No tak. Jak piszę o tym jaki to infantylny jestem, to ooo ciekawe - trza poczytać. A jak wytykam, że oglądacie badziew, to nie paczycie(no uogólniam rzecz jasna odrobinę). Nie obrażam się. Skoro i tak nie będziecie tego czytać to dołożę Wam jeszcze :D I nie tylko Wam :D
Zdaję sobie sprawę z tego, że oglądanie ambitnych programów jest dziś niezbyt popularne. Samo przyjmowanie wiedzy jest strasznym wysiłkiem i przekracza możliwości ponad 70 proc. studentów. No wiem, że są w stanie wykonać kilka razy w semestrze wykonać operację 4Z (zakuć, zdać, zapić, zapomnieć), ale na dłuższą metę po studiach młody człowiek wychodzi kiepsko opity wiedzą. Wódą i browcami o wiele więcej, ale takie są prawa żaków. No tak, wiem studia są mało ciekawe. To nie był ten wymarzony kierunek studiów. Prowadzący nudzili maksymalnie. W ogóle bez sensu to wszystko. Tak. Wszystko prawda, ale...
Czy student nie wiedział na jakie studia papiery złożył? Skoro była nuda, to dlaczego nie zmienił kierunku? Zapewniam te 70 proc., że nawet jakbyś studencie poszedł na te wymarzone studia i gdyby prowadzący na uszach stawali i tak wyniósłbyś z wyższej edukacji bardzo maluśko wiedzy. Jeśli przesadzam to wyprowadź mnie z błędu. Czekam! Ale z sensem, bo głupot nie będę czytał, tak jak ich nie oglądam.
Zapomniałem wczoraj dodać, że do owych wrzeszczących programów, którymi to pasjonuję się cała kupa popkultórowców dołączyły inne przeniesione niemal żywcem z amerykańskiej telewizji. Sędzia Anna Maria Wesołowska i Sąd Rodzinny obserwowały z zapartym tchem przez gospodynie domowe. I łapały się co chwila z przejęciem za usta. Ale widać dostarczał zbyt mało emocji po pojawiły się cuda w stylu Ukrytej Prawdy. Tu producenci poszli na całość, a oglądający mogą wprost pławić się w syfie wyciąganym przez kamery. Siła tych programów jest ogromna. Obserwuję czasem mamę, która nie może odpuścić żadnego odcinka. Przypuszczam, że podobnie do innych oglądających ma satysfakcję. "Moje życie nie było wcale takie ciężkie" - myślą sobie. Albo: "Nie jestem sam, inni też mają przesrane". A producenci zrobią wszystko, żeby przyciągnąć widza. Jak duży jest procent osób legitymujących się wyższym wykształceniem pośród oglądaczy programów wrzeszcząco - piszczących i dołujących? Jeśli macie dane na ten temat chętnie je poznam i najwyżej odszczekam to co mi chodzi po głowie.
Gdy rozpocząłem pracę na UMCS rozmawiałem z pewną panią doktor specjalizującą się w bibliografii, która ze swadą opowiadała o pierwszej edycji Big Brothera. Wprawdzie utwierdzałem ją (o ja niedobry), że oglądanie tego typu programów wcale nie jest złe, ale... Hmmm wiedziałem swoje. Zresztą całkiem niedawno obserwowałem pewną panią prawnik, która w sobotni wieczór wgapiała się w Wojewódzkiego oceniającego wrzaskunów pragnących sławy i kasy, potem przełączyła na chórki, a następnego dnia śledziła powtórkę pląsających przed gościem w śmiesznej czapeczce. Ale czy oglądanie programów tego typu jest złe? Nie, one po prostu odmóżdżają!
A swoją drogą mówiłem Wam, że jestem dziwakiem?
0 komentarze:
Prześlij komentarz