryki i Bliskiego Wschodu a uczestniczkami imprez czyli dziewuszkami z Polski. Dla takiego Mahometa i jego wyznawców takie jedenastolatki czy dwunastolatki to znakomite kandydatki na żony – tylko brać, przebierać! O takich czternastolatkach nawet wspominać nie warto...
Czy winić dziewuszki za te „przytulanki” z nadmiernie opalonymi, brodatymi i chutliwymi capami? W żadnym razie. Od momentu, gdy na naszym rynku wydawniczym pojawiły się takie ścierwa, jak „Bravo”, „Bravo Girl” czy im podobne ze sławetnymi foto-komiksami, mentalność młodych zaczęła się zmieniać błyskawicznie. A dziewuszki uczestniczące w imprezach Euroweek, to przecież córeczki pań, które za swych szczenięcych lat chłonęły takie gnioty. A tv i internet przecież w tyle nie zostawały...
Zatem nie wkurzyli mnie ani dziewuszki, ani ich starzy ze zrytymi baniakami, lecz ci, którzy z ramienia Państwa polskiego wydali pozwolenie na organizowanie owych „kolonii” i mieli czuwać nad ich przebiegiem.
Wiem, nie przekonam większości. Pozwalam sobie przytoczyć artykuł wstępny ze świątecznego „Głosu Narodu” z 1937 roku, który podnosił kwestie różnic między „starymi a młodymi” i tym wszystkim co niepokoiło autora. Zapraszam do lektury:
Pesymizm i rzeczywistość
Gdy w wieczór wigilijny staniemy koło rozjarzonej choinki, gdy nas owionie atmosfera Świętej Nocy Betlejemskiej, wówczas opadną i na chwilę znikną nasze kłopoty, na chwilę staniemy się jak dzieci,beztroscy, bezpieczni, weseli. Lecz świece zgasną, choinka uschnie, a melodie kolęd przeminą, wróci szary dzień, wrócą wszystkie troski, które od nas . odpędziło Wielkie Święto. Czy koniecznie tak być musi? Czy nasze prace muszą nas przygnębiać, a troski, które nam nastręcza myśl o najbliższych, o państwie i narodzie, o trudnościach katolicyzmu, o losach naszej kultury - muszą nas napawać pesymizmem?
Pesymistów nigdy nie brakło. Pesymistami byli nieraz nawet ludzie, których sobie wyobrażamy śmiejących i szczęśliwych. Horacy, który w jednej odzie rzuca hasło: „carpe diem” - powtarzane przez 19 wieków przez wszystkich wesołków, w drugiej odzie taki daje wyraz skrajnemu pesymizmowi:
Aetas parentum peior avis tulit nos nequiores, mox daturos progeniem vitiosiorem.
Co by w lichym - moim tłumaczeniu znaczyło: „Wiek rodziców, gorszy od wieku dziadów, wydał nas podlejszych od siebie, - nas, którzy znów wydamy jeszcze występniejsze, niż jesteśmy, pokolenie”. Nigdy pesymistów nie brakło. Ale, dziś jest ich chyba więcej. niż kiedykolwiek było. Zalewa nas fala pesymizmu. Wszystko wydaje się złym, świat - coraz gorszym, kultura - w upadku, chrześcijaństwo - bez ducha, ruchy społeczne -bez idealizmu, sztuka - bez piękna, literatura - w upadku, człowiek bez krzty humanizmu, Europa - zagrożona przez rewolucję.
Zapewne... Nie żyjemy w „złotym wieku” Owidiusza. Ale też nic nie wskazuje na to, byśmy stali nad przepaścią. Wszystko to, co nas martwi lub niecierpliwi, jest tylko szukaniem i próbą. Jest walką.
I to jest właściwe ujęcie sensu naszych czasów: walka. Znaleźliśmy się w okresie w którym zakwestionowano wszystkie wartości cywilizacyjne: i ojczyznę, i własność, i religię, i godność człowieka, i nawet jego prawo do życia. Zakwestionowano i gdzieniegdzie już zniszczono. Lecz wartości. cywilizacji chrześcijańskiej nie mogą zginąć. Zbyt silnie zrośnięte są z ludzką naturą, by się je dało wykorzenić. Dlatego podnosi się protest przeciw ich niszczeniu. Dlatego wre walka.
Okres, który cechuje duch walki, nie jest okresem upadku. Ludzie,którzy walczą, nie są dekadentami. A nasz pesymizm? Tłumaczy się tym, że ludzie nie chcą zmian i rozwoju, boją się jutra, zatrzymać chcą dzień dzisiejszy, „wolą - według Cervantesa - gospodę, niż drogę”, jak to trafnie przypomina Ortega y Gasset.
Kończący się rok rozbrzmiewał walkę o pojęcie: „człowiek”. Postępy statolatrii i totalizmu w świecie, „glaichszaltowanie” i równanie „pod rząd”, sięganie władz państwowych nawet w najgłębsze posady duszy ludzkiej - postawiły na porządku dziennym sprawę; człowieka, jego praw wobec zbiorowości, jego godności, jego autonomii w świecie. Walka jeszcze wre. I nie wiadomo, czym się w naszym pokoleniu skończy. Może zwycięstwem chrześcijańskiego personalizmu, jeśli zdołamy zmobilizować wszystkie zdrowe siły do walki. Może jego klęską, jeśli ulegniemy pesymizmowi. Ale wczesnej czy później człowiek odzyska swoje prawa. Bo bez człowieka, bez swobody – nie ma historii, i nie ma kultury...
Bóg jest - mówiąc obrazowo - centralnym punktem całego wszechświata. Punktem centralnym ziemi jest człowiek,co oczywiście nie powinno burzyć teocentrycznego poglądu na świat.
Przygniata nas groza komunizmu. Kto wie jednak, czy w tej dziedzinie najgorsze nie należy już do przeszłości. komunizm przestaje być atrakcją. Wnet zaś zacznie być przedmiotem pogardy i obrzydzenia dla wszystkich. Gdy się to stanie,wówczas sfolguje także napór „faszyzmów”, które zawsze powstają jako protest narodu, przeciw materialistycznemu kosmopolityzmowi.
Poprzez komunizm i poprzez faszyzm idziemy ku nowym ideałom kultury politycznej i społecznej, a gorące przyjęcie tegorocznych encyklik Piusa XI o komunizmie i o hitleryzmie dowodzi,. że świat wie, gdzie ich szukać.
Codziennie kładą nam w uszy ludzie odpowiadający za losy państwa, że winniśmy być gotowi, bo niebezpieczeństwo wojny jest wielkie i nie znika. Niewątpliwie mają rację. Trudno ukrywać prawdę. Są narody, raczej może, ich kierownicy, którym się marzą zdobycze wojenne. I te narody są bliskie nas... Lecz wojna, to jeszcze nie klęska. Naród świadom swoich praw - naród mający do obrony sprawiedliwość, nie grabież, tylko wtedy ulega, gdy go opuści siła -siła ramion i siła ducha. Polska może z ufnością patrzyć w przyszłość. Cokolwiek przyjdzie, z którejkolwiek strony, znajdzie naród nie tylko przekonany o słuszności swej sprawy, ale i – gotowy.
Są to trudności, a trudności nie powinny wywoływać pesymizmu. Powód do pesymizmu może dawać tylko człowiek, nie warunki, które go otaczają. Pesymistycznie nastrajać może tylko indolencja rządzących lub ich szaleństwa, bezwład rządzonych lub ich niepoczytalne wybryki, - upadek moralności, deptanie prawa, brak etycznych ideatów, zwłaszcza gdy te zjawiska przybierają charakter systemu.
Człowiek dzisiejszy nie jest gorszy, niż człowiek dawniejszych lat. Jakież wspaniałe robi odkrycia! Atom, który jeszcze wczoraj stanowił granicę świata, rozbił i odkrył w nim cale planety. Zredukował przestrzeń, zniżył wysokości, nauczył się; chwytać i utrwalać najodleglejsze dźwięki. A – co najważniejsze - ten wspaniały człowiek dzisiejszy bardziej jest bliskim Boga niż był wczorajszy. Kiedyż to nauka świata tak dobrze widziała Boga we wszechświecie, jak Go widzi dzisiaj. i jak Go sławi dzisiaj? Kiedyż goręcej przyzywał Go Polak do swoich prac i swoich walk, jeśli nie dziś?Kiedyż młodość w polskim kraju piękniejszą Mu składała ofiarę uczuć, jeśli nie teraz w okresie pielgrzymek jasnogórskich i ślubowań?
O Filipie Orleańskim, regencie z czasów Ludwika XV, mówiono, że - miał wszystkie talenty prócz jednego: umiejętności używania, ich rozsądnie... Coś podobnego można o dzisiejszym człowieku powiedzieć, i o naszej młodzieży. Lecz, nie przesadzajmy! Ma się na dobrą odmianę, a naszą rzeczą jest do niej pomóc.
Boże Narodzenie tchnie w nas optymizm. Nie sposób mieć czarne myśli, gdy patrzymy na ubożuchny żłóbek i leżące w nim Dziecię Boże...
Wielkie rzeczy czyni Bóg przy pomocy słabości. Dzieło Odkupienia zaczyna w postaci kwilącego w sianie. Dzieciątka. Drogi Boże nie są drogami ludzkimi. Odnaleźć je, wejść na nie, kroczyć bez zbaczania, choćby najgorsze piętrzyły się przed nami trudności, wytrwać z radością, że idziemy do celu - oto nasz obowiązek i zarazem nasze zbawienie. Oto powód do optymizmu.
ks. Jan Piwowarczyk.

0 komentarze:

Prześlij komentarz