Podstawowym zadaniem urzędnika jest pokazanie, że jest potrzebny, że robi coś użytecznego dla społeczeństwa. Dlatego, gdy tylko wybuchnie duża lub całkiem mała afera urzędnicy dwoją się i troją aby nadrobić zaległości. Dobrym przykładem może być tu metanolowe aferzysko, które wypełzło z Czech. Wraz ze zwiększającą się liczbą nieboszczyków – amatorów taniego alkoholu, wzrosła aktywność pracowników Sanepidu, straży miejskiej i policji. Lotne kontrole, łapanki, badanie próbek, zakazy i pierwsze strony gazet, poczesne miejsce w wiadomościach radiowych i telewizyjnych. Efekt – pracownicy Sanepidu udowodnili, że są niezastąpieni. A że wykryli to co mieli wykryć – cóż przyroda. Fakt odrobinę bym się zdenerwował, gdybym po wypiciu lufy wódki ze sklepu, przestał widzieć, ale idąc na bazar i kupując flaszkę za 10 zł wiem, że ryzykuję. I byłoby to tylko moja wina, że chcąc zaoszczędzić – połknąłem truciznę. Ale nawet, gdy sprawa jest o wiele mniej medialna urzędnicy się nie poddają. I tak urzędnicy z tarnowskiego oddziału KRUS wykryli, że 25 procent wszystkich wypadków w gospodarstwach rolnych ma związek z drabinami. W związku z tym urzędnicy powołali do życia akcję „Bezpieczna drabina”. Kurs ma być mutimedialny. Pokaz slajdów zapewni odrobinę strachu (zdjęcia z miejsc wypadków) i zaspokoi ciekawość (pokaz kolekcji niebezpiecznych drabin). Podczas wykładu przedstawione zostaną bezpieczne drabiny, a po szkoleniu kursanci odpowiedzą na kilka pytań przygotowanych w teście. Najlepsi mogą wygrać bezpieczne drabiny. Kurs nie przewiduje zajęć praktycznych. Poza tym jest darmowy. Tfu, wcale nie darmowy, bo zapłacili za niego w podatkach, ci którzy widzieli drabinę tylko w telewizji.
0 komentarze:
Prześlij komentarz