Skończyłem właśnie kroić warzywa do sałatek: śledziowej i ziemniaczanej. Ta monotonna czynność wywołała kilka refleksji nad czasem, jego przemijaniem i zmianami jaką upływ czasu wywołuje w człowieku (o ile oczywiście mogę siebie zaliczyć do tych, którzy są godni tego miana). Wydumkom nad przemijaniem towarzyszyły arie Haendla w wykonaniu Julii Leżniewej. Gdyby mi ktoś powiedział trzydzieści kilka lat temu, że będę się zachwycał taką Muzyką, zapewne bym go wyśmiał. Bo jakże to tak? Miałby słuchać tego rzępolenia, tego wycia? Kto normalny tego słucha? No właśnie! Widać rozstałem się normalnością kilkanaście lat temu...
Dostałem dzisiaj wiadomość od pejsbuka, że mój ostatni post nie spełnia wymogów stawianych społeczności. Ktoś zabawił się w Bolka? Zakapował? Nie od dziś wiadomo, że cenzorzy cukierkowego wysiadujący w Dublinie tną wszystko, co im niewygodne. Pies ich...
Wracając do szczenięcych lat muszę wyznać, że za szczeniaka byłem socjalistą. Jak inaczej nazwać dzieciaka, który z takim zapałem czytał „Opowieść o Cebulku” starego komucha Rodariego i oburzał się na tego potwornego sknerę z „Opowieści wigilijnej”, albo kibicował czterem pancernym i Szarikowi przez całe grubaśne tomiszcze? I jeszcze te straszne klechy! Z pozorem wiedzy. Gówniarz, który czyta ponad sto książek rocznie jest cholernie niewygodny dla nauczycieli. W lot wychwytuje każdą pomyłkę i tropi niewiedzę. Gdy sięgam pamięcią do dzieciństwa, aż kręcę głową z niedowierzania. Zmarnować taki potencjał... Cóż, Świdnik był młodym wtedy miastem z taką inteligencją, że tylko machnąć ręką.
Skąd ten powrót to szczenięcego socjalizmu? Cenzura na pejsie? Kapusie? Też, ale w gruncie rzeczy trafiłem na ciekawy artykuł w noworocznym numerze „Czasu” z 1939 roku, w którym Adam Stawarski napisał:
„Cóż zostaje niejednokrotnie z marzeń młodzieńczych płomiennego rewolucjonisty, śniącego o zniszczeniu tyranów i uszczęśliwieniu ludzkości. Doświadczenie uczy, że młodzieńczy rewolucjoniści stają się niejednokrotnie na stare lata najbardziej zawziętymi i zaciętymi reakcjonistami, tępiącymi bezlitośnie to, co dawniej najgoręcej miłowali”.
Ale, żeby dokonać takiej wolty trzeba mieć jednak duże zasoby poszanowania dla ludzkiego życia i własności. Gdy człowiek (czy na pewno człowiek?) widzi jedynie czubek swego nosa, zaś otoczenie traktuje instrumentalnie, wtedy jego zaciekłość rewolucyjna jedynie rośnie. Wystarczy prześledzić losy największych bestii w historii ludzkości: Lenina, Mao, Hitlera, rodzinkę Kimów czy Pol Pota aby przekonać się, że trochę pożyli nim na skutek różnych okoliczności doszli do pozycji panów życia i śmierci w rządzonych przez nich państwach...
Bezdusznym skurwielom żyje się łatwiej. Szlag!

0 komentarze:
Prześlij komentarz