Szkoła podstawowa nr 2 w Świdniku, klasa 1 f, drugi semestr. Wtedy narodziła się moja pasja czytania. Nauczycielka nasza (pani Tarasiuk o ile mnie pamięć nie myli) przyniosła do klasy bibliotekę i aby zachęcić szkraby przeczytała fragment z książki o małej polnej myszce. Trafiło mnie! Musiałem się dowiedzieć, czy myszce udało się zgromadzić zapasy na zimę i przetrwać chłody. Musiałem! Dziwne to, ale z początkowego okresu mojego pochłaniania książek nie pamiętam ich zbyt wiele. Oprócz tych z serii „Poczytaj mi mamo”, które zresztą przeczytałem sam, pamiętam „O czterech warszawskich pstroczkach”, „Puc, Bursztyn i goście”, „Rogaś z doliny roztoki” i „Przygody Cebulka”. Czyżby istniały wtedy w moim życiu bardziej zajmujące czynności? Gra w nogę, kapsle, rower, walki na śnieżki, sanki i inne bzdury? Dopiero od czwartej, czy piątej klasy książki zaczęły zdobywać przewagę, początkowo w walce z wymienionymi zabawami, a potem i z zadaniami domowymi. Skutkowało to częstym łomotem, ale ani pas, ani kabel od prodiża, ani skakanka, ani wieszak nie pokonały mojej ciekawości.
Pasjami pochłaniałem książki historyczne, przygodowe, fantastyczne i przyrodnicze. Nie dam rady wymienić wszystkich autorów, bo zdarzały się tygodnie gdy czytałem po trzy pozycje (w podstawówce). Henryk Sienkiewicz, Karol Bunsch, Waldemar Łysiak, Cezary Leżeński, Longin Jan Okoń, Zbigniew Nienacki, Alfred Szklarski, Andrzej Perepeczko, Wiesław Wernic, Karol May, Juliusz Verne, Arkady Fiedler, Tytus Karpowicz, czy Stanisław Lem i wielu innych zabierali mnie do innego świata. Tam nie czyhały nauczycielki od matmy, ale Indianie albo wraży Niemcy!
Ten inny świat poszerzył się w technikum, kiedy do lektur dołączyły kryminał (Artur Conan Doyle, Raymond Chandler) , sensacja (Alistair MacLean, Robert Ludlum, Ken Follet), horror (Graham Masterton, Steven King), fantasy (Robert E. Howard) i wreszcie literatura popularnonaukowa. W technikum, chyba w ferie w pierwszej klasie pobiłem swój osobisty rekord – 16 książek w 2 tygodnie. Wtedy także, przy „Tożsamości Bourne'a” zarwałem pierwszą nockę.
Nie wiem skąd to się wzięło. Moje umiłowanie czytania oczywiście. Żadnych inteligentów w rodzinie, samo chłopstwo w „drzewie genealogicznym”, a jednak nie jestem w stanie zasnąć, gdy nie przeczytam choćby strony w łóżku.
Szkoda mi tylko jednego. Że nie znalazł się nikt, kto pokierowałby moją ciekawością świata, kto podpowiedziałby co warto przeczytać, kto ostrzegłby przed grafomanią. A tak obawiam się odrobinę, że tych kilka tysięcy połkniętych książek poszło psu na buty... Ale jeszcze nie wybieram się do piachu, więc jeszcze zdążę przeczytać to co uciekło za szczeniaka!
0 komentarze:
Prześlij komentarz