Nie mam pojęcia co ma w sobie muzyka skomponowana przez Kitaro, że niemal natychmiast uspokaja. A chwilkę później rozbudza wspomnienia z gatunku najbardziej melancholijnych. Myśli szybują do spraw wydawałoby się zamkniętych i zastanawiam się nad zaprzepaszczonymi możliwościami. Wiem doskonale, że zastanawianie się nad tym co by było gdyby - jest, jak to określił George R. R. Martin, gwałtem zadanym przeszłości. Niemniej nie mogę się przed tym powstrzymać. Najbardziej bolą decyzje odwrócenia się od nielicznych kobiet, które deklarowały gotowość podjęcia ryzyka zbliżenia się do mnie. Nie byłem w stanie tego zrozumieć. Dalej nie rozumiem, choć wkroczyłem już w wiek średni. Wprawdzie nic z tego zadumania nie przychodzi, ale wywołuje ono pewne katharsis. Zyskam na jakiś czas spokój ducha.
Aż znowu zatęsknię do muzyki Kitaro i powrócą chmurne myśli. Nic nie pomoże świadomość, że przecież nie jestem w stanie znieść zbyt długiego przebywania w towarzystwie. Więc bez wątpienia również kobieta poskramiająca moją samotność zaczęłaby irytować. Irytacja zaś zawsze wygrywała z potrzebą bliskości, ba nawet pożądanie nie było w stanie jej okiełzać na dłuższą chwilę. Co mi jest?
Aj, chyba pora wyciszyć Kitaro.
0 komentarze:
Prześlij komentarz