Oprócz wydawania wrzasków i tupania nogami przeciw ACTA warto przyjrzeć się argumentacji zwolenników zaostrzenia kursu w stosunku do czytaczy książek w wersji elektronicznej, słuchaczy muzyki ściągniętej z pominięciem wytwórni czy sklepów online oraz oglądaczy filmów i seriali z licznych serwisów. Chyba we wczorajszych Faktach na TVN podano przykład nowego filmu Agnieszki Holland. Podkreślono, że w niemal w momencie pokazania się "W ciemności" w kinach można go było ściągnąć czy obejrzeć online. I dziennikarze pokrzykiwali, że twórcy i aktorzy stracą przez to sporo szmalu. W pewnym stopniu mają rację. Jest dość liczna grupa oglądaczy, którzy nie lubią wydawać, skoro można obejrzeć nowość za darmo. Pamiętam, że w czasach mojego szczeniactwa była moda na oglądanie nowości z kaset wideo. Ktoś nagrywał w kinie i kopiował to na kasety, potem następowała akcja kumpel kumplowi i kaseta docierała na prowincję, czyli do Świdnika. W ten sposób zdobyłem Terminatora 2. Niewyraźny i czarno biały był, ale za friko. Jakiś czas później pojawił się w kinie Lot do którego zresztą również się udałem. Obecnie coraz częściej oczekiwane filmy pojawiają się w kinach niemal jednocześnie na całym świecie. W związku z tym coraz ciężej tłumaczyć, że nie mogłem się doczekać tego filmu w kinie i musiałem obejrzeć go na kompie. W moim przypadku mogą nastąpić dwa scenariusze. Jeśli bardzo chcę obejrzeć film na dużym ekranie idę na poranny seans, bo jest wtedy mało ludzi i niemal nie ma tych cholernych pożeraczy popcornu. Owi pożeracze są główną przyczyną tego, że do kina wybieram się stosunkowo rzadko. Chrupią, ciamkają, siorpią i przede wszystkim wkurwi...ją i przeszkadzają w odbiorze. Gdy film spodobał się odpalałem pecetowiec i z przyjemnością oglądałem film drugi raz. Tym bardziej, że nie ma w okolicy popkornowców - popkulturowców.
Często jednak w polskich kinach nie ma możliwości obejrzenia filmu tylko z racji tego, że nakręcono go w Chinach, Japonii, Korei czy Tajlandii. A że bardzo lubię tamtejsze kino więc sorry wielki obrońco praw autorskich Gutku. Pecetowiec rulez.
Podobnie rzecz się ma z muzyką. To co można kupić na płytach w Polsce i nie zrujnować się na kosztach przesyłki ze Stanów, jest kroplą w morzu. Od kilku lat jestem miłośnikiem muzyki klasycznej. Ogromna większość takiej muzy została wydana na rynek amerykański i tutaj tego nie uświadczysz. Gdyby nie sieci p2p nie mógłbym posłuchać klasyków opery śpiewających i nagrywających w początkowym okresie fonografii. Część z nich zamierzam kiedyś kupić, część nie bo ich jakość odstrasza.
I wreszcie książki. Czytanie ich na monitorze jest co najmniej niewygodne, ale nie stanowi wielkiej przeszkody dla miłośnika. Książki ściągnięte traktuję jak te wypożyczone z biblioteki. Czytam i wywalam z dysku. Często kupuję to co już przeczytałem. Dobremu pisarzowi warto zmniejszyć liczbę książek zwracanych do wydawcy. Kiepskiego trzeba napiętnować i ostrzec innych przed badziewiem, patrz tutaj
Podsumowując wielkość strat, które osiągnął rynek filmowy i muzyczny jest według "ekspertów" przerażająca. Moim zdaniem to bzdura. Ci, którzy nie mają ochoty pójść do kina, nawet gdyby nie mogli obejrzeć w sieci niczego, to do tego kina nie pójdą i nie nabiją kabz przemysłu filmowego. Podobnie rzecz się ma z rynkiem muzycznym i książkowym. Więc panowie "eksperci" i powtarzający za nimi dziennikarze pieprznijcie sobie czasem baranka o ścianę. Ku zdrowotności pieprznijcie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz