W ubiegłym roku ukazał się w tygodniku "NIE" ciekawy artykuł. Dotyczył on policjanta z drogówki, który nieopatrznie zatrzymał i wlepił mandat szybkiemu księdzu z Watykanu, zaś do arcybiskupa Michalika zwrócił się "proszę pana". Pewnie bym o tym zapomniał, bo nadużywanie władzy jest codziennością tych nią obdarzonych, ale w ostatnim numerze tygodnika z błędem w tytule natknąłem się na wywiad ze wspomnianym arcybiskupem o podpisaniu porozumienia z patriarchą moskiewskim. Pewne sformułowania użyte przez wysokiego funkcjonariusza kościoła obróciły kilka trybików w mojej pamięci. Aby nie przekłamywać posłużę się cytatami. Te z "NIE" pogrubię, te z "Uważam Rze" (słowa Michalika) pochylę.
W sierpniu zeszłego roku (2010 r.) Paweł S., policjant drogówki w Ustrzykach Dolnych, zatrzymał samochód. Kierował nim watykański ksiądz Stival Cianciarello. Jadąc na wycieczkę po Bieszczadach, nie zapalił świateł i przekroczył prędkość o przeszło 30 km/h. Sierżant postanowił wlepić mu 200 zł mandatu i pouczył, że na bieszczadzkich serpentynach trzeba jechać ostrożnie. Do rozmowy włączył się pasażer. Krzyczał na policjanta i machał rękoma. Wysiadł też z samochodu, zachowywał się agresywnie. Ty nie wiesz, kim ja jestem! – powtarzał wielokrotnie. Ponieważ sierżant nieraz już słyszał takie teksty, nie zareagował, tylko polecił siwemu krzykaczowi wsiąść do auta. Wypisał mandat, życzył szerokiej drogi i pożegnał panów uprzejmie. Zapomniał o tym zdarzeniu jak o tysiącu innych kontrolach drogowych.
Po miesiącu został wezwany na dywanik do szefa: Ty naprawdę nie wiesz, z kim zadarłeś? Wtedy dowiedział się, że ów agresywny pasażer to arcybiskup Józef Michalik. Szef Kościoła katolickiego w Polsce zadzwonił do komendy wojewódzkiej, skarżąc się na sierżanta. Ponoszony miłością bliźniego poprosił o ukaranie „nadgorliwego” policjanta. Prośba najważniejszej osoby w kraju to więcej niż rozkaz. Sprawą zajął się ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego w Rzeszowie Jan Zając. Zapytał sierżanta S., jakiego jest wyznania, dlaczego uderza w Kościół katolicki i czemu zwracał się niegrzecznie do biskupa, nazywając go „proszę pana”, a nie „wasza eminencjo” (...). Wicekomendant zażądał też anulowania mandatu. W trzy tygodnie potem Paweł S. został przeniesiony z wydziału ruchu drogowego do plutonu patrolowego, czyli na posadę krawężnika.
Chcemy dać wyraz chrześcijańskiej troski o świat, który nas otacza, a który znalazł się w momencie zagrożenia, jako że dopuszcza kwestionowanie prawa natury i praw moralnych. Nie możemy unikać tej odpowiedzialności, ponieważ jesteśmy nie tylko Słowianami, sąsiadującymi ze sobą narodami, ale jesteśmy członkami Kościoła i spadkobiercami Ewangelii Chrystusa.(...)
Przygotowane obecnie przesłanie nie zawiera prośby o przebaczenie, zawarto w nim apel skierowany do konkretnych ludzi, aby wzajemnie sobie wybaczali. Wynika z niego, że zależy nam, by Bóg był obecny na tej ziemi, On jest przecież źródłem i zgody, i pokoju.(...) Czy bez łaski bożej i modlitwy taki proces jest możliwy? Nie wiem, ale wiem, że łaska boża ma często na imię drugi człowiek.
Ojciec Pawła S. dowiedział się, że szef wszystkich biskupów polskich opowiada podczas różnych spotkań o tym głupim policjancie z Ustrzyk Dolnych, który już się napodskakiwał. Napisał list do abp. Michalika. Zapytał, dlaczego Michalik zrobił taką krzywdę jego synowi. Nie dostał odpowiedzi.
Nie wiem czy warto to komentować. W powyższych cytatach nie znalazł się dalszy ciąg wydarzeń. Zimą z auta policjanta zniknęły bloczki mandatowe i kasa za mandaty. Wpłacił on całą ukradzioną sumę do policyjnej kasy. To nie pomogło. Zmuszono go do odejścia z policji, po czym aresztowano. Prokuratura w osobie Aurelii Skiby zarzuciła mu kierowanie grupą przestępczą handlującą niebezpiecznymi materiałami, po czym kilka razy przedłużała mu areszt. Chrześcijańska troska o świat, prawa moralne, zgoda i wybaczenie - to słowa klucze, które abp Michalik zastosował w podejściu do sumiennego policjanta. Nieprawdaż?
P.s. Cały artykuł z "NIE" można przeczytać: tutaj
0 komentarze:
Prześlij komentarz