Rosomak. Zwierz nadzwyczaj zajadły z zębiskami okrutnie ostrymi. Ci, którzy są w mackach kultury popularnej znają innego rosomaka. Goją się na nim wszelkie rany a z zaciśniętych pięści wysuwają mu się szpony z adamantium. Do owych groźnych stworzeń miał nawiązać transporter opancerzony, zamówiony swego czasu przez naszą armię. Przetarg wygrała fińska firma. Dziwne to. Dziwne bo oddali nam pojazd z rozlicznymi wadami, a decydenci wojskowi bili się po kolanach i pohukiwali z radości. Ciekawe tylko czy owa radość nie odnosiła się do niedawno spuchniętych portfeli.
Nic by pewnie z tego nie wynikło. Rosomaki śmigałyby po poligonach, pokazywałyby się na targach zbrojeniowych gdyby nie jeden drobniutki fakt.
Wielcy w swej mądrości i chęci przypodobania się amerykańskim mocodawcom, ówcześni przewodnicy narodu postanowili wysłać naszych mołojców do Afganistanu. Z uzbrojeniem i ubiorem odziedziczonym po PRL, ewentualnie trochę zmodyfikowanym, nasi mołojcy wyglądali zabawnie przy Amerykanach czy Brytyjczykach. Kupiono zatem Rosomaki i wysłano je do Afganistanu. Po drodze trzeba było zwiększyć ochronę przed minami i przymocować jakieś wieżyczki, bo i ich nie było. Efekt? Znikomy.
60 Rosomaków rdzewieje sobie na parkingach mimo tego, że 8 powinno już być w Afganistanie. Powód prozaiczny. Komuś znowu pokazało się dno w sakiewce. Dlatego znaleziono nieistniejącą wadę w używanych do niedawna sygnalizatorach służących do wykrywania skażeń chemicznych i promieniotwórczych. Według Andrzeja Rozenka "sprawdzony i funkcjonujący od lat w Wojsku Polskim sygnalizator nosi nazwę CHERDES i jest produkowany przez prywatną firmę Pimco z Warszawy. (...) W 2010 r. MON zaczęło kręcić nosem. Po 4 latach niezawodnego funkcjonowania nagle zaczeły się niespodziewane, niewystępujące wcześniej awarie systemu CHERDES." Prezesom Pimco Służba Kontrwywiadu Wojskowego ufundowała kilka atrakcji z wizytami o 6.00 i przeszukiwaniem domów i pomieszczeń firmowych na czele. Niewiarygodne ale nikomu nie zależało na wyjaśnieniu dlaczego szwankuje sprawdzony system. Według Rozenka "przyczyną awarii było użycie do mycia Rosomaków myjek wysokociśnieniowych, których strumień musiał być precyzyjnie kierowany w niewielkie otwory zewnętrznych czujników systemu."
Obecnie w Rosomakach zamontowany jest system sygnalizacji skażeń TAFIOS mocno promowany przez MON. A Rosomaki nie popłynęły do Afganistanu bo system ów nie przeszedł testów. Kolejna zagadka nie do rozwiązania.
Opisana sprawa to jedna z wielu, o których wiedział i wielokrotnie sygnalizował kręgom dowódczym płk Przybył. Nie robiono nic aby naprawić rozliczne chryje i nieprawidłowości jakie dzieją się w najlepsze w naszej armii. Krzyk protestu pułkownika Przybyła zapewne okaże się samobójem. Syf zostanie tylko staranniej zamieciony pod dywan, a uwaga mediów skupi się (co już się dzieje) na samym poszkodowanym i sprawie dalszej niezależności prokuratury wojskowej. Tfu!
0 komentarze:
Prześlij komentarz