O dobro należy walczyć! Z tym mogę się zgodzić. Pod pewnymi warunkami, ale... tak. Mogę się zgodzić. Możecie zapytać: o co mu chodzi? To przecież proste. Zacznijmy od najoczywistszego przykładu.
Wchodzicie sobie na pejsika, aby wrzucić kilka fotek. Jesteście akurat, a niech Wam będzie, na Lazurowym Wybrzeżu. Piękne plaże, malownicze drinki, piękna opalenizna... Wrzucacie foty i czekacie na lajki. Płyną! I komentarze też. Super! Błogość! Ale przecież macie wśród znajomków takich, którzy nie lubią Was z jakiegoś powodu. Przecież jesteście tacy fajni! A oni was nie lubią. Ci z kolei mają innych znajomych, takich ceniących dobro. Cudze dobro! Wy na plaży, drinki, widoki, a z domku właśnie znika dobro. Wasze dobro. Zaczynacie jarzyć?
A co gdy zbierze się większa grupa i zacznie dyskutować o sprawiedliwości, prawie, złu i dobru. Aj, i niesprawiedliwości! Były takie grupy. Były. Zwykle miały możnych mecenasów. Ot, choćby tacy rewolucjoniści francuscy. Zdajecie sobie sprawę jak wiele dobra zmieniło właścicieli? A w Rosji w 1917? Tam dopiero nastała orgia gromadzenia dobra. A wszystko przecież w imię sprawiedliwości i większego dobra.
Czytaliście, bądź oglądaliście „Komu bije dzwon?” Więc odrobinę orientujecie się, co mogło się dziać podczas hiszpańskiej wojny domowej. Odrobinę, bo Hemingway nie obarczył czytelników większą dawką wiedzy o okrucieństwach. Szczególnie o generale Świerczewskim, jednym z bohaterów powieści, z którym się zresztą zaprzyjaźnił podczas swego pobytu w Hiszpanii. Wiedza o dobru, jakie wyprawiali „republikanie” w stosunku do zwolenników gen. Franco zaczęła wydobywać się na światło dzienne dopiero po zwycięstwie oddziałów tego ostatniego. Ciekawostką może być to, jak przedstawiają wojnę domową w Hiszpanii kanały telewizyjne będące własnością imperium medialnego Discovery. A jak przedstawiała się sytuacja w końcu stycznia 1939 roku, gdy wojska Franco odbiły Barcelonę? Posłuchajcie (i przepraszam za momenty zawahania i pomyłki – bardzo niewyraźny tekst):
0 komentarze:
Prześlij komentarz