Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

wtorek, 20 października 2020

Testy na inteligencję

października 20, 2020 Posted by Onufry Okowita , , , No comments

Dziś PiS wreszcie dobił do poziomu, który istniał dotąd w jedynie w moich domysłach. Chodzi o głosowanie nad rozszerzoną ustawą nad tzw. pandemią (nazywaną przez niektórych plandemią). Do głosowania nad nią nie dojdzie, bo opozycja postanowiła wreszcie przeczytać projekt ustawy, który dostała w ostatniej chwili, i wniosła o odroczenie głosowania. Warto tu podkreślić, że udziału w głosowaniu nad tym wnioskiem nie wzięło 28 posłów związanych z obozem rządzącym.
Nie takie rzeczy się zdarzały. Jednak komentarze mendiów rządzących powalają swoją inteligencją. Według jedynie słusznej telewizji (zerknijcie no poniżej):

Dlaczego się nie dziwię? Zewnętrzne przejawy bezmyślności są typowym objawem polityków. Nie wszystkich rzecz jasna, lecz przeważającej większości. Co ciekawe ostatnimi czasy cierpią na tę straszną chorobę przede wszystkim politycy europejscy. Zaliczam rzecz jasna do nich również tych z naszego piękniego i nieszczęśliwego kraju. Z naszego punktu widzenia zaliczają się oni do ścisłej czołówki, jak ich nazywał Aleksander Świętochowski, prostoduchów... Problem małej reprentatywności inteligencji wśród rodzimych polityków jest już dość stary. Sporą liczbę mało inteligentnych parlamentarzystów wybierali na swoich przedstawicieli już nasi pradziadowie. Można z tego spróbować wysnuć wniosek, że politycy międzywojnia posiedli tajemną wiedzę o tym jak skutecznie ukryć swą intelektualną miałkość. Pisał o tym bez ogródek w swoich felietonach zatytułowanych "Liberum Veto" przywołany już pan Świętochowski. Jeden z nich opublikowany w kwietniu 1926 roku przytoczę poniżej w całości:
Do liczby wynalazków szkodliwych dla ludzkości lub specjalnie dla nas należy niewątpliwie przyrząd jakiegoś niemca Biskiego, mający wykazać rodzaj i stopień inteligencji człowieczej. Jeśli to nie jest plotka dziennikarska i jeżeli taki złowrogi aparat został rzeczywiście wynaleziony, to wszystkie społeczeństwa powinny się sprzymierzyć, ażeby go do siebie nie dopuścić. Bo wyobraźmy sobie, jaki to straszny, niebywały, przewyższający największe rewolucje przewrót dokonałby się w stosunkach międzynarodowych, publicznych i prywatnych, gdyby jakimś ścisłym probierzem zaczęto wymierzać wszystkie umysły! Rada, jaką minister szwedzki Oxenstierna, dał swemu synowi, wybierającemu się w podróż po Europie: "Jedź i przekonaj się, jacy głupcy światem rządzą" - nie straciła dziś po 300 latach nic ze swej trafności. Patrząc zdala na rozmaitych monarchów, polityków, mężów stanu, prawodawców, rządzących losami narodów, trwamy ciągle w tern mniemaniu, że to są ludzie bardzo mądrzy. A gdy jakiś przypadek zdradza nam ich głupotę, jesteśmy zdumieni. Bo ktoby np. spodziewał się, że Lloyd George, który po ostatniej wojnie przerabiał Europę, niszczył stare i stwarzał nowe państwa, krajał ziemie i narody, skazywał jedne na śmieć lub chorobę, innym zapewniał zdrowie i życie, że ten wielki człowiek jest nieukiem, biorącym kraje za miasta i nie mającym żadnego pojęcia o sprawach i rzeczach, o których wyrokował w ostatniej instancji? Ktoby przypuścił, że niektórzy uczestnicy traktatu wersalskiego inaczejby głosowali, gdyby przedtem zaznajomili się z elementarnym podręcznikiem historji lub- geografji? Moglibyśmy jeszcze łudzić się, że tak nie jest, gdybyśmy u siebie nie oglądali podobnego widoku. Znaliśmy doskonale jakiegoś prostoducha, wiedzieliśmy, co on posiada w swej głowie, sądziliśmy, że ma odrobinę wiedzy, wystarczającą zaledwie do prowadzenia szkółki elementarnej, kancelarji pokątnego doradcy, tańców na balach, do pisania w urzędzie gminnym, ławnikowania w magistracie małomiejskim, nagle czytamy w gazetach, że ten mąż został wybrany posłem, mianowany naczelnikiem wydziału, dyrektorem departamentu, ministrem, przewodniczącym w komisji sejmowej, że jest prawodawcą lub dygnitarzem władzy wykonawczej, że wydaje ustawy dla całego narodu i nim rządzi. Wtedy mówimy sobie: jeżeli ignorant może być sternikiem tak olbrzymiego okrętu, jakim jest W. Brytania, to tembardziej może być sternikiem tak małej motorówki, jaką jest Polska. Ale to zrozumienie wcale nie zmniejsza szkodliwości aparatu do mierzenia inteligencji. Gdybyśmy żebraka odziali płaszczem monarszym, po pewnym czasie zapomnielibyśmy, że pod jego purą kryją się łachmany, podobnie gdy jakiegoś prostoducha umysłowego wprowadzimy na wysokie stanowisko, zapominamy, gdzie on był i być powinien. Gotowi jesteśmy nawet uwierzyć, że jest "właściwym mężem na właściwem miejscu". Tymczasem, gdyby wprowadzony został przyrząd Biskiego i gdyby według niego prawodawca i rządca kraju otrzymywał wskaźnik swej inteligencji- a jeszcze z obowiązkiem okazywania go odpowiednim znakiem na kołnierzu lub czapce, - nastąpiłby tak gwałtowny przełom w pojęciach, takie przesunięcie się znaczeń "personalnych", że nasz świat znowu przewróciłby się górą na dół. Wtedy nieraz kłanialibyśmy się uniżenie kancelistom lub woźnym, a lekceważyli dy- rektorów i posłów. Czy państwo mogłoby istnieć przy takim zamęcie, przy takiem "zrewidowaniu" opinji publicznej, przy takiem "zlikwidowaniu" dostojeństw, przy takiem "podkreśleniu" wartości upośledzonych rozumów?
Miejmy jednak nadzieję, że to złe nas ominie - i cieszmy się tern, co jest. Skutkiem wielkich ciężarów, "zdobyczy społecznych", których nasza produkcja dźwignąć nie chce lub nie może, pomnożyła się armja bezrobotnych. My znamy na to tylko jeden ratunek: kilku rotom dać jakieś krótkotrwałe, często nienajpilniejsze zajęcie, a resztę żywić na koszt państwa lub gmin miejskich. Nakreślmy tło dla tego obrazu. Oprócz kilku szos, kfóre zbudowali Moskale lub Niemcy, Polska posiada tylko drogi naturalne, straszne, przysłowiowe w całej Europie, na których niszczą się sprzężaje ludności ku wielkiej szkodzie i wstydowi społeczeństwa. Dwa psy mogą więcej uciągnąć w Niemczech, niż para koni po naszych błotach, kałużach i wybojach. Gdy Niemcy weszli do nas, przedewszystkiem zajęli się biciem lub naprawą dróg, pozostawiając nam po sobie jedyną dobrą pamiątkę i wzór, którego naśladować nie mogliśmy. Ile razy ta sprawa zostanie wywleczona z zapomnienia i zaniedbania, zawsze bywa skazywana na dalszy wieczny odpoczynek z nadmienieniem, że nie posiadamy dla niej potrzebnych środków. A nie posiadamy ich przez cały czas istnienia Polski i tylko my jedni w całym cywilizowanym świecie, my najwięksi jego zbytkownicy i marnotrawcy. Wolimy tracić ogromne sumy na zapomogi dla niepracujących, niż dać im pracę z korzyścią dla kraju. Gdybyśmy te fundusze zużyli na tworzenie dobrych dróg i gdybyśmy do tego przedsięwzięcia pociągnęli obowiązkowo gminy wiejskie i miejskie bądź w osobnych składkach, bądź w robotach, nie mielibyśmy armji bezrobotnych, a natomiast mielibyśmy drogi bite. Ze to jest przedsięwzięcie wykonalne, dowodem już nietylko przykłady zagraniczne, ale nawet miejscowe czyny paru energicznych starostów, którzy w obrębie swojej władzy i wpływu pogryźli te twarde orzechy, na których my boimy się połamać spróchniałych zębów. A nie jest to jedyne pole zaniedbane, które mogłoby być płodnem. Corocznie gazety donoszą o strasznych klęskach powodzi. Już zaczęły się te skargi. Dopływy Narwi grożą zalewem 20,000 morgów łąk i zniszczeniem 40,000 wozów siana. Ponieważ wylewy niektórych rzek rozszerzają się na pograniczne obszary niemieckie, przeto prusacy wystąpili z propozycją, że oni nam łożyska tych wód uregulują, jeżeli otrzymają na to pozwolenie. Ile w tej propozycji tkwi sromoty dla nas!
Podczas gdy daremnie czekają na podjęcie i szybkie rozwiązanie sprawy i zadania gospodarcze wielkiej wagi dla narodu, my ciągle układamy sobie proporcje algebraiczne z P. P. S., Ch. D., N. P. R., Z. L. N.. P. S. L. i t. d., z których nic nie wypada, oprócz formuł na usypywanie gór, rodzących myszy. Dziwimy się i gniewamy na uprzejmość Ligi Narodów względem Niemiec, sprawców wielkej wojny i obecnej niedoli świata. Jest to widok wstrętny, ale jakże pouczający! Jest to uznanie, szacunek dla narodu, który pracuje, oszczędza, doskonale gospodarzy i przez to stanowi potęgę. Czy świat ma czcić nasze próżniactwo, marnotrawstwo, ograbianie majątku państwowego, bezprawie, rozstrój, podnoszenie na szczyty społeczne ciemnoty, chamstwa i pasorzytnictwa? Co pewien czas wsuwają się do nas tajemnie lub jawnie wywiadowcy amerykańscy, badający warunki bezpieczeństwa dla pożyczek, i rozejrzawszy się w naszych stosunkach i urządzeniach, wyjeżdżają, zawożąc do swych krajów ostrzeżenie: Polska jest ciągle w stanie płynnym a po części gazowym; w niej kapitał obcy nie ma jeszcze trwałego oparcia. I my chcemy, żeby nas ceniono? Tego kredytu materjalnego i moralnego nie zdobędzie wilkołak polityczny - kapitalistyczno- komunistyczno-socjalistyczno-biurokratyczno-próżnujący, wielkie drzewo z podciętemi korzeniami, z obdartą korą, z objedzonemi pędami i liśćmi przez najrozmaitsze robactwo. My chcemy, ażeby Niemcy nie grozili nam rozbiorem i zaborem, ażeby Europa uznała w nas mocarstwo, zdolne wywrzeć wpływ na jej losy, kiedy b. naczelnik państwa, obdarzony najwyższą godnością, wojskową, w listach publicznych lży generałów w czynnej służbie i zniesławia całą organizację armji, kiedy dzięki tym wichrzeniom objawia się w niej taki rozstrój, że oficerowie skarżą się na niemożność zapanowania nad niekarnością żołnierzy? My chcemy być wielkie m państwem, kiedy part je rozkładowe gotowe są raczej narazić je na zgubę, niż zrobić najmniejsze ustępstwo ze swych zdobyczy i roszczeń, kiedy cały naród zdaje się wołać ratunku i wzywać jakiegoś wszechwładnego zbawcę?
Spójrzmy w rzeczywistość.

0 komentarze:

Prześlij komentarz