Według własnej opinii nauczyciele są najbardziej zapracowaną grupą zawodową w Polsce. Nie dość, że tyrają po dwadzieścia godzin lekcyjnych w tygodniu, to jeszcze muszą się do tego przygotowywać. Muszą się ciągle uczyć! Fakt – nabijam się odrobinę. Częściowo niesłusznie, bo nauczyciele oprócz obowiązków, które wymieniłem powyżej, zostali obarczeni koniecznością tworzenia całej góry dokumentacji. Często łapałem się za głowę gdy obserwowałem jak Żabol walczy z górą papierów. I pytałem: po co to? Odpowiadało mi wzruszenie ramion.
Góra papierów nie powinna zwalniać jednak od myślenia. A spory odsetek nauczycieli zachowuje się tak jakby nie musieli podejmować większego wysiłku umysłowego. Jakiś przykład? Proszę bardzo. Miejscowość między Lubartowem a Puławami, w której znajduje się szkoła podstawowa i gimnazjum. Jedyne w okolicy, bo wójt pobliskiej gminy podrapał się w łepetynę i wydumał, że trzeba oszczędzać. Więc zlikwidował wiejskie szkoły, przerzucając do nieszczególnie nowego budynku setki dzieciaków. W rezultacie powstał potworek z przepełnionymi klasami i gimbusami. Do poziomu umysłowego wójta próbuje doszlusować dyrektor szkoły. Niedawno w trzecich klasach gimnazjum odbyła się ostatnia próba przed końcowym egzaminem. Uczniowie z owej szkoły zostali poinformowani dzień przed próbą. Dyrektorowi się zapomniało... A stopnie z testu powędrują do dziennika. Odpowiedzialnych nie ma.
W tej samej szkole ogłoszono coroczny konkurs na szopkę bożonarodzeniową. Nauczyciele w całym powiecie otrzymali wytyczne. Wybrańcy sprawni manualnie poświęcili kilka popołudni na przygotowanie pracy i gdy do oddania szopek zostały dwa dni, nauczycielce plastyki ze szkoły podstawowej ze wspomnianej miejscowości, przypomniało się, że nie podała wymiarów podłoża. Dzieciaki w szoku.
Jako wolnościowcowi wydawało mi się, że to zwykła przypadłość posad opłacanych z budżetu. Ale okazuje się, że w prywatnych firmach również na kierowniczych stanowiskach znajdują się idioci. Duża portugalsko – polska firma budująca drogi. Pracownicy z Lubelszczyzny zostali wysłani pod polsko – niemiecką „granicę” do ciężkiej roboty. Dojechali, przepracowali dzień, a po południu okazało się, że nie mają gdzie nocować. Firma wynajęła im pokoje od 1 grudnia 2012 roku. W rezultacie jedną noc spali w szopie. Po noclegu w tym „Hiltonie” przyleciał sam prezes i prostował sytuację.
Czy to się kiedyś zmieni? Myślę, że tak. Na gorsze.
0 komentarze:
Prześlij komentarz