Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

wtorek, 20 marca 2012

A gdzie kultura?

marca 20, 2012 Posted by Onufry Okowita , , No comments

W ostatnim Tygodniku Powszechnym Bartosz Staszczyszyn opisał sposób w jaki kultura wysoka ustępuje miejsca w telewizji kulturze masowej. Autor pomijając milczeniem filmy położył nacisk na programy telewizyjne. Żali się, że w szklanym okienku miejsce Tischnera czy Kołakowskiego zajęli Wojewódzcy różnej maści. Pisze, że Anglicy ciągle potrafią wyprodukować ciekawy cykl programów nie wyśmiewając w nich adwersarzy i jednocześnie zmuszając widza do chwili zastanowienia. Rozumiem go! Ale czy rozumiecie go Wy?
Gdybyście uderzyli się w piersi i spróbowali przypomnieć sobie kiedy ostatni raz włączyliście TVP Kultura czy Dwójkę w Polskim Radio? No właśnie! A kiedy ostatni raz oglądaliście (wybaczcie mi, że nie wiem jak się te nazwy pisze, bo ich nie oglądam) x-factora, bitwę na głosy, czy ten konkurs tańca w formie show? Jeszcze większe no właśnie! A programów tych jest wiele więcej i przypuszczam, że o ile nie wychodzicie w weekendy zabawić się ze znajomymi, to wgapiacie się w te bądź podobne programy. Od momentu, gdy w naszej TV pojawił się Big Brother, zastanawiam się co widzowie zyskiwali i zyskują z oglądania programów podobnego autoramentu. Muszę się Wam przyznać, że nigdy nie obejrzałem w całości ani jednego odcinka tych zabijaczy czasu i wyciągaczy kasy. Czyżbym był ułomny? Oj! Udam, że mnie nic nie boli i ponabijam się dalej. Swego czasu obejrzałem kawałek odcinka brytyjskiej wersji Idola, gdy sprzedawca telefonów komórkowych wyśpiewał arię Nessum Dorma z Turandota Pucciniego. Łzy stanęły mi w oczach! A potem chciałem wyrzucić monitor przez okno swojego pokoju konsultacji. Ten wrzask i piski towarzyszące tenorowi były równie subtelne jak siekiera wbijana w kończynę dolną. Od tego momentu zacząłem rozglądać się baczniej dookoła siebie. Wizyta w kinie w godzinach popołudniowych kojarzyć mi się zaczęła z popcornem, colą i stadami ciamkaczy. Gdy przyznaję się, że nigdy w życiu nie zjadłem hamburgera i frytek w McDonaldzie, interlokutorzy patrzą na mnie jak na dinozaura. Tak samo kończą się próby zmiany kanału w radio z RMF, Zetki czy Eski.
Zastanawiam się od kilku lat jak to możliwe, że w tak krótkim czasie staliśmy się niewolnikami amerykańskiej kultury masowej. Połykamy filmy, seriale i muzykę powstająca w USA z takim samym zapałem jak colę, popcorn, chipsy czy gumę do żucia. Robimy to dlatego, że nam to smakuje czy może dlatego, że już nie możemy się bez nich obyć? Nie mówię, że jest to niesmaczne. Wręcz przeciwnie, ale jestem doskonałym przykładem na to, że można bez problemu bez tego żyć. Nie nawołuję do oglądania polskich filmów bo to w większości nieudolne kopie amerykańskich pierwowzorów (Kac Wawa chociażby). Zamiast Wojewódzkiego kilkanaście stron książki. W końcu chyba wszyscy moi incydentalni czytelnicy otarli się choćby o studia. A ponad połowa Polaków w tamtym roku nie przeczytała żadnej książki. Czyja to wina?

0 komentarze:

Prześlij komentarz