Kroczek, po kroczku, ustawa po ustawie. I już niebawem rządzący naszym pięknym krajem różowiuchny układ niemal całkowicie zaknebluje usta wszystkich wyrywnych. Platforma Obywatelska chce bowiem zapisać w art. 256 Kodeksu karnego, że „kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań (…) podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Już nie będzie można napisać o Merkel – ta wredna Niemra, o Obamie – ten tępy bambus, o Millerze – ten zapluty lewak, o Biedroniu – ten cholerny dupojebca, itd. Z czasopism będą musiały zniknąć insynuacje, jakoby socjaliści to bandyci i złodzieje, że prawica to ciemnogród z siekierami w rękach, że feministki to wściekłe babole. Nie będzie mogła (czy aby na pewno?) taka Szczuka walić mordą faszystowską w Zawiszę. No jak to tak? Nie będzie można sobie ulżyć w sieci? Nie będę mógł pisać o głupocie urzędników i obłudzie inteligencji? Wójcik nie będzie mógł mnie nazwać kłamcą, a reszta czerwonych ateuszy – zaprzańcem? Nie może tak być!
Toż to jest cenzura i do tego represyjna! O prewencyjnej nie warto wspominać, bo o tą w merdiach masowych dbają redaktorzy naczelni czy prowadzący. Oczywiście całkowicie jednostronnie. Kto to widział żeby w „Wybiórczej” albo „Polityce” znalazł się tekst wolnościowca, albo w „Naszym Dzienniku” aborcjonistki? Trzeba przecież dbać o swoich czytelników. Nie można pozwolić aby tekst jakiegoś nieprawomyślnego zamąciła w główkach lemingów albo moherów. I to jestem w stanie przyjąć. Pismo ma określoną linię polityczną i społeczną i się jej trzyma. Wszystko w temacie.
Tymczasem teraz trzeba będzie ważyć każde słowo, aby przypadkiem cenzor zatrudniony w specjalnie powołanej instytucji (kolejne urzędasy opłacani z budżetu) nie znalazł czegoś obraźliwego w upublicznionym tekście. O mowie nienawiści nie wspominając.
Oczywiście jest i jasna strona. Trzeba będzie wyostrzyć myśl a za nią pióro i podobnie jak to było za komuny, zamieszczać pewne treści między wierszami. Zastanawiam się czy nie jest to kolejny krok różowiuchnego układu w stronę ogłupienia społeczeństwa. Czy jedna z drugim nie zrezygnują z czytania tak przygotowanych tekstów?
0 komentarze:
Prześlij komentarz