Profesor Kuźniar powiedział wczoraj w wywiadzie dla TOK FM, że ci, którzy zostają dzisiaj magistrami nie powinni się znaleźć w ogóle na wyższej uczelni. Nawet jako uczestniczy wycieczki szkolnej. Uśmiałem się z tego serdecznie. Tym bardziej, że przyznaję mu rację. Edukacja niektórych dzisiejszych magistrów powinna zakończyć się na zawodówce. Niestety z różnych powodów trafiają do szkoły średniej a potem siłą rozpędu kończą studia. Po drodze zasilają portfele proletariuszy pióra (czyli piszących licencjaty i magisterki) kwotą ok. 2 000 zł za obie.
I magistry pełną gębą zwiedzeni nadziejami rodziców, własną ambicją albo bełkotem wydobywającym się z otworów gębowych polityków różnej maści gryzą paznokcie w rozterce. Wyższe wykształcenie, z trudem zdobyte, które miało być bramą do dobrej pracy i dobrych pieniędzy, okazało się fanaberią, a nawet stratą czasu. Nie dla wszystkich oczywiście. Absolwenci kierunków technicznych wydają się ciągle uprzywilejowani. To samo z absolwentami prawa i medycyny. No i oczywiście z tymi wszystkimi, którzy mają umocowanie w rodzinie, albo przyjaciołach rodziny, czyli klanach rodzinnych w administracji państwowej, uniwersytetach, bibliotekach, i innych. Dla swojaka miejsce zawsze się znajdzie. Reszta musi wybierać między kursami zawodowymi (operator koparki itp.) i ukrywaniem wykształcenia a wyjazdem na obczyznę.
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ponad 2 mln Polaków nie ma pracy? Łatwej odpowiedzi nie ma. Gdyby szukać winnych to należałoby zlinczować wynalazców pierwszych maszyn parowych i innych wynalazców, którzy dali początek rewolucji przemysłowej. Pierwsi połapali się w tym luddyści, którzy niszczyli maszyny odbierające im pracę. Wprowadzona kara śmierci za zniszczenie maszyny ostudziła odrobinę nastroje, niemniej niebagatelną rolę zaczęli odgrywać piewcy przemian w gospodarce i społeczeństwie. Rewolucja przemysłowa i informatyczna szybko zyskiwały grono teoretyków wykazujących ich korzyści dla postępu. Początkowo gazety a potem i inne media wyjaśniały ciemnemu ludowi co jest dla niego korzystne, że trzeba iść z prądem, bo postępu nie da się cofnąć. A żeby zostać beneficjentem przemian trzeba skończyć studia.
Przekonanie o konieczności zdobycia wyższego wykształcenia doprowadziło do tego, że obecnie studiuje około 1,8 mln Polaków. Spora część spośród nich nigdy nie powinna się znaleźć w gronie studentów. Przechodzą egzaminy wytrwałością (są tacy, którzy zyskują średnią poniżej 3,0 ze wszystkich egzaminów), dzięki dobrej pamięci (ZZZZ), cwaniactwu (samorząd studencki), albo dupie. Niekiedy pomaga też kierownictwo kierunku albo całej szkoły wyższej (nakaz oszczędnego stosowania ocen niedostatecznych i patrzenia przez palce na prace licencjackie, magisterskie, dyplomowe). Zaś sam proces promowania miernot rozpoczął się wraz wprowadzeniem reformy edukacji i przenikaniem do Polski myślenia rodem z „cywilizowanego” Zachodu. Przepychanie z klasy do klasy i bezkarność uczniów wcale nie poprawiają jakości kształcenia. Wyobrażacie sobie, że bohaterowie pierwszego procesu sądowego wytoczonego przez nauczycielkę swoim uczniom – gimnazjalistom, zostaną kiedyś absolwentami szkoły wyższej?
0 komentarze:
Prześlij komentarz