Jeśli ktoś uważa domysły, próby przewidzenia przyszłości bez wróżenia w fusach i futurologię za głupotę, niech nie traci czasu i nie czyta tego posta. W ostatnim poście zadałem pytanie czy biurokraci chcą wykończyć książkę. Zadaje się, że nie odpowiedziałem. Zatem... Nie, całkowicie wykończyć jej nie chcą, ale osłabić ją jak tylko można, to i owszem. Robią to na z poduszczenia swoich mocodawców, którzy nie potrzebują wśród podlegających im mas osób myślących prawdziwie samodzielnie. Władza wybrana w "demokratycznych" wyborach będzie wprowadzać podatki, akcyzy i inne, tym razem ukryte, opłaty po to aby wyeliminować wydawnictwa, w których ukazują się nieprawomyślne książki. Oficjalnie nie ma przecież cenzury (wyjąwszy zakazu promowania treści faszystowskich i komunistycznych). Dowalenie kolejnymi opłatami w oficyny, które i tak ledwo trzymają się na rynku, powoduje że problem z nieprawomyślnymi wydawnictwami sam się rozwiąże. Wprawdzie desperaci optujący za samodzielnym myśleniem mogą wykorzystywać internet do rozprzestrzeniania swych poglądów, ale o wiele łatwiej namierzyć podłączony do sieci komputer niż wolnościowca płacącego gotówką za papierową książkę. Wystarczy zerknąć na rosnącą liczbę zdygitalizowanych książek znajdujących się na serwerach uniwersyteckich bibliotek. Korzystając z lenistwa studenta i tego, że chce on mieć natychmiast to co kazali mu przygotować, biblioteki będą dygitalizować coraz więcej. Z upływem czasu zamkną swoje serwery dla własnych studentów, natomiast reszta społeczeństwa będzie musiała płacić za dostęp. Darmowe będą ramotki, do których wygasły prawa autorskie. Decydenci uważnie obserwują projekt Google, który w swej istocie jest niesamowicie inwazyjny. Jego autorzy zapewne dążą do pozycji, jaką swego czasu osiągnęła biblioteka w Aleksandrii. Ptolemeusze wykorzystywali to znakomicie. Wystarczy wyobrazić sobie tych wszystkich spragnionych wiedzy ciągnących tygodniami do źródła wiedzy i zostawiających ciężki szmal w hotelach, jadłodajniach, burdelach itp. Dzisiaj Google pokazuje całkiem spory kawałek książki za darmo, ale gdy chcesz ją przeczytać w całości bez biegania po bibliotekach to bul cwaniaczku. W końcu kto ma informację, ten ma władzę.
Na zakończenie odsyłam do tekstu Richarda Stallmana traktującego o prawie do czytania.
0 komentarze:
Prześlij komentarz