Pewna gazeta, która powstała dzięki forsie przysyłanej dla polskich opozycjonistów, tak dla uproszczenia przynależności, około-solidarnościowych, porównała zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza do mordu dokonanego na prezydencie Polski Gabrielu Narutowiczu. Na pierwszy ogląd – nawet pasuje. Obaj byli prezydentami (niech P. A. będzie), obaj zostali zabici podczas wydarzeń artystycznych (jeśli uznamy finał WOŚP za takie wydarzenie), obu otaczał w gruncie rzeczy tłum ludzi. Na dodatek obaj zabójcy nie uciekali. Aj, zapomniałbym. Jeszcze kwestia przyczyn zabójstw. Obu miały podbechtać do czynu media (gazety endeckie - wtedy i TVP - dziś). I naród był podzielony zarówno wtedy (1922 r.), jak obecnie. Tyle. A różnic cała masa.
O okolicznościach związanych ze śmiercią Pawła Adamowicza można znaleźć w sieci mnóstwo. Od filmów z tego wydarzenia po teorie kto mógł stać za zabójstwem. Również o zabójcy krąży mnóstwo wieści. Większość już sobie wyrobiła pogląd na, jak to powiedział Jerzy Owsiak, incydent. Nie będę w to wnikał. Być może z upływem czasu pojawią się odpowiedzi. Poczekam.
Napiszę tutaj kilka zdań o okolicznościach zabójstwa prezydenta Gabriela Narutowicza, a może bardziej o reakcjach na nie, które można znaleźć, choć nie zawsze, w ówczesnej prasie. A najlepiej będzie, gdy przywołam zeznania Niewiadomskiego, których udzielił podczas procesu. Cytuję za „Gazetą Warszawską”.
Zanim jednak do tego przejdę przytoczę słowa Rafała Ziemkiewicza, którymi podzielił się z czytelnikami ostatniego „Do Rzeczy”. Napisał redaktor, że „mętne, mistycyzujące poglądy” Niewiadomskiego, „które wygłaszał na procesie, łączyły z ideami narodowców tylko najbardziej powierzchowne podobieństwa”. Sądzę, że tych podobieństw było więcej, ale teraz o samym procesie i zeznaniach zabójcy.
„Mówi, że myśl zabójstwa Piłsudskiego kiełkowała w nim od dawna, od czasów powołania przez Piłsudskiego Rządu Moraczewskiego. Skrystalizował się zamiar w czasie ostatniego przesilenia, kiedy Piłsudski oświadczył przedstawicielom Sejmu, że wyjdzie na ulicę i nie dotrzymał swego przyrzeczenia w sprawie gabinetu Korfantego. Oskarżony mówi, że wypadki przesileniowe wyjaśniły mu w zupełności moralne kwalifikacje Piłsudskiego. Wtedy ostatecznie powziął zamiar zamachu. Pewne sprawy życiowe skłoniły go do odłożenia zamiaru — kończył swe prace naukowe.
Sposobność nadarzyła się. W środę, 6 grudnia miało nastąpić otwarcie wystawy „Warszawa za Stanisława Augusta” w kamienicy Baryczków. Niewiadomski upewnił się, że na otwarciu wystawy będzie Piłsudski. Wypróbowałem – mówi – po raz setny rękę i rewolwer a że zginie, byłem tak pewny, jak tego, że tu stoję.
We wtorek 5 grudnia wyszedł oskarżony na ulicę i dowiedział się z dzienników, że Piłsudski zrezygnował ze swej kandydatury. Wobec tego — mówi — upadło postanowienie: to wywołało we mnie dwa uczucia: ulgi, że los zwalnia mnie od popełnienia zabójstwa i męki i goryczy, że twórca Judeo-Polski zdaniem moim sprawca, wszystkich nieszczęść Polski zostanie i będzie dalej ciążył nad Polską. Gdybym był wówczas wykonał zamach padłaby tylno osoba fizyczna Piłsudskiego, a nie symbol jego polityki.
W dalszym ciągu mówi oskarżony, że z tego, co dotychczas powiedział, wynika, że był samozwańczym oskarżycielem i samozwańczym sędzią.
Następnie mówi oskarżony o swoim stosunku do Piłsudskiego i socjalizmu. W młodości, w czasie pobytu w Paryżu był sympatykiem socjalizmu, ale dzięki lekturze pism socjalistycznych rychło rozczarował się do tego ruchu.
Oskarżony był zwolennikiem Piłsudskiego, którego nazywa „twardą duszą” do czasów Magdeburga. Na tym momencie zamknęły się piękne karty Piłsudskiego, postaci bohaterskiej i wybitnej. Po Magdeburgu Piłsudski zmarnował swoją wielkość — przede wszystkim dwoma czynami: powołaniem Kesslera i nominacją „Rządu ludowego” Moraczewskiego.
Pierwszym dziełem tego rządu była milicja ludowa, pierwszy antypaństwowy akt Piłsudskiego. Cóżby było, pyta oskarżony, gdyby inne warstwy narodu stworzyły wówczas również swoje milicje?...
W tym momencie wzywa przewodniczący oskarżonego do streszczania się.
W dalszym ciągu maluje oskarżony działalność rządu Moraczewskiego.
Mówi o strajkach i anarchii. W przeciągu kilku tygodni rządów Moraczewskiego – mówi – dyscyplina społeczna, ta oś praworządności rozluźniła się zupełnie, zaczął się pochód jawnej anarchii. Wspomina o strajkach w szpitalach, finansach, o nepotystycznej polityce socjalistów, którzy na stanowiska rządowe wysunęli tysiące swych towarzyszy.
Po charakterystyce rządu ludowego i polityki Piłsudskiego w tym czasie, zwraca się oskarżony do przewodniczącego z prośbą o kilkuminutową przerwę.
Godz. 11.45. Przewodniczący zarządza dziesięciominutową przerwę.
Po przerwie oskarżony mówi o roli żydów i ich szkodliwej dzialalności. Żydzi i socjaliści idą razem. Apostołowie socjalizmu, to delegaci żydowscy. Oni wysunęli hasło walki kas, aby przy pomocy jej zwalczyć aryjczyków. Lud polski stanowi dla żydów element wywrotowy. Lud polski broni się jednak i to doprowadza żydów do wściekłości.
— Pan prokurator — mówi oskarżony—zapytywał mnie w toku śledztwa czy nie miałem wspólników. Pan prokurator mówił: Vox populi twierdzi, żeś pan miał wspólników.
Osk.: Tak miałem... Byli to panowie Perl i Erenberg, zawsze gdy brałem ich zatrutą bibułę do rąk, wiedziałem, że oni pchają mnie do czynu, który spełniłem.
W dalszym ciągu mówi Niewiadomski o tym, jak przjyjęły pisma lewicowe wiadomość o zwycięstwie sztandaru narodowego we Włoszech. Mówi, że socjaliści wili się ze złości, bo nienawidzą pojęcia ojczyzna.
Następnie mówi oskarżony o defensywie, w której służył w r. 1920.
Przewodn: Proszę o tym nie mówić. (Do prokuratora podchodzi pos. Śmiarowski i coś mu szepce).
Oskarżony: Widziałem, jak w defensywie „pracowali” żydzi, jak sprzedawali Polskę. Mówi o Lauerze, który spalił hangary w Wilnie, o Harwitzu, któremu pomogli uciec.
Przewodniczący: Proszę jak najmniej mówić o defensywie.
Oskarżony: Piłsudski odchodząc zalecał człowieka „miękkiej ręki”. O, ta miękka ręka jest potrzebna, ale tylko Horwitzom, Lauerom, Daszyńskim.
— Proszę o nich nie mówić...
Oskarżony kończy swe przemówienia.”
Moim zdaniem zeznania Niewiadomskiego były spójne. Niewiadomski próbował opowiedzieć o drodze jaką przebrnęła jego myśl od socjalizmu do postawy narodowca. Oczywiście to nie tłumaczy mordu na Gabrielu Narutowiczu, który stał się w gruncie rzeczy prezydentem przez przypadek. I mógł się okazać lepszym wyborem dla Polski niż jego następca. Pisał o tym w swych wspomnieniach Stanisław Głąbiński:
„Z początkiem grudnia odbyły się wybory Prezydenta Rzeczypospolitej na podstawie konstytucji z r. 1921. Po dwukrotnym głosowaniu,w którym przeważająca większość głosów polskich oświadczyła się za kandydaturą Maurycego Zamojskiego, mniejszości narodowe wraz z żydami przerzuciły swe głosy na Gabriela Narutowicza, który też został wybrany prezydentem Rzeczypospolitej. W ten sposób została złamaną kardynalna zasada obozu narodowego, że w Polsce Polacy decydować powinni o naczelnej władzy państwowej. Społeczeństwo narodowe wszelkich odcieni czuło się głęboko dotkniętym tym faktem zależności od głosów niepolskich przy wyborze najwyższego dostojnika i głowy państwa. Ujścia dla swoich wezbranych uczuć szukało w publicznych wiecach i protestach, tu i owdzie także w niepokojeniu posłów żydowskich. Związek Ludowo-Narodowy na znak protestu absentował się na posiedzeniu Sejmu, na którym nowy obrany Prezydent składał przysięgę, przez Konstytucję przepisaną. Prezydent Narutowicz był tymi objawami niechęci społeczeństwa boleśnie dotknięty i żywo zaniepokojony. Przez szefa kancelarii cywilnej Cara wyraził życzenie rozmówienia się ze mną. Zgłosiłem się do niego niezwłocznie wieczorem i zabawiłem u niego czas dłuższy do późnego wieczora. Narutowicz prosił mnie najpierw o informację, dlaczego społeczeństwo polskie jest tak niezadowolone z powodu powołania go na prezydenta. Oświadczył mi, że w pierwszej chwili chciał rezygnować z wyboru, ale jako dawny obywatel szwajcarski, mający w sercu i w pamięci dogmaty polityczne Szwajcarii, pamiętał, że nie wolno mu rezygnować w takich warunkach z obowiązku publicznego nań nałożonego. Odpowiedziałem prezydentowi, że wzburzenie społeczeństwa i protesty przeciw wyborowi jego nie są zwrócone przeciw jego osobie, ale przeciw złamaniu zasady przez większość sejmu, że głowy państwa w Polsce nie wolno wybierać przeciw większości polskiej głosami żydów i mniejszości narodowych. Żydzi dali się we znaki Polsce w czasie wojny i w okresie konferencji pokojowej, intrygując przeciwko niepodległości Polski, a gdy te usiłowania były daremne, starając się o okrojenie granic Polski, o utratę dla Polski Lwowa, Wilna, Mińska i Gdańska. W Polsce starają się o osłabienie Państwa wpływami zewnętrznymi i wewnętrznymi, żądają dla siebie autonomii politycznej, popierają separatyzm ukraiński, litewski, białoruski, łączą się przy wyborach sejmowych z mniejszościami narodowymi przeciwko Polsce,a po tym chcą decydować o wyborze Prezydenta Rzeczypospolitej i powołaniu rządu polskiego. Narutowicz słuchał moich wywodów ze łzami w oczach. Gdy skończyłem, powiedział mi, że mam zupełną rację. Nie można dopuścić do rozpanoszenia się w Polsce żydów i innych wrogich żywiołów. Ma do mnie pełne zaufanie i prosi mnie, abym go uważał za swego przyjaciela. On we wszystkim radzić się mnie pragnie. W sprawie zatrzymania prezydentury oddaje mi się zupełnie. Jeżeli przyjdę do przekonania, że powinien ustąpić, wystarczy, jeśli mu to oświadczę, a natychmiast ustąpi. Tylko ta chwila ogólnego wzburzenia jest niemożliwa, bo byłby napiętnowany jako tchórz. Nie rozumiałoby społeczeństwo, że czyni to nie ze strachu ale z przekonania. Rozmawialiśmy długo jeszcze z całą swobodą. Nareszcie pożegnałem prezydenta: odprowadził mnie ze łzami w oczach aż do stopni drzwi wyjściowych w Belwederze.
Następnego dnia zanosiło się znowu na demonstrację, poszedłem więc rano o 8 do gmachu sejmowego, aby w razie potrzeby powstrzymać posłów od udziału w manifestacjach. W czasie posiedzenia jednej z komisji, podobno skarbowej, wpada około 11 godziny jeden z posłów do sali i woła: Narutowicz zamordowany! Zastrzelił go z rewolweru artysta Eligiusz Niewiadomski przy otwarciu wystawy sztuk pięknych.
Stało się wielkie nieszczęście. Straciłem nowego przyjaciela, a równocześnie obóz narodowy został posądzony o spowodowanie morderstwa. Zabójca nie był członkiem stronnictwa. Był fanatycznym indywidualistą. Nikomu się nie zwierzał. Zeznał w sądzie, że uważał, iż tym czynem trafia w Piłsudskiego. Długo jeszcze, bardzo długo, rzucano na nas kalumnię, żeśmy ten straszny mord spowodowali, a przynajmniej zawinili.”
Zaś reakcje prasy znajdziecie w poniższym nagraniu:
0 komentarze:
Prześlij komentarz