Czekałem cierpliwie kilka miesięcy. Wreszcie w piątek wszedł
do kin. Wypaczyłem, że w poniedziałki można w lubelskiej Bajce zobaczyć film za
12 zł. Więc się połakomiłem, tym bardziej, że kino dołączyło do sieci kin
cyfrowych. Bilecik kupiony, nikogo oprócz kilkunastu wiekowych i eleganckich pań
nie ma. Super! Będzie można obejrzeć film w spokoju...
Została chwila do rozpoczęcia, gdy zza otwartych drzwi
zaczął docierać potężniejący gwar. Ukazało się całe stado przyszłości narodu. Z
podstawówki chyba. To pozamiatane. Torby z chipsami zostały otworzone i spokój
trafił szlag. Cholerna przyszłość narodu nie zamknęła ryjów nawet na moment.
Siedziałem i bluźniłem pod nosem. Ale wróćmy do naszych baranów. Czyli do filmu.
A film to totalny gniot. Takiego ścierwa nigdy w kinie nie
widziałem. Kinowy „Wiedźmin” jest przy „Bitwie pod Wiedniem” arcydziełem. Z
wyjątkiem Piotra Adamczyka w roli cesarza Leopolda wszyscy aktorzy co najmniej
nie zachwycili. Jedynie Adamczyk wydawał się żywym człowiekiem. Reszta była
niczym niczym gadające kukiełki z kijem od szczotki w odbytach. Ale czego
spodziewać się po filmie wyreżyserowanym przez Włocha?
Sztuczne efekty specjalne były jeszcze bardziej plastikowe
niż gra aktorska. Montaż zepsuty, scenariusz poniżej krytyki! Muzyka niezła,
ale nie do tego filmu. Słowem badziew. Jedynym plusem filmu było to, że lemur
Szyc nie wydobył z siebie nawet jednego słowa! Przynajmniej w tym jednym
reżyser nie dał plamy. Do tego wszyscy „deklamują” po angielsku, a w wersji
polskiej dorzucono lektora.
Szczerze radzę. Nie idźcie na to ścierwo do kina!
0 komentarze:
Prześlij komentarz