W 2003 roku Barbara Hollender opublikowała w
„Rzeczpospolitej” recenzję filmu „Zatoichi” w reżyserii Takeshi Kitano. Och
jakżesz się w niej wyzłośliwiała! Jak przeszkadzały jej strumienie krwi i góry
trupów! Jak nie mogła patrzeć na nadmierną brutalność. A potem porównała
„Zatoichiego” do „Przyczajonego Tygrysa Ukrytego Smoka” Anga Lee, i „Hero”
Zhanga Yimou. Miłośnicy kina dalekowschodniego wiedzą, że próba porównania kina
japońskiego i chińskiego jest co najmniej karkołomna. Ci, którzy uprawiają
sztuki walki stukną się w głowę. I będą mieć rację.
Film Kitano, w którym obsadził siebie w roli tytułowej
opowiada o niewidomym masażyście, który bardzo sprawnie posługuje się mieczem
ukrytym w lasce. Zatoichi związany jest z konieczności z yakuzą. To oyabunowie
chętnie korzystają z usług masażystów, gdy znużeni szukają relaksu. Dzisiaj
yakuza porównywana jest z włoską mafią, lecz w minionych wiekach pełniła również
rolę porządkową. Płacąc za ochronę, przedsiębiorczy Japończyk zyskiwał spokój. Wiek
XIX, kiedy toczy się akcja filmu, jest przełomowy. Również funkcjonowanie
yakuzy zaczyna się zmieniać. W prowadzonych przez nich domach gry coraz
częściej dochodzi do oszustw, haracz pobierany jest coraz częściej i wcale nie
gwaratuje bezpieczeństwa. Mordy, kradzieże i oszustwa stanowią codzienność, w
której zmuszony jest żyć Zatoichi, który – choć związany z yakuzą i kantujący
domy gry niemiłosiernie dzięki wyśmienitemu słuchowi – pozostał porządnym
człowiekiem. Dlatego w podzięce za okazaną gościnę pomaga jak umie kobiecie,
która zaoferowała mu gościnę. A, że najlepiej wychodzi mu wycinanie chwastów,
więc i mimochodem oczyszcza miasteczko z nadmiaru pasożytów pozwalając mu
wrócić do równowagi.
O ile w „Zatoichim” akcja dotyczy niewielkiego obszaru, tak
w „Hero” ważą się losy całych Chin. Główny bohater – Bezimienny – grany przez
Jeta Li jest prefektem oraz mistrzem miecza. Przybywa na wezwanie władcy
królestwa Qin, który chce mu osobiście podziękować za wyeliminowanie trójki
najlepszych zabójców nastających na monarsze życie: Nieba, Śnieżnej Zamieci i
Złamanego Miecza. Bezimienny toczy z królem swoistą grę w prawdę i kłamstwa.
Wszystko to służy zmniejszeniu odległości między bohaterem, który okazuje się
być zamachowcem a władcą. Fabuła jest typowo chińska. Scenariusz bzdurnawy ma
służyć podkreśleniu służebności jednostki wobec zbiorowości. Bowiem cóż znaczy
życie jednego przy bezpieczeństwie milionów? Wyśmienitym przykładem jest
podkreślona przez scenarzystę małostkowość i głupota Śnieżnej Zamieci, która
nie jest w stanie zrozumieć tego jakże czytelnego przesłania.
Trudno byłoby wybrać dwa różniejsze od siebie filmy, które
jednocześnie byłyby w pewnym sensie podobne. Wspólne mianowniki to spokój i
bezpieczeństwo, którym służą poczynania bohaterów. Bezimienny zdaje sobie
sprawę, że nie może zabić króla, bo ten chce zjednoczyć Chiny, więc umiera jako
męczennik za sprawę. Zabity jako zbrodniarz i pochowany jako bohater. Zatoichi
nie pcha się na afisz, pomaga mimochodem, wycina jedynie tych, którzy zagrażają
jego życiu. Bezimienny tańczy i niemal lata wymachując mieczem i odnóżami,
Zatoichi zaś brodzi w błocie wykonując oszczędne ruchy. Czyli magia i gnój.
Zdecydowanie wolę to drugie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz