Niepoprawnie politycznie, to co w duszy gra. Piszę po polsku.

czwartek, 15 listopada 2012

Bond to pipa!

Ostatnią moją pisaninę wypełniłem polityką, więc pewnie pora odpuścić i jakieś dwa może trzy wpisy poświęcić innym sprawom. Dobrze się więc składa, że zakończyłem ostatnio oglądanie, ponowne zresztą, kilku japońskich serii. W obu seriach główne role zagrali dwaj bracia. W dwudziestu sześciu filmach o Zatoichim i trzech o Hanzo Hattorim wystąpił Shintaro Katsu, a w sześciu o Ogamim Itto – Tomisaburo Wakayama. Możecie wzruszyć ramionami i puknąć się znacząco w czoło, ale każdy ma jakiegoś konika, a mój to właśnie japońskie kino pełne krwi i przemocy.
Fabuła filmów jest niezbyt skomplikowana. Samotny zazwyczaj bohater, wyjątek to Ogami, któremu towarzyszy synek, zażywa przygód i naraża się ustosunkowanym ludziom. Kończy się to kontrolowaną rzezią. Kontrolowaną, bo wycięci zostają liczni wrogowie. W likwidowaniu skorumpowanych i chciwych oyabunów oraz ich nikczemnych przydupasów z yakuzy celuje niewidomy Zatoichi. Podróżuje on od miasteczka do miasteczka oferując swe niemałe umiejętności masażysty i zarabia grając w kości. Wyśmienity słuch pozwala mu odgadnąć wynik (parzysta lub nieparzysta suma oczek w dwóch kostkach), co wywołuje niewybredne komentarze. Doskonałe posłuje się mieczem ukrytym w lasce więc niewiele sobie robi z wyzwisk podrzędnych yakuzów, którzy zapomnieli swych odwiecznych powinności. Odebrać wygraną próbują odzyskać oyabunowie oszustwem lub przy pomocy kilkudziesięciu podwładnych (patrz fotka). Kończy się to tak samo. Ze świata znika banda niegodziwców a terroryzowani mieszkańcy mogą chwilę odsapnąć. Chwilę, bo natura nie znosi próżni i miejsce jednej bandy zajmuje druga, często jeszcze bardziej uciskająca okolicznych mieszkańców. Cholernie mi to przypomina kolejne rządy w Polsce, ale cisza, bo miało nie być o polityce...

Hanzo Hattori i Kozure Okami powstały na podstawie mangi, więc są jeszcze bardziej niesamowici, niż Zatoichi. Hanzo jest oficerem magistratu (gliną) w japońskiej stolicy w drugiej połowie XIX wieku. Słynie z bezwzględności i skuteczności, a jego podstawowa zaletę stanowi to, że nie wchodzi w tyłki grubym szychom z szogunatu. Ma wyjaśnić sprawę i tyle! Aby być skutecznym codziennie ciężko ćwiczy. Poddaje się torturom, aby sprawdzić ile jest w stanie wytrzymać podejrzany. Klękając na drewnianych klockach nakazuje swoim pomocnikom kłaść kolejne kamienne kłody na uda, aż z poranionych łydek zaczyna płynąć krew (fotka).


Sztukę walki ćwiczy na kamiennych posągach uderzając je pięściami uzbrojonymi w kastety, aż do nokautu. Najciekawszy i wywołujący najszerszy uśmiech stanowiły jego przygotowania do przesłuchiwania kobiet: etap pierwszy – gorąca kąpiel, etap drugi – polewanie członka lodowatą wodą, etap trzeci – obijanie przyrodzenia drewnianym kołkiem z takim zapamiętaniem że aż w desce powstało coś ciekawego(fotka) 


i etap czwarty – seks ze słomianym workiem wypełnionym ryżem (fotka).


Tak przygotowany potrafił wyciągnąć zeznanie z każdej kobiety (nawet mniszki) samą groźbą, że przestanie (fotka).

O Kozure Okamim pisałem wcześniej dwukrotnie, więc odsyłam tu i tu a sam zmieszczę tylko zdjęcie, jak wielu przeciwników musiał ubić za jednym razem.


Jak wspomniałem fabuły filmów nie były zbyt skomplikowane. A le jedno muszę przyznać tym trzem filmowym postaciom. Przy nich James Bond to pipa.


0 komentarze:

Prześlij komentarz