Stany Zjednoczone są wielkim i okrutnie różnorodnym krajem. Można nawet podkreślić, że to kraina imigrantów. To banał, prawda? Wiedzą o tym wszyscy, którzy w bólach przebrnęli przez podstawówkę, albo oglądają produkty Hollywoodu. Do USA ciągnął swego czasu niemal cały świat. Dziś sprawa wygląda ciut inaczej. Dalej Stany przyciągają ludzi, ale ziemią obiecaną pozostały właściwie tylko dla Latynosów. Jest ich już tak dużo, że część z nich radzi sobie całkiem dobrze bez znajomości języka angielskiego. Nie wiem, czy wypada mi się dziwić, bo ponoć i wśród Polonii zdarzają się jeszcze ludzie, którzy są z językiem urzędowym mocno na bakier. O co jednak chodzi?
Ano kilkaset lat temu taką ziemią obiecaną była Rzeczpospoita Obojga Narodów. Migrowali tu Niemcy, Holendrzy, Francuzi, Skandynawowie, Ormianie i wiele innych nacji, a przede wszystkim Żydzi. Stanisław Pieńkowski podkreślał, że w początkach dwudziestego wieku w średnim miasteczku za kordonem, dokąd urzędnicy carscy wysiedlili Żydów, było ich tylu co w całej Francji. Oni również, podobnie jak obecnie Latynosi w USA, nie znali języka. Jeśli już, to jak mówił Stanisław Lem o sposobie wysławiania się jednej z koleżanek z medycyny, strasznie żydłaczyli.
Najczęstrzym zajęciem Żydów w takich miasteczkach i okolicznych wioskach był handel, rzemiosło i lichwa. Funkcjonowała również grupa zajmująca się pracą na roli, jednak nie była ona zbyt liczna. Dziś zahaczę o rzemieślników.
Poniżej znajdziecie fragment wspomnień przywołanego w poprzednim tekście Ferdynanda Kurasia, którego rodzice oddali na naukę zawodu do szewca. Okoliczności spowodowały, że trafił do zakładu prowadzony przez Żyda. Żyda, który miał w okolicy markę rzetelnego rzemieślnika. Nie przedłużając, oddam głos samemu Kurasiowi (rzecz jasna pisownia stosowana w okresie spisywania wspomnień):
"Po czterech latach nauki szewstwa zostałem nareszcie wyzwolony. Majster chciał koniecznie zatrzymać mię nadal u siebie jako czeladnika, przyrzekając dać mi wszelkie wygody i dobrą pracę, wszelkie jednak propozycje jego z miejsca odrzuciłem. W terminie tym nabyłem sporo doświadczenia; poznałem wiele dodatnich stron u żydów pod względem współżycia, oszczędności, zabiegliwości, trzeźwości i ścisłego przestrzegania przepisów swego zakonu, lecz bez porównania więcej stron ujemnych psychologji duszy żydowskiej w odniesieniu do chrześcijan. Nacierpiałem się dużo, i gdyby to ode mnie było zależało, już po paru dniach byłbym uciekł stamtąd. Ale poza prawomocnym kontraktem trzymała mię tam zawsze święta dla mnie wola rodziców. I obowiązek sumienia nakazuje mi ostrzec ogół ludności chrześcijańskiej, ażeby - jeżeli już koniecznie do żyda iść musi - w załatwianiu z żydami interesów była ostrożną, a jako, jaskrawy przykład szkodzenia na mieniu ludności chrześcijańskiej przez żydów, choćby nawet mających opinję "rzetelnych" - a taką właśnie opinją cieszył się mój majster, - niech posłuży fakt, jakiego niejednokrotnie niespodziewanym byłem świadkiem.
Zdarzało się bardzo często, że ktoś z chrześcijan kupił w składzie nowe, przez spółkę chrześcijańskich szewców zrobione buty i z temi butami udawał się do żyda, u którego terminowałem, celem uzupełnienia jakichś drobnych braków, jak ujęcia lub dodania obcasów, ukucia podkówkami lub sztyftami, wyprawienia cholew w regularne karby, wytarcia wewnątrz buta kołków i t.p., - wtedy wymawiali się zazwyczaj żydzi chwilowym brakiem czasu, polecając interesowanemu buty zostawić, a za pewien czas przyjść po nie.
A skore interesowany oddalił się, wyprawiano i mnie z izby za jakimś drobnym sprawunkiem. Wyszedłem więc, ale, że miałem ich w podejrzeniu, z ukrycia za drzwiami śledziłem bacznie, co też oni robić będą. A rzetelni żydkowie w przekonaniu, że pozbyli się niewygodnego świadka, zabierali się wtedy do wykonania ulubionego procederu, na tem polegającego, że w przyszwę buta w tem miejscu, gdzie z podeszwą się schodzi - a więc w miejsce niedostrzegalne - zapuszczano ostry koniec noża i - nacinano... Rzecz zrozumiała, że tak operowana przyszwa rychło pęknąć musiała, a naiwny, w tak zbrodniczy sposób poszkodowany człowiek tracił zaufanie do majstrów chrześcijańskich i szedł do żydów. To znów bywało, że ktoś przyniósł kupioną przez siebie skórę podeszwianą i buty celem podzelowania, a skoro oddalił się, żydkowie skórę tę świadomie a niemiłosiernie rozklepywali na kamieniu, waląc młotkiem jak kowal w rozżarzone żelazo na kowadle, skutkiem czego zelówka prędko się zdarła.
Stara to prawda, że społeczność żydowską cechuje wrodzone, czy, jak chcą inni, rasowe - oględnie się wyrażając - uprzedzenie do chrześcijan, a przedewszystkiem do Polaków. I śmieszną jest naiwnością rozprawiać o "asymilacji" żydów; ci zaś publicyści, którzy do tego ulubionego tematu ciągle wracają, popełniają najkapitalniejsze absurdum.
Czyż tyluwiekowe z nami na naszej ziemi żydów pożycie niczego nas nie nauczyło? Zabór większych własności ziemskich, zlicytowanie tysięcy chłopskich posiadłości, rozpojenie i demoralizacja chłopstwa i mieszczaństwa, a miejscami nawet zupełne wytępienie tego ostatniego; opanowanie handlu, przemysłu i wszelkich zyskownych przedsiębiorstw w naszym kraju, lupanary i szerząca się stąd moralna i fizyczna deprawacja; handel "żywym towarem" itd. itd. - czy to nic? A jak osądzić to ustawiczne oczernianie nas przez żydów w prasie zagranicznej, urabianie tam najgorszej o nas opinji, szkodzenie nam w sprawach międzynarodowych? Zaiste wielką prawdę powiedział poeta:
"Krzyczymy, że nam Polskę wzięIi Rusy, Prusy
I wstręt do nich czujemy za to z całej duszy,
A dziś. gdy nam ojczyznę rozbierają żydzi,
To mało kto z Polaków czuje to i widzi".

0 komentarze:
Prześlij komentarz