Fascynacja Skandynawią rodzi się właściwie nagle. Od wielu, wielu lat kibicowałem Skandynawom biorącym udział w zawodach narciarstwa klasycznego. W 1984 roku podczas biegu na 50 km trzymałem kciuki za fińskiego olbrzyma Juhę Mieto. Podziwiałem Gunde Svana, który używając techniki łyżwowej deklasował wprost rywali. Potem byli Bioern Daehlie i wielu, wielu innych. Ale dobiero filmy zrobione przez Skandynawów i napisane przez nich kryminały spowodowały, że przedkładam powstałe tam filmy, książki i seriale nad pozostałe (wyjąwszy Daleki Wschód).
Do moich ulubionych filmów należy „Jabłka Adama” w reżyserii Andersa Thomasa Jensena. Zaczyna się on właściwie nijak. Z autobusu wysiada na odludziu skin, Adam. Wykrzywiony wściekle pysk nie pozostawia wątpliwości, co do tego, że jest do gruntu zły. Wyszedł z więzienia i nakazem sądu został wysłany do ośrodka resocjalizacyjnego prowadzonego przez Ivana – niezmiennie pogodnego pastora, którego los nie oszczędzał. W ośrodku położonym na „plebanii” dochodzi do równowagi psychicznej jescze dwóch dziwaków. Pierwszy to Gunnar, niegdyś niepokonany tenisista, którego do kleptomanii, alkoholizmu i nieposkromionego apetytu na gwałcenie kobiet, doprowadziła pomyłka sędziego. Drugim jest Khalid, obywatel Arabii Saudyjskiej, który trafił do Danii w wyniki zemsty. Ziemię jego ojca zajął Statoil. Ojciec w wyniku tego marnie skończył. Kahalid przyjechał rabować stacje paliwowe.
Pastor toleruje ich postępowanie i na plebanii panuje pogodna atmosfera. Do czasu przyjazdu Adama.
Niemal bezustannemu śmiechowi towarzyszyło jednak zastanowienie. W pogodną treść reżyser umiejętnie wplótł motywy znane z „Księgi Hioba”. Wplótł je tak dobrze, że stary ateista żywi nadzieję, że próby jakim poddawany jest Ivan się wreszcie skończą. Słowem kibicowałem pastorowi! Gorąco zachęcam!
0 komentarze:
Prześlij komentarz