Niesamowita. To pierwsze co mi przychodzi do głowy po wrażeniach z lubelskiej Nocy Kultury 2012. Wałęsaliśmy się z Agnieszką, zwaną Myszą i Karolem trochę na chybiła trafił, bo w gruncie rzeczy niemal wszędzie w centrum działo się ciekawie. W końcu wylądowaliśmy U Hieronima. Ale po kolei. Już jakiś czas temu wygrażałem się, że Noc Kultury rozpocznę od Teatru Muzycznego i Filharmonii. Udało się połowicznie. Ostrzeżony przez pracownicę Teatru przybyłem pod budynek przed 17. Trzeba było bowiem zająć kolejkę przed drzwiami i odczekać swoje aby wreszcie przebić się do fotela na sali. Wreszcie po krótkiej zapowiedzi gasną światła i zaczyna się "Carmen Suita" w wykonaniu baletu Opery Lwowskiej. Jeśli napiszę, że nic piękniejszego i wzruszającego w życiu nie widziałem to i tak będzie za mało. Nie znoszę tańca. Obchodzę z daleka wszelkie miejsca gdzie zadziwiający osobnicy wykonują osobliwe ruchy. Ale to przedstawienie było olśniewające. Podobnie jak wykonawczynie. Piękne, zgrabne i poruszające się... Ach brak słów.
Zauroczony wyszedłem na zewnątrz i ruszyłem w stronę Krakowskiego aby spotkać się z wyżej wymienionymi Agnieszką i Karolem. Po wizycie w La Traviatta i nabraniu sił ruszyliśmy w stronę biblioteki wojewódzkiej. Stary druh Grzesiek zasugerował żebyśmy pojawili się po 23, bo zapowiada się coś ciekawego. Chwilkę posłuchaliśmy jeszcze ukraińskich i żydowskich melodii w wykonaniu Folk Ever i ruszyliśmy na Stare Miasto. Gdy przedzieraliśmy się naszła nas spostrzeżenie, że w Lublinie mieszka ciut za dużo ludzi.
Ciekawe rzeczy działy się za trybunałem. Świetny folk, w świetnym wykonaniu. Niemniej tłumy trochę nas zmęczyły i wróciliśmy do Hieronima na kawę i ciastko roznoszone gościom biblioteki przez miłe piękne panie. Chwilę później rozpoczął się koncert zespołu "Sobaki v Kosmose" i Sergiya Żadana. Ten ostatni okazał się być nie tylko muzykiem, pokrzykującym i podskakującym na bosaka, ale też pisarzem i rysownikiem komiksów. Aż żal, że na koncert nie przyszła większa grupa ludzi, bo bez wątpienia na to zasługiwał. Żadan wykorzystuje bowiem wolność słowa bez żenady i słuchający, którzy zrozumieli wywrzaskiwane przez niego słowa mogli dowiedzieć się czegoś o polityce wewnętrznej Ukrainy.
Nasza Noc Kultury na tym się zakończyła. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie co najmniej tak samo udana. Wypada mi na zakończenie podziękować Miastu i sponsorom za sfinansowanie tak wielkiego przedsięwzięcia. Jako łyżeczkę dziegciu dorzucę jedynie, że zawiodła strona organizatorska. Niektórym wykonawcom zabrakło należnego reklamy, inni znaleźli się w zbyt eksponowanych miejscach. Do tego te stada smrodzących palaczy. Ale to tylko moje odczucie, nie zmieniające bardzo pozytywnego odczucia.
0 komentarze:
Prześlij komentarz