Odrobinkę przerwy od wojennych okrucieństw, chociaż ciągle brzęczy mi w uszach wczorajsza audycja w Trójce o filmie "Róża". Ale to nie ucieknie. Warto dzisiaj poświęcić kilka słów kanonowi lektur. Temat wypłynął bezpośrednio dzięki Gośce, która oburzyła się na fejsie bezczelnością maturzysty. Ten walnął do kamery, że nie czytał "Lalki" i "Ludzi bezdomnych" i nawet się nie zarumienił. Nie widziałem tego, zatem muszę ufać tej relacji. Nikły odzew to wywołało, bardzo nikły. Aneta rzuciła pomysł aby zmienić kanon lektur, bo on od lat jest taki sam. A czas nie stoi w miejscu! No racja czas nie stoi w miejscu, ludzie i ich zainteresowania się zmieniają. A właściwie znikają. Bo krótkotrwałe mody trudno nazwać zainteresowaniami. Gdyby im ulegać, trzeba by przed każdym 1 września zmieniać lektury, bo te co były w roku poprzednim już przestarzałe. Czasy się zmieniają.
Ale może to jest myśl. Może tak trzeba! Skoro są zmiany w szkolnictwie, to i w lekturach trzeba pomajstrować. W końcu po co kumu Prus, Sienkiewicz, Mickiewicz, Żeromski? Tego i tak nikt nie rozumie! A jeśli już to musi być dziwak i trzeba jego głowę w kiblu zanurzyć, żeby pamiętał aby się nie wymądrzać. W końcu do czego potrzebna jest szkoła? I to tyle lat! Wystarczy czytać się nauczyć i liczyć trochę, żeby móc przeczytać nazwę sklepu i żeby w nim nie oszwabili. A jak kto chce magistra to niech się męczy. A że i magistry nie czytają? I nie czytali tylko filmy oglądali?
- A po co mi to w życiu potrzebne - może taki/a powiedzieć. I w sumie będzie mieć rację. Znajomość "Faraona" czy "Krzyżaków" nie jest potrzebna do obejrzenia kolejnego etapu "Mam talent". Nie trzeba znać "Konrada Wallenroda" żeby znaleźć na youtube klip z oklepaną piosneczką, albo bardzo "mądrą" fotką i pochwalenie się tym na fejsie. W końcu po co czytać te głupoty, skoro uczę w szkole geografii albo matematyki? Po co?
Lalki przeczytałem pół, Ludzi bezdomnych wogóle. Większości lektur licealnych nie czytałem, a znaczek na okładec (kiedyś takie były) oznaczający lekturę szkolną był dla mnie najgorsza rekomendacją. Jak się dowiedziałem, że Orwell jest lekturą, to mi się smutno zrobiło, a podczas omawiania 1984 roku miałem ochotę popełnić rytalne harakiri wkładem od zenitha.
OdpowiedzUsuńWogóle kiepskie przykłady wybrałeś. Prus może być, Mickiewicz ok, ale Żeromskiego nie czaje zupełnie, nie wiem, czy jest sens dorabiania do tego ideologii. Jak syn będzie miał pozytywizm to sam polecę i mu streszczeń nakupuje: szkoda życia. Jest mnóstwo ciekawszych książek.
Nie wiem jak teraz wygląda kanon, ale ten, który ja przerabiałem jak najbardziej kwalifikował sie do poprawki.
Zresztą, nie wiem, może Twoi nauczyciele mieli więcej pasji?
Nieważne co znajdzie się na liście lektur. One niemal zawsze są nie takie jak powinny. Faktem jest, że większość gimnazjalistów czy licealistów nie rozumie tego co czyta. Czy to jest wina tych, którzy ów kanon układają? W pewnym sensie owszem, bo nie zdają sobie sprawy jak mało wiedzą uczniowie. Nie mają niemal żadnej wiedzy na temat okresu w którym toczy się akcja lektury i mentalności ludzi wtedy żyjących. A do tego mają głęboko w zadku co robili ich przodkowie aby mogli powiedzieć, że mają stolicę w Warszawie a nie w Moskwie, Wiedniu czy Berlinie. Chociaż niektórzy pewnie woleliby być Niemcami czy Austriakami. Howgh!
OdpowiedzUsuń