Dlaczego tak się czepiam lubelskiej inteligencji? Przecież bez wątpienia w innych miastach uniwersyteckich nie jest wcale wiele lepiej. Pewnie to i racja, ale podczas tych kilku konferencji, na które udało mi się pojechać, nie poznałem zbyt dobrze środowiska. Wymieńmy zatem: Zakopane, Malinowska Wólka w Górach Świętokrzyskich, Międzyzdroje, Białowieża, Toruń, Lublin i niemal Elbląg oraz znowu Zakopane. Niemal, bo w końcu do Elbląga pojechał sam tekst, zaś do Zakopanego nie chciało mi się samemu jechać. A poza tym zrobiło mi się najpierw głupio a potem się wkur...łem. Kierownictwo Instytutu nakłaniało podczas każdego zebrania, żeby jeździć z referatami, że kasa się znajdzie, ze trzeba prestiż budować. Na to my, w miarę młodzi panowie magistrowie, z miłą chęcią pisaliśmy i jazda. Ale do czasu. Po owocnym wyjeździe do Międzyzdrojów, gdzie we czwórkę wygłosiliśmy pięć referatów usłyszeliśmy syczenie. Z "szanownych" doktorskich a zarazem kobiecych usteczek wydobywało się:
- Ssssss, po cssso oni tam jesssżdżą? Zsssswiedzać tylko zsssa instytutowe pieniądzssse! Wczassssy ssssobie robią!
"Ot hipokryzja!" pomyślałem. Jak tak to się walcie. Przyszło mi jednak na myśl postępowanie czołowej judzicielki. Dr Kolczyńska to bardzo ciekawy egzemplarz. "Przebogata" lista publikacji;) "Mnóstwo" konferencji w ciągu prawie dwudziestu lat pracy;) I te zakulisowe rozgrywki. Niezapomniane! Przyszła kiedyś do młodego pracownika, który pracował niecały rok i:
- Pan mi położy parkiet panie G. - prawie mu szczęka wyskoczyła. Znał na szczęście specjalistę. Dał jej numer. A ta po wykonaniu usługi mówi, że po znajomości to musi być taniej. Kicha totalna. A jako, że jednak nie było taniej to zagięła parol na młodego pracownika. Szkoda słów.
Inny egzemplarz. Dr hab. Trojan. Matematyk i informatyk. Posiedział taki trochę przed nowym komputerem i zaraz konieczne było uruchomienie pakietu narzędzi do Windowsa, bo zaczynał strasznie mulić. Na konferencji w Zakopanym mówi:
- Idźcie chłopcy tańczyć. Jak potańczycie ze swoimi przyszłymi recenzentkami, to będziecie mieć z górki.
Łaskawca. Musiałbym chyba pół litra obalić, żeby poczuć rytm w drętwej muzie, a drugie pół na przełamanie oporu i poproszenie w tan kobiety dwa razy starszej. Wracamy z Zakopanego prywatnym samochodem a nasz szef zaopatrzony odpowiednio łoi kolejne browarki. Już za Wisłą minął nas dość szybko samochód. Po kilku minutach blokada. To samo auto rozbite. Gliny wstrzymały ruch a trojan wyłazi z samochodu, podchodzi do gliniarza z puszką w dłoni i pyta:
- Panie, czego stoimy?
Kolejny ciekawy typ to wspomniany w którymś poprzednim wpisie dr hab. Slip pseudo Gnida. Powstawał właśnie Instytut. Przyszedł dziekan i w jego obecności odbyły się pierwsze tajne wybory. Kandydatami byli prof. Trolczyk i dr hab. Ujda. Dr Slip siedział koło mnie. Głosy oddawaliśmy na karteczkach wpisując nazwisko popieranego kandydata. Zanim zacząłem pisać doszło mnie jego seplenienie:
- Jak zagłosujecie na Ujdę to macie przejebane.
Tak się zachowuje przyszły profesor? Kampania wyborcza cudowna tak, że niemal idealna! Oczywiście olałem gościa. Potem tajne głosy wyciekły i nie odezwał się do mnie do końca swojej pracy w Instytucie. I judził, podburzał. Takich przykładów można znaleźć o wiele więcej. Na razie od tego odpocznę, bo wspominać hadko!
Miło poczytać o swoich byłych wykładowcach :) Dlaczego tak późno?!
OdpowiedzUsuńrzeczywiście, ciekawy post:)
OdpowiedzUsuńPóźno? Toż nie było 20 przecież jak do wrzuciłem:)
OdpowiedzUsuńMyślący, słuchający i obserwujący część tych rozgrywek zauważali. Widać było kto z kim trzyma, a kto trzyma się z daleka. Wiadome były sytuacje, że jak podpadniesz jednej osobie to tak jakbyś podpadł wszystkim z danej grupy. Najlepiej było tym co się potrafili zlepić z tłem i nie wyróżniać. Szkoda, że ja zawsze byłam do tego za jaskrawa.
OdpowiedzUsuńTrojan nie lubił kobiet, a zwłaszcza już tych, które były albo zbyt harde, albo za bardzo wystraszone i nie używające mózgu.
OdpowiedzUsuńU Gnidy wszystko zależało od szczęścia. Nigdy nie zapomnę egzaminu z pierwszego roku.
Ujda zawsze była zbyt zaganiana by zająć się studentami jak trzeba.
Gnom-Wilkołak był szowinistą, który zawsze uważał, że miejsce kobiet jest przy garach, że kobieta powinna umieć tylko sprzątać gotować i rozłożyć nogi- do tego została stworzona.
Don Arrturo - encyklopedia wiedzy i pasjonat. Wymagający, ale sprwiedliwy.
Reszta jakoś nie wyróżniała się zbytnim wredoctwem, albo w ogóle się nie wyróżniała. Jedni potrafili zarazić swoją pasją, jak Anita dwóch nazwisk, inni całkiem zniechęcić, jak Goryczka vel "Białe Rajstopki do włochatych nóg". Różnie było, ale nadal się pamięta...
Muszę dodać do swojej pisaniny, że niektórzy z opisywanego Instytutu byli najzwyczajniej ludzcy. Artura ceniłem i cenię najbardziej. Natomiast nie zamierzam nikogo wkładać do szufladek z określonymi napisami. Opisuję to, co zapamiętałem. Czasem niedokładnie, bo niestety nie mam fotograficznej pamięci.
OdpowiedzUsuń