Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

piątek, 11 grudnia 2020

Wściekła Julianna

grudnia 11, 2020 Posted by Onufry Okowita , , , , No comments

Wpadłem ostatnio na tłiterze na wynurzenia pewnej postaci, której płeć można było, stosunkowo niedawno, dość łatwo ustalić. Wnosząc po wysokości głosu, ubiorze i dwóch krągłościach rysujących się pod bluzką można było zaryzykować twierdzenie, że to kobieta. Dziś namnożyło się wiele osobopostaci binarno/niebinarnych, więc... Na potrzeby niniejszego tekściku nazwę ją Julianną.
Otóż Julianna na popularnym chińskim portalu społecznościowym zabrała głos w sprawie opodatkowania prostytucji i wiary. Dość osobliwy głos. O ile mnie pamięć nie myli, to nawet podczas służby wojskowej nie było w nas, młodych i naładowanych testosteronem samczykach, tyle agresji. Zaś język również jakby ciut mniej obfitował w wulgaryzmy (filmik na końcu tekstu).
Dlaczego się nad tym zatrzymałem? Z jednego w zasadzie powodu. Co się u diabła porobiło z tym światem? Gdzie się pochowały kobiety? Gdzie się schowali mężczyźni? Stary widać jestem, bo odczytując hasła wypisane na transparentach i tabliczkach trzymanych w dłoniach osób o zewnętrznych atrybutach kobiet na „Strajkach”, robi mi się niedobrze...

„Został tylko anal? Co się z wami stało? To już zwyczajnych prezerwatyw nie można kupić? Może to jest właśnie problem? Wydać te kilkanaście złotych na gumki... Lepiej jechać na żywca, bo nie wiadomo kiedy chuć trafi! Życie jak w filmie porno! Paradne! A gdy pojawi się niewykształcone jeszcze życie, niech lekarze skrobią za darmochę? Bo nie wierzę, że organizatorom i organizatorkom chodziło o to co deklarowały w oficjalnych gadkach. Powtarzam! Osobom organizującym protesty!
I odszedłem od tematu. Gdy oglądałem wspomniane wynurzenia Julianny, przypomniał mi się wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zatytułowany „Branka”:

Dawniej, piękna dziewczyno, byłaś łupem wojny;
Branką, zdobyczną różą dla sułtana w darze,
Napastowanych włości najcenniejszym skarbem,
Unoszonym w objęciach, przed sobą, na siodle,
Pod promieniami Wenus, gwiazdy polubownej -
W brutalnym, wrogim hołdzie, piękności złożonym.

Dzisiaj skrzydlaty człowiek, gryf o ludzkiej twarzy,
Przelatując nad tobą gardzi twym urokiem:
Pragnie cię tylko zabić, zabić i nic więcej,
Gdyż ma serce z metalu i płonie ku tobie
I twoim rówieśnicom, biegnącym przez łąki,
Ogniem salwy stokrotnej i żądzą celności...

Nie jestem polonistą, więc mogę jedynie przypuszczać, że wiersz powstał podczas ostatniej ogólnoświatowej wojny, kiedy niemieccy piloci, we wrześniu 1939 r., w swoich sztukasach urządzali regularne polowania na ludzi. I wtedy tych na ziemi, uciekających przed pociskami wystrzeliwanych z niemieckich karabinów, opanowywał prawdziwy strach. Nie taki jak poniżej.

I obyśmy nigdy więcej tego prawdziwego strachu nie zaznali!

0 komentarze:

Prześlij komentarz