Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

piątek, 1 czerwca 2012

Marzenia

czerwca 01, 2012 Posted by Onufry Okowita , , No comments

Bardzo mnie ucieszyła dzisiejsza "Godzina prawdy" Michała Olszańskiego. Redaktor zaprosił do programu Jaśka Melę, jednego z najbardziej niesamowitych ludzi, o jakich miałem okazję słyszeć. Jego wyczyny przypominają mi lekturę z dzieciństwa. W "Opowieści o prawdziwym człowieku" Borys Polewoj opisał losy radzieckiego myśliwca, który został strącony zimą podczas walki powietrznej z niemieckimi samolotami. Udało mu się wylądować i dotrzeć do swoich, ale odniesione rany i odmrożenia, których nabawił się podczas około dwutygodniowej przeprawy przez lasy, spowodowały konieczność amputacji obu nóg. Facet nie poddał się. Wrócił do latania i do końca wojny strącił jeszcze kilka wrogich samolotów.
Ale wracając do rzeczy, pierwszy raz usłyszałem o wypadku pomyślałem: "co za pusty szczeniak! Kto mokry wchodzi do stacji transformatorowej?" Potem media podały, że Marek Kamiński ma wraz z Jaśkiem dojść na biegun północny, a jeszcze później, że i na biegun południowy! I udało im się to zrobić podczas jednego roku! Chłopak bez ręki i nogi wzniósł się ponad możliwości i dokonał tego o czym trudno marzyć zdrowemu, silnemu mężczyźnie! Na dodatek później wraz z innymi niepełnosprawnymi zdobyli Elbrus i Kilimandżaro. Jasiek Mela studiuje obecnie psychologię i jest prezesem fundacji pomagającej osobom, którzy podczas wypadków stali się niepełnosprawni. I zapewne nie zaznałby tego wszystkiego, gdyby nie wypadek i zrodzona wtedy determinacja w dążeniu do realizacji marzeń.
Właśnie marzenia. Jakże opacznie rozumiemy to słowo. W szczenięcych latach chodzą dzieciakom po głowie myśli o przygodach przeżywanych gdzieś w ekstremalnych warunkach. Pokonywanie przeciwności i ratowanie innych z opałów. Jakże szybko im to przechodzi. Wraz ze stopniowym rozumieniem świata, marzenia ulegają zmianie. W moim przypadku, gdy połknąłem już bakcyla siłowni, największym marzeniem było wygrać konkurs Mr Olimpia. Fakt, że napędzało mnie to przez pewien czas do treningów trwających 2,5 godziny, na których najdłuższa przerwa liczyła 2 minuty, ale marzenia się zmieniły. Wpadłem w szpony chęci posiadania wypasionego sprzętu muzycznego i innych niewiele wartych pierduł. Potem marzeniem było dostanie się na studia, napędzane chęcią wyrwania się z wojska. Potem skończenia studiów i zostania nauczycielem akademickim, a potem...
Bombki się rozbiły! Rzeczywistość wbijała w ziemię. Znikła nawet chęć zrobienia doktoratu. Czułem, że jak się obronię stanę się taki sam jak współpracownicy. Że stanę się malutkim człowiekiem, z malutkimi ambicjami i wielka zawiścią, uwikłanym jednocześnie w malutkie spiski i malutką uniwersytecką politykę. Horror!!!
Fakt, że teraz walczę o każdy grosz, ale nie przytłacza mnie ciągle ten sam widok i towarzystwo tych samych ludzi. Fakt, że żałuję urwanych kontaktów z Arturem, Anitą i Sebą. Ale to tyle. Dzięki zerwaniu z przytłaczającym molochem zacząłem znowu marzyć. Nie o pieprzonej plazmie, nowych lodówkach, pralkach, zmywarkach, tabletach, gadżetach. Marzę o tym, żeby móc kiedyś wybrać się na pieszą wyprawę po wschodniej Azji. Odwiedzić Wietnam, Tajlandię, Koreę, Chiny, Japonię, popływać kajakiem po Bajkale. Czy to tak dużo? Niby nie, ale aby zrealizować marzenia muszę wyjechać na zachód i na to wszystko zarobić. I o to właśnie rozbijają się marzenia. I o niechciejstwo. A dzięki takim ludziom jak Jasiek Mela przebudza się znowu chęć do życia. Gdybyś kiedyś Jaśku odwiedził osiołkowo, masz moje gorące podziękowanie. Nie poddawaj się.

0 komentarze:

Prześlij komentarz